Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Zdaniem ekspertów > Boimy się egzotycznych wirusów, a zapominamy o jednym. Wirusolog bije na alarm
Ewa Basińska
Ewa Basińska 21.05.2026 14:31

Boimy się egzotycznych wirusów, a zapominamy o jednym. Wirusolog bije na alarm

Boimy się egzotycznych wirusów, a zapominamy o jednym. Wirusolog bije na alarm
Ebola a polskie nietoperze Fot. Canva

Mimo dramatycznych relacji płynących ze świata, egzotyczne wirusy i krwotoczne gorączki rzadko stanowią bezpośrednie zagrożenie dla naszego kraju. Znacznie ważniejsze z punktu widzenia zdrowia publicznego okazują się sprawdzone, odwieczne metody zapobiegania infekcjom - wyjaśnia w wywiadzie w serwisie Pacjenci.pl prof. dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski, wybitny wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Niestety, w dobie strachu przed globalnymi plagami, jako społeczeństwo masowo zapominamy o podstawowych nawykach higienicznych. 

Afrykański problem a miejskie slumsy

Gorączka krwotoczna wywoływana przez filowirusy pozostaje jednym z najbardziej nagłośnionych problemów epidemiologicznych na kontynencie afrykańskim. Choroba ta od lat potrafi dziesiątkować hermetyczne społeczności, doprowadzając do dramatycznych spustoszeń w ludzkim organizmie. Głównym źródłem pierwotnego transferu patogenu są tamtejsze nietoperze owocożerne. Dla uboższej, lokalnej ludności stanowią one łatwo dostępne źródło białka, jednak ich spożywanie oraz oprawianie stwarza idealne warunki do groźnej transmisji.

Współczesna medycyna nie jest wobec tego zjawiska bezradna. Naukowcom wielokrotnie udawało się powstrzymywać siłę filowirusów, opracowując obiecujące molekuły zwalczające to okrutne zakażenie. W praktyce jednak najważniejszym mechanizmem obronnym bywa szybkie nałożenie szczelnego kordonu sanitarnego na wybrane osady.

Nietoperz to pod wieloma względami niezwykle interesujące stworzenie o bardzo wysublimowanym układzie odpornościowym. Z patogenem, który potrafi zabić człowieka błyskawicznie, w ciągu kilkunastu dni czy tygodni, on sam potrafi radzić sobie przez lata – wyjaśnia w programie “Pacjent w centrum” prof. dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski. – Ebola staje się prawdziwie groźna, gdy dotrze do dużych skupisk ludzkich. Problem pojawia się w momencie, gdy wirus trafia do przeludnionych, zagęszczonych afrykańskich miast, gdzie ma znacznie ułatwioną drogę transmisji – dodaje ekspert.

Polskie nietoperze na ławie oskarżonych

Zrozumiały strach i napięcie społeczne, wciąż spotęgowane niedawnymi doświadczeniami pandemii COVID-19, często bywają mylnie ukierunkowane. Zdarza się, że obywatele, kierowani lękiem przed egzotycznymi chorobami, z niechęcią traktują rodzime gatunki nietoperzy bytujące w polskich lasach i zabudowaniach gospodarczych. Wierzą, że wypędzenie tych ssaków uchroni ich bliskich przed masową wścieklizną czy nawet Ebolą.

Tymczasem biolodzy i lekarze stają w zdecydowanej obronie tych niezwykle pożytecznych zwierząt. Należy stanowczo podkreślić, że żyjące nad Wisłą nietoperze są z epidemiologicznego punktu widzenia nieszkodliwe. Unikają intencjonalnego kontaktu z ludźmi, a w ekosystemie pełnią funkcję nieocenionej zapory, masowo zjadając inwazyjne owady. W związku z tym ekspert ma ważny apel:

– To nie nasze zwierzęta i nie ten wirus. W związku z tym zostawmy polskie nietoperze w spokoju – apeluje na łamach Pacjenci.pl prof. Dzieciątkowski. – Robią nam bardzo dużo dobrego, zjadając choćby komary czy ćmy, które niszczą nasze lasy. Pozostawienie ich w spokoju wokół własnych upraw to obiektywnie najlepsza decyzja.

Upadek podstawowych nawyków higienicznych

Skupienie uwagi opinii publicznej na zagranicznych plagach przynosi jednak dramatyczny skutek uboczny na naszym własnym, krajowym podwórku: ignorowanie absolutnych podstaw profilaktyki. Zaledwie kilka lat po najtwardszych lockdownach szybko wymazaliśmy z pamięci zbiorowej elementarne lekcje. Wielu wybitnych mikrobiologów liczyło na to, że postpandemiczny strach na stałe przełoży się na renesans dbałości o czystość. Rzeczywistość medyczna okazała się niestety zgoła inna.

Codzienne funkcjonowanie i wywiady pacjenckie wskazują na zatrważający trend – jako społeczeństwo gremialnie rezygnujemy z dokładnego mycia rąk bezpośrednio po powrocie do domu. Ten brak elementarnej rutyny sprzyja rozwojowi dziesiątek dolegliwości i zakażeń układu pokarmowego na masową skalę.

– Mycie rąk nigdy nie zaszkodzi. Niestety, bardzo wiele chorób, nie tylko tych odzwierzęcych, przenosi się właśnie przez brudne dłonie – podkreśla stanowczo wirusolog w rozmowie z Pacjenci.pl. – Warto tu zaapelować: mycie rąk wodą z mydłem w dużej mierze wystarcza. Nie musimy na co dzień stosować drastycznych środków dezynfekcyjnych, a rzetelna higiena w żaden sposób nam nie zaszkodzi – apeluje do Polaków.

Zwykła bieżąca woda i dobrej jakości, pospolite mydło to wciąż nasz najskuteczniejszy, a zarazem najbardziej niedoceniany mur obronny. Czas odbudować go w naszej codziennej rutynie, zamiast wypatrywać zagrożeń w polskich lasach.

Źródło: Pacjenci.pl

Wybór Redakcji
praca L4
Długie L4 może skończyć się utratą pracy. Lepiej nie przekraczać tego limitu
None
"Mamy w głowie WCradar". Ta choroba zmusza do noszenia "plecaka przetrwania"
ZUS
155 tys. Polaków mniej w rok. GUS podał dane, składki ZUS pójdą w górę
Proteza
Wkładasz protezę do szklanki z wodą na noc? Ten stary nawyk może Ci mocno zaszkodzić
Hantawirus
Teorie spiskowe o hantawirusie zalewają sieć. Jak nie dać się zmanipulować?
Szczepienie
Wielki Quiz o Szczepieniach: sprawdź, czy na pewno wiesz wszystko o szczepieniach?
Wybór Redakcji
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: