Wyszukaj w serwisie
choroby profilaktyka problemy cywilizacyjne zdrowie psychiczne żywienie zdaniem lekarza uroda i pielęgnacja
Pacjenci.pl > Zdrowie > Czy osiągnęliśmy odporność populacyjną na COVID-19? Ekspert tłumaczy
Redakcja Pacjenci.pl
Redakcja Pacjenci.pl 14.02.2023 19:10

Czy osiągnęliśmy odporność populacyjną na COVID-19? Ekspert tłumaczy

covid
canva.com

Jaka jest obecna sytuacja w Polsce dotycząca koronawirusa? Czy nabraliśmy odporność stadną? Czy Covid stał się wirusem sezonowym i niegroźnym? Czy zdarzają się jeszcze śmiertelne przypadki koronawirusa? Na te i inne pytania odpowiada prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon, polski autorytet w dziedzinie medycyny, specjalista w dziedzinie chorób wewnętrznych, chorób zakaźnych, hepatologii, zakażeń HIV, endoskopii przewodu pokarmowego, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Wydziału Lekarsko Stomatologicznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, ordynator I Oddziału Zakaźnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Gromkowskiego we Wrocławiu, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla województwa dolnośląskiego, członek Rady Medycznej przy premierze.

Jaka jest obecna sytuacja w Polsce dotycząca koronawirusa? Czy nabraliśmy odporność stadną? Właściwie temat koronawirusa ucichł w momencie napaści Rosji na Ukrainę, co nie oznacza, że Covid-19 zniknął. Generalnie przebieg jakiejkolwiek epidemii zależy od czynnika sprawczego, czyli wirusa, ale także od podatności społeczeństwa i odpowiednich jego zachowań. Trzecim elementem są działania władz, które mają wpływać i ograniczać przebieg epidemii i jednocześnie zwiększać odporność populacyjną. Jeśli to wszystko gra i funkcjonuje, to oczywiście dajemy sobie z epidemią radę.

Zacznę od pierwszej rzeczy. Wirus prawdopodobnie utrwalił się w naszej populacji i z nami pozostanie. Nie oznacza to jednak, że musi być tak patogeny, czyli tak niebezpieczny jak jego wcześniejsze warianty typu Delta. Szczególnie na jesieni 2021 roku, gdzie śmiertelność związana z zakażeniem oraz wtórna z powodu niedostania się ludzi do szpitali w związku z brakiem miejsc była tragiczna i przypominała śmiertelność z 1939 roku podczas II Wojny Światowej. Wirus wykazuje pewną cechę, taką typowo biologiczną. Aby przeżył nie może być tak patogeny, aby zabić swojego właściciela, gdyż wtedy nie mógłby mnożyć się dalej a wiec uległby trwalej eliminacji wraz z zakażoną populacją ludzką. Musi być bardziej zakaźny, zakażać maksymalną liczbę populacji, ale przebiegać lżej i nie powodować śmierci. Rzeczywiście u ludzi niezaszczepionych te pierwsze warianty Omikronu są 4,5-krotnie mniej patogenne i powodują mniej śmiertelności niż wariant Delta i poprzednie. Jest to istotna różnica. Nie możemy przewidzieć, co będzie dalej, ale prawdopodobnie ten trend będzie się utrzymywał i kolejne warianty Covid-19 będą bardzo zakaźne, ale mało patogenne, tak jak większość chorób przenoszonych drogą kropelkową. Należy podkreślić, że nie oznacza to, że nie będą w ogóle patogenne i że część osób zakażonych, szczególnie tych z wielochorobowością, starszych wiekowo i nie zaszczepionych nie będzie umierać.

Drugim elementem są działania władz, które muszą być spójne, dostosowane do woli i społeczeństwa, a nie tylko do określonej grupy wyborców, która neguje wszystkie restrykcje, np. noszenie masek ochronnych czy mycie rąk, tak jak to miało miejsce w naszym kraju. Chciałbym zwrócić uwagę, że zaostrzone restrykcje i przede wszystkim ich egzekwowanie w Australii w Nowej Zelandii i w Singapurze doprowadziło do mniejszej ogólnej liczby zgonów, niż by to wynikało z Covid-19 i innych chorób łącznie.

Trzecim elementem jest społeczeństwo, które jest u nas zróżnicowane i w dużym procencie podatne na fake newsy. Nieufna i prymitywna część społeczeństwa ulegała nieprawdziwym opowieściom i informacjom, pobudzanym przez media rosyjskie i negowała zagrożenia związane z koronawirusem. Podczas kiedy ja podpisywałem zgony i to wśród młodych ludzi z powodu infekcji SARSCov2/Covid-19, pewna grupa złych ludzi świadomie organizowała konferencje, aby namawiać społeczeństwo do zachowań antyzdrowotnych (nienoszenia masek bo szkodzą i tego typu postępowań). Dochodziły także fałszywe informacje, kwestionujące testy czy jakość szczepionek.

Czwartą dawką szczepionki zaszczepiła się zdecydowanie mniejsza część społeczeństwa, ale podstawowe szczepienia dały już jakąś odporność i pewien procent zabezpieczenia. Nie wiemy jaka była skala zachorowań subklinicznych, bez objawów klinicznych, ponieważ nie wszyscy ludzie zgłaszali zakażenie koronawirusem, np. w obawie przed utratą pracy.

Jeśli wszystko to połączymy, to społeczeństwo niezależnie, z własnej woli czy też przeciwko własnej woli, bezwiednie nabrało jakiegoś stopnia odporności. Czyli warunki szerzenia się wirusa w populacji są w tej sytuacji zdecydowanie gorsze.

Jak długo będzie trwała nasza odporność na kolejne pojawiające się warianty koronawirusa?

Jest to prawie nie do przewidzenia, gdyż nie wiemy, jakie będą kolejne warianty wirusa. Mogą być zakaźne, ale mało patogenne, jednak mogą być też bardzo zakaźne i bardzo niebezpieczne, tak jak hybryda Delta-omikron. Populacja jest mniej podatna na to wszystko, jednak istotny problem stanowi to, że część leków traci swoje działanie, a przeciwciała monoklonalne stosowane w terapii przestają być swoiste dla danego typu wariantu wirusa. Sądzę też, że odporność populacji będzie spadała. Ta poszczepienna, ta po przechorowaniu, albo łącznie ta po przechorowaniu i po szczepieniu. Wynika to ze zróżnicowania wirusa i zakładam, że mniej więcej co dwa lata będzie się trzeba doszczepić. Na pewno my jako służba zdrowia będziemy to robili i szczepili się na co się da. Ja się szczepiłam, ale zakaziłem się wariantem Omikron. Wynika to jednak ze specyfiki mojej pracy w Klinice/oddziale chorób zakaźnych, gdzie miałem i dalej mam non stop do czynienia z zakażonymi pacjentami.

Wiele osób ma wątpliwości dotyczące szczepień przeciw Covid-19 i często słyszymy pytania: „Skoro po szczepieniu i tak można zachorować, to po co się szczepić?” Równie dobrze możemy zapytać: Po co się szczepić na odrę? Z tą szczepionką również trwały walki i pojawiały się informacje, że wywołuje autyzm itp. co jest absolutnym idiotyzmem. Większość ludzi przejdzie odrę w sposób subkliniczny, bezobjawowo. Mamy obecnie pojedyncze przypadki odry jawnej klinicznie i głównie są to osoby polskiego pochodzenia z terenów wschodnich Ukrainy i Białorusi, gdzie szczepienia „kuleją”. Jakiś procent ludzi jednak umiera. Dzieci zapadają na ciężkie zapalenie płuc, zapalenie mózgu i inne groźne dla życia postacie. Przypomnę, że populacja Indian amerykańskich wymarła z powodu odry. Aby uniknąć tych tragicznych, niepotrzebnych zgonów, należy szczepić całą populację. Tak samo powinniśmy szczepić się na wirusowe zapalenie wątroby typu B, żeby uchronić się przed ostrym zapaleniem, przewlekłą marskością i rakiem wątroby. Po co się szczepimy na grypę? Na grypę umierają osoby starsze z wielochorobowością i z chorobami nowotworowymi. Pozostali przechodzą grypę w ciągu 4-5 dni i wracają do zdrowia. Ale nie wszyscy... Pierwszy pacjent w mojej praktyce, który zmarł, to był młody taternik w wieku 20 lat, który zachorował na grypę i dostał zapalenia mięśnia sercowego. Podkreślę, że nie był zaszczepiony. Wówczas szczepionki były mało rozpowszechnione. Doszło to zatrzymania akcji serce pacjenta, a w trakcie reanimacji doszło do jego pęknięcia. Pacjenta niestety nie udało nam się uratować. Czy powikłania po szczepieniu przeciw Covid-19 mogą być groźne dla życia? Czy miał Pan profesor pacjentów w stanie ciężkim z powikłaniami poszczepiennymi?

Praktycznie nie mieliśmy takich przypadków. Zgłaszały się osoby gorączkujące i osłabione, ale nie w stanie zagrożenia życia. Krążyło wiele opowieści typu, że sąsiadka kuzynki babci zmarła po szczepionce, jednak ja takich przypadków nie miałem. Po każdej szczepionce mogą być jakieś powikłania, ale skala zysków w stosunku do ewentualnych strat (raczej zdrowotnych, nie życiowych) są nieporównywalne. Na całym świecie powikłania śmiertelne po szczepionkach przeciw Covid-19 były minimalne. Proszę zwrócić uwagę na to, że w Polsce do 1 stycznia 2023 roku, 97% osób, które zmarły z powodu zakażenia koronawirusem stanowiły osoby nieszczepione, z czego 92% miało powyżej 60 lat. Stąd moje działania w kierunku absolutnie przymusowych szczepień w Polsce osób po 60 roku życia. To się nie przebiło z powodu braku zgody czynników politycznych, ale uratowaliśmy kilkadziesiąt tysięcy żyć ludzkich wszędzie promując zachowania prozdrowotne w tym szczepienia, oczywiście spotykając się z dzikim prymitywnym hejtem, w tym kolejnymi życzeniami śmierci. Pamiętajmy też, że nie każdy może się zaszczepić. Powinniśmy pomyśleć o tych osobach i przyjąć szczepionkę, aby nie transmitować zakażenia na innych.

Czy Covid wciąż jest groźny? Czy zdarzają się jeszcze śmiertelne przypadki koronawirusa? Dla pewnych grup osób koronawirus jest oczywiście śmiertelny i trzeba o tym pamiętać. Obecnie mamy zdecydowanie mniej śmiertelnych przypadków niż wcześniej. Mniej więcej na oddział na 37 łóżek przyjmujemy tygodniowo 3 - 4 osoby z koronawirusem. Jest to niewiele w stosunku do tego, kiedy mieliśmy na oddziałach 100-200 przypadków tygodniowo.

Czy dla zdrowych ludzi Covid stał się wirusem sezonowym i niegroźnym? Zasadniczo, proszę podkreślić słowo zasadniczo, powoli tak. Miałem młodych pacjentów z Wyższej Szkoły Wojskowej z wariantem Delta, którzy umarli. Trudno powiedzieć, żeby młodzi wojskowi nie byli zdrowi. To jest kwestia indywidualnej odpowiedzi. Nie możemy więc mieć pewności, że wirus będzie dla nas niegroźny. W grupie ryzyka znajdują się przede wszystkim osoby z autoimmunizacyjnymi chorobami, z cukrzycą, kobiety w ciąży i osoby otyłe,z różnorodnymi chorobami serca. Młodzi ludzie zasadniczo ciężko nie chorują, co nie znaczy, że wszyscy. Pamiętajmy też, że nawet nie mając objawów zakażenia, szerzymy wirusa na innych i to jest kwestia przyzwoitości, odpowiedzialności obywatelskiej i życia w społeczeństwie. Są dowody biologów molekularnych, że możliwości zmiany wariantów Covidu powoli stają się coraz rzadsze i mniejsze, bo wirus wyczerpuje swoje możliwości. Nie wiemy, co będzie, ale generalnie poszło to w kierunku: wirus bardziej zakaźny i mniej patogenny. To się utrwali i jeśli nie będzie jakiś wyskoków natury typu m.in. nowy szczególnie zakaźny i równocześnie bardzo patogenny wirus (co skutkuje większą śmiertelnością), możliwy brak wrażliwości na dostępne leki p/wirusowe i niższa skuteczność szczepień profilaktycznych, to raczej wirus będzie krążył w naszej populacji, tak jak inne znane już koronawirusy, bez jakiś dramatycznych konsekwencji klinicznych. Wciąż jednak będzie niebezpieczny dla osób, które mają wielochorobowość i źle lub w ogóle nie odpowiadają na szczepienia. Nie wiem tylko, jak często będziemy musieli się szczepić.

Z Joanną Kamińską rozmawiał prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon, polski autorytet w dziedzinie medycyny, specjalista w dziedzinie chorób wewnętrznych, chorób zakaźnych, hepatologii, zakażeń HIV, endoskopii przewodu pokarmowego, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Wydziału Lekarsko-Stomatologicznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, ordynator I Oddziału Zakaźnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Gromkowskiego we Wrocławiu, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla województwa dolnośląskiego, członek Rady Medycznej przy premierze.

Polecane