Dietetyk obala mity o przechowywaniu ryżu i makaronu. Ile dni po przygotowaniu są zdatne do spożycia?
Rocznie w Polsce marnujemy około 5 milionów ton żywności. Często ulegamy populistycznym promocjom w supermarketach, kupując ponad miarę, by później z niepokojem patrzeć na zalegające w chłodziarkach zapasy. Gdzie leży granica kompromisu między ekologią a naszym zdrowiem? W polityce żywnościowej nie ma miejsca na miękką grę. Jak przekonują eksperci, kuchenne patogeny potrafią przeprowadzić bezwzględny, rozłożony w czasie zamach na nasz organizm.
W debacie publicznej często mówi się o „zero waste” jako o nadrzędnej strategii każdej nowoczesnej kuchni. Jednak wdrażając te szczytne postulaty we własnym domu, łatwo o fatalny w skutkach błąd. O ile w polityce często szuka się kompromisów, o tyle w starciu z aflatoksynami – wysoce szkodliwymi zarodnikami pleśni – musimy przyjąć twardy kurs. Jak zaznacza w rozmowie z Pacjentami Agnieszka Piskała-Topczewska, dietetyk kliniczny, nasz organizm nie toleruje dyplomatycznych ustępstw wobec zepsutej żywności.
– Ich toksyczność polega na tym, że powodują zmianę struktur komórkowych, co czyni je rakotwórczymi. Po jednorazowym zjedzeniu nadpleśniałego produktu możemy nie odczuć drastycznych skutków, ale za kilka lat organizm może nam wystawić bardzo bolesny rachunek – ostrzega ekspertka.
Kwestia warzyw i przetworów – ile dni maksymalnie mogą stać w lodówce?
Kluczowym elementem domowego zarządzania kryzysowego jest umiejętność oceny, jakie zapasy można jeszcze uratować. Frakcja warzyw twardych, takich jak marchew, seler czy pietruszka, pozwala na pewne negocjacje.
– W przypadku twardych warzyw korzeniowych wycięcie pleśni z marginesem około dwóch i pół centymetra sprawia, że produkt nadal nadaje się do spożycia. Jednak warzywa i owoce miękkie, na przykład pomidory czy jabłka, bezwzględnie wyrzucamy w całości – tłumaczy w rozmowie z Pacjentami Piskała-Topczewska.
Taryfy ulgowej nie ma również dla uwielbianych przez Polaków przetworów. Dżemy, z uwagi na wysoką zawartość cukrów, stanowią doskonały wręcz elektorat dla rozwoju grzybni.
– Z dżemu nie wystarczy zdjąć samej pleśni z wierzchu. Z bólem serca musimy wyrzucić taki produkt w całości, ponieważ najbardziej toksyczne substancje znajdują się w niewidocznych korzonkach, które penetrują cały słoik – podkreśla dietetyczka.
Podobna, wysoce restrykcyjna zasada dotyczy pieczywa. Chleb ze śladami pleśni nie nadaje się do spożycia, a próby dokarmiania nim ptaków to działanie na szkodę środowiska.
Cała rozmowa dostępna tutaj:
Makaron do kosza po dobie? Co ryżem i mięsem?
Mniej kontrowersji na kulinarnym posiedzeniu wzbudza węglowodanowa koalicja: makarony, ryże i ziemniaki. Przechowywane w lodówce przez trzy do czterech dni są całkowicie bezpieczne, o ile nie uległy niepokojącym przemianom wizualnym czy zapachowym (np. kwaśny aromat). Dietetyczka obala w tym miejscu popularny internetowy mit – ugotowany, czysty i natychmiast schłodzony ryż nie staje się toksyczny zaledwie po upływie doby.
Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy na wokandę trafia surowe mięso lub ryby. Tu procesy gnilne mogą wywołać prawdziwy kryzys w naszym ciele. Powstające w zepsutym mięsie aminy biogenne (kadaweryna i putrescyna) to potężne toksyny, które mogą błyskawicznie zaatakować układ nerwowy. Dlatego mięso podlega najkrótszej, zaledwie jednodniowej „kadencji” w naszych chłodziarkach. Próby jego „reanimowania” poprzez płukanie w wodzie z sodą czy – o zgrozo – w płynie do naczyń, to rażące łamanie zasad bezpieczeństwa publicznego, które należy stanowczo potępić.
Ile dni można przechowywać nabiał?
Kwestią sporną w wielu domach pozostaje polityka nabiałowa. O ile sery twarde i dojrzewające (np. parmezan) pozwalają na usunięcie ogniska pleśniowego z naddatkiem, o tyle przy serach twarogowych obowiązuje tryb natychmiastowej dymisji z jadłospisu w przypadku pojawienia się śluzu i ostrego, kwaśnego zapachu.
Aby zapobiec masowemu marnotrawstwu, potrzebujemy strukturalnych reform w naszych codziennych nawykach. Pieczywo, zamiast dusić się w plastikowych torebkach, powinno trafiać do lnianych woreczków. Należy też odciąć się od szkodliwej i powszechnej praktyki jego chłodzenia.
– Przechowywanie chleba w lodówce jest ogromnym błędem. Najgorzej na zawartą w nim skrobię wpływa temperatura czterech stopni Celsjusza, co prowadzi do błyskawicznej retrogradacji, czyli czerstwienia. Znacznie lepszą strategią na przedłużenie jego przydatności jest zamrażanie – radzi na koniec ekspertka.
W kuchennej geopolityce to my jesteśmy decydentami. Świadome czytanie etykiet, właściwe magazynowanie i używanie zmysłu węchu to fundamentalne narzędzia w sprawowaniu mądrych rządów nad naszym talerzem.
Źródło: Pacjenci