POChP wciąż jest mylone z astmą i chorobami serca. Wystarczy zrobić proste badanie, by postawić właściwą diagnozę
Przewlekła Obturacyjna Choroba Płuc (POChP) dotyka ok 2 mln Polaków, stanowiąc trzecią najczęstszą przyczynę zgonów z powodu chorób płuc w naszym kraju. Skala ogromna, jednak świadomość społeczna na temat tego schorzenia jest niska. Bardziej niepokojące jest jednak to, że średni czas od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia właściwego rozpoznania wynosi od 7 do nawet 10 lat. Najnowszy raport zatytułowany „Ścieżka pacjenta z POChP. Świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania”, przygotowany dla Fundacji „To się leczy”, pokazuje, jak wiele trzeba zrobić systemowo, by uratować życie chorych.
- POChP to trzecia przyczyna zgonów w Polsce, ale diagnoza tej choroby zajmuje średnio od 7 do 10 lat
- Podstawą rozpoznania jest prosta spirometria, na którą w gabinetach lekarskich wciąż brakuje czasu
- Palenie tytoniu oraz smog napędzają POChP, lecz chorzy w kraju wciąż nie mają programu lekowego NFZ
Trzecia przyczyna śmierci Polaków i co z tym zrobić?
W Polsce na różnego rodzaju choroby płuc cierpi około 6 mln osób, z tej liczby około 2 do 2,5 mln zmaga się bezpośrednio z POChP. Największy problem polega jednak na tym, że blisko połowa z nich żyje w nieświadomości swojej choroby. Palą papierosy, więc miewają duszności, ale nie wiążą ich z poważną chorobą, zatem się nie diagnozują. Według oficjalnych danych Narodowego Funduszu Zdrowia, zarejestrowanych pacjentów z tym rozpoznaniem jest zaledwie 1,3 mln. Choroba ta przez lata rozwija się w ukryciu, stopniowo i nieodwracalnie niszcząc nie tylko układ oddechowy, ale i cały organizm.
- POChP to nie jest tylko choroba płuc. To jest choroba całego organizmu. Choroba zaczyna się w płucach, ale choruje również układ krążenia, chorują narządy miąższowe, choruje mózg. To jest choroba całego organizmu i dlatego jest trzecią przyczyną zgonów w Polsce – alarmuje prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP.
Grozę budzą wyniki ankiety przeprowadzonej wśród pacjentów na potrzeby raportu Fundacji „To się leczy”. Aż 60% chorych czekało na ostateczną diagnozę ponad rok, a 31% od 4 do nawet 14 lat lub dłużej. Działo się tak pomimo faktu, że u 87% z nich uciążliwe objawy, takie jak duszność wysiłkowa czy przewlekły kaszel, występowały znacznie wcześniej. Brak wczesnego wykrywania prowadzi nieuchronnie do postępu choroby i groźnych powikłań. Prof. Dąbrowiecki podkreśla, że POChP działa jak magnes na inne dolegliwości. Pacjenci dwukrotnie częściej chorują na cukrzycę typu 2 oraz osteoporozę, a ryzyko zawału serca rośnie u nich aż trzykrotnie. To wystarczający powód, by chorobą zająć się w bardziej skoordynowany sposób.
15 minut na postawienie diagnozy
Dlaczego wykrywanie POChP trwa w Polsce tak długo? Nawet jeśli pacjent „ma szczęście” i choroba zostanie wykryta w ciągu dwóch-czterech lat, to jest to dla niego czas stracony, w czasie którego szkody poczynione przez chorobę są nieodwracalne. Skąd zatem bierze się ten czas oczekiwania na diagnozę? Eksperci wskazują na kilka czynników. Pierwszy jest brak wiedzy wśród społeczeństwa. Przyzwolenie na palenie tytoniu w przestrzeni publicznej oraz uznanie, że palenie musi wiązać się z dusznościami to pierwszy element. Kolejnym są ograniczenia tkwiące w samym systemie Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ). Lekarze rodzinni często bagatelizują pierwsze symptomy lub interpretują duszność wyłącznie jako problem raczej kardiologiczny niż płucny, całkowicie pomijając diagnostykę płuc.
Prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, zwraca uwagę na realia pracy medyków, które nie zmieniają się od lat.
- Jeżeli lekarz POZ-u ma 15 minut na przyjęcie pacjenta, to ja nie bardzo sobie wyobrażam, jak w tym czasie pacjent może mieć dokładnie przeprowadzony wywiad, może być dokładnie zbadany i jak w tym czasie można nie tylko wykonać, ale na przykład zinterpretować podstawowe badania diagnostyczne – zastanawia się prof. Śliwiński.
Spirometria, głupcze!
Parafrazując słowa Billa Clintona, można wskazać na wagę wykonania badania, które bardzo szybko dałoby odpowiedź na pytanie, dlaczego pacjent ma duszność. Bowiem podstawą rozpoznania POChP jest badanie spirometryczne przeprowadzone po podaniu leku rozszerzającego oskrzela. Spirometria bywa jednak procedurą skomplikowaną, wymagającą cierpliwości i ścisłej współpracy ze strony pacjenta, na co w przepełnionych gabinetach brakuje czasu. Prof. Śliwiński od lat postuluje tworzenie tzw. centrów doskonałości spirometrycznej, do których lekarze rodzinni mogliby kierować chorych na rzetelne badania.
Pewną szansę na zmianę sytuacji eksperci upatrują w programie profilaktycznym „Moje Zdrowie” oraz rozwijającej się opiece koordynowanej w POZ. Dr Janusz Krupa podkreśla, że choć sama spirometria nie wchodzi w skład podstawowego pakietu laboratoryjnego programu „Moje Zdrowie”, to kluczowa jest tam ankieta ryzyka. Pozwala ona wyłapać osoby palące i z objawami, co umożliwia szybkie wdrożenie ścieżki pulmonologicznej w przychodni i wykonanie badania w przeciągu kilku tygodni.
Smog, papierosy i zimowa ciąża
Główną przyczyną rozwoju POChP pozostaje palenie tytoniu, które odpowiada za ponad połowę przypadków zachorowań, przy czym bierne palenie aż dwukrotnie zwiększa to ryzyko. Lekarze zwracają też uwagę na mechanizm psychologiczny u palaczy, którzy po odstawieniu wyrobów tytoniowych zaczynają intensywnie kaszleć z powodu regeneracji rzęsek w drogach oddechowych. Aby powstrzymać ten uciążliwy odruch, bezwiednie sięgają po kolejnego papierosa, paraliżując rzęski i maskując postępującą chorobę. Dodatkowo ogromnym wyzwaniem dla systemu zdrowia staje się młodzież masowo sięgająca po e-papierosy i urządzenia podgrzewające tytoń. Prof. Śliwiński ostrzega, że wywołują one przewlekły stan zapalny oskrzeli, który w dorosłym życiu zbierze tragiczne żniwo w postaci POChP.
Polska negatywnie wyróżnia się jednak na tle Europy jeszcze jednym, niezwykle groźnym czynnikiem – dużym zanieczyszczeniem powietrza. Poziomy rakotwórczego benzo(a)pyrenu są w wielu polskich gminach przekraczane nawet ośmiokrotnie. Prof. Tadeusz Zielonka alarmuje, że wpływ smogu dotyka nas już w okresie płodowym, prowadząc do niskiej masy urodzeniowej i wcześniactwa. Z tego powodu, ekspert podpowiada, że ze względu na wysokie stężenia pyłów „lepiej nie zachodzić w ciążę zimą”. Prof. Zielonka argument ten pokazał w kontekście POChP. Może mieć ono swoje korzenie właśnie w najmłodszych latach życia, jeśli odbywało się ono w zanieczyszczonym środowisku.
- Astma przyciąga POChP, jeżeli jest źle leczona, jest nieleczona i nierozpoznana, to dziecko będzie prawdopodobnie dorosłym z problemami oddechowymi – wyjaśnia prof. Dąbrowiecki, powołując się na badania wykazujące, że dzieci oddychające smogiem m.in. na Śląsku miały statystycznie mniejszą pojemność płuc niż ich rówieśnicy z czystszych regionów kraju, np. znad morza.
Nowoczesne leczenie kontra oczekiwania pacjentów
Choć polscy pacjenci mają obecnie dostęp do nowoczesnych, skutecznych terapii inhalacyjnych – w tym leków dwu- i trójskładnikowych – aż 65% z nich deklaruje niezadowolenie z przebiegu leczenia. Wynika to w dużej mierze z błędów w komunikacji lekarz-pacjent i braku wiedzy pacjentów na temat samej choroby. Chorzy z POChP oczekują, że po zażyciu leków ich duszność i kaszel całkowicie znikną, tak jak dzieje się to w przypadku astmy. Tymczasem preparaty na POChP mogą jedynie zminimalizować objawy i spowolnić degradację narządów. Ich fundamentalnym zadaniem jest zapobieganie tzw. zaostrzeniom.
Dlaczego zaostrzenia w POChP są groźne?
Zaostrzenia to najgroźniejszy element choroby, zwiększające ryzyko zgonu. Każdy taki epizod trwale obniża sprawność pacjenta i drastycznie zwiększa ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Niestety, z raportu wynika, że aż 38% pacjentów nie wie, czym w ogóle jest zaostrzenie, a co piąty chory z tego powodu trafia bezpośrednio na SOR lub do szpitala. Wielką nadzieją dla medycyny jest rozwój terapii biologicznych. W 2024 roku na świecie zarejestrowano pierwsze leki biologiczne celowane w tzw. zapalenie typu II (charakteryzujące się podwyższonym poziomem eozynofilów we krwi). Mechanizm tych nowych leków różni się od dotychczasowych terapii. U części pacjentów z POChP układ odpornościowy reaguje nadmiarowo na podrażnienia w drogach oddechowych, produkując zbyt wiele tzw. eozynofilów, czyli komórek, które w normalnych warunkach pomagają zwalczać infekcje, ale w nadmiarze podkręcają stan zapalny w oskrzelach. To właśnie nazywa się zapaleniem typu II. Nowe leki biologiczne działają jak precyzyjny wyłącznik. Blokują konkretne białka (interleukiny), które napędzają tę nadmiarową reakcję zapalną, zamiast, jak dotychczasowe leki wziewne, jedynie rozszerzać oskrzela czy ogólnie tłumić zapalenie. Dzięki temu trafiają w samo źródło problemu u pacjentów, u których ten mechanizm jest dominującą przyczyną zaostrzeń.
Program lekowy w POChP, dlaczego wciąż go nie ma?
Choć badania kliniczne potwierdzają, że leki biologiczne zmniejszają liczbę zaostrzeń o 30%, wdrożenie programu lekowego w Polsce napotyka opór. Badania kliniczne, opublikowane w New England Journal of Medicine, jednym z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych na świecie, na które powołuje się prof. Śliwiński, pokazały, że pacjenci leczeni takim lekiem mieli zaostrzenia rzadziej niż jeden raz w roku, podczas gdy w grupie przyjmującej placebo zdarzało się to średnio półtora raza częściej. Lek poprawiał też wydolność płuc: już po trzech miesiącach leczenia pacjenci oddychali wyraźnie lepiej niż osoby z grupy placebo, a ta poprawa utrzymywała się jeszcze po roku. Prof. Śliwiński przyznaje ze zdumieniem, że Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) zakwestionowała wiarygodność tych światowych doniesień naukowych, odrzucając wniosek merytoryczny.
Jak podsumowuje prof. Tadeusz Zielonka, jako państwo doskonale radzimy sobie z programami zdrowotnymi w kardiologii czy onkologii, jednak trzecia przyczyna zgonów wciąż nie doczekała się systemowego, narodowego programu wsparcia. Ekspert podkreśla, że bez powszechnego dostępu do spirometrii, rzetelnej edukacji pacjentów przez przeszkolony personel pielęgniarski oraz skutecznej walki z nikotynizmem, koszty zdrowotne POChP, wynoszące dziś dla budżetu państwa aż 16 mld zł rocznie, będą stale rosnąć.