Twój mózg nie umie liczyć kalorii. Dietetyk wyjaśnia, jak zatrzymać efekt jojo
Większość z nas choć raz była na diecie. Zrzucamy kilogramy, a niedługo potem waga wraca ze zdwojoną siłą. Mikołaj Choroszyński, doświadczony psychodietetyk, zdradza, że nasz mózg zamiast liczyć kalorie, woli zarządzać stresem i emocjami. Zmiana kilku codziennych nawyków wystarczy, by na zawsze mieć sylwetkę, o jakiej marzymy.
- Twój mózg nie liczy kalorii, ale zarządza energią. Zmęczenie emocjonalne często mylimy z fizycznym głodem i brakiem sił
- Ochota na słodycze to fala emocji, która opada po około dziesięciu minutach. Chwila oddechu pozwala ją łatwo przetrwać
- Samoobserwacja działa lepiej niż surowe zakazy. Zapisywanie posiłków i emocji ułatwia odkrycie powtarzalnych schematów
Dieta naprawdę działa
Większość z nas ma na swoim koncie próby odchudzania. Często udaje nam się zrzucić 10 czy nawet 20 kg, ale po pewnym czasie waga zaczyna znowu rosnąć. Pojawia się frustracja, poczucie winy i surowa ocena własnej słabości. Winimy brak silnej woli, złą rozpiskę żywieniową lub geny. Eksperci patrzą na ten problem zupełnie inaczej.
- Z mojego doświadczenia diety działają. Jeśli mówimy o dietach redukcyjnych, to badania jednoznacznie pokazują, że większość osób chorujących na otyłość ma na swoim koncie ogromne sukcesy w odchudzaniu – wyjaśnia Mikołaj Choroszyński, dietetyk i psychodietetyk w podcaście „Zdrowo Przegadane”.
Prawdziwą przeszkodą staje się utrzymanie osiągniętych rezultatów. Sztywne reguły żywieniowe budują w nas ogromne napięcie. Kiedy mija początkowy entuzjazm i wpadamy w wir codziennych obowiązków, powrót do starych przyzwyczajeń staje się najprostszą drogą. Wystarczy gorszy dzień, nadmiar pracy, a nagromadzona presja sprawia, że sięgamy po jedzenie, by poczuć natychmiastową ulgę.
Zmęczenie fizyczne a emocjonalne. Dlaczego zajadamy stres
Głównym winowajcą nawracających kilogramów rzadko jest brak wiedzy o makroskładnikach. Problem leży w sposobie funkcjonowania naszego organizmu.
- Nasz mózg po prostu nie został stworzony do liczenia kalorii. Służy on do przeżycia i zarządzania bilansem energetycznym – podkreśla Choroszyński.
Bardzo często mylimy zmęczenie fizyczne ze zmęczeniem emocjonalnym. Po ciężkim dniu w pracy, pełnym trudnych rozmów i podejmowania decyzji, czujemy całkowite wyczerpanie. Nasz organizm traktuje ten stan jako sygnał alarmowy i domaga się nagrody. Najszybszym sposobem na szybki zastrzyk dopaminy stają się słodycze lub słone przekąski. Jedzenie przynosi szybką, ułudną poprawę nastroju. Zamiast sięgać po czekoladę, powinniśmy pozwolić układowi nerwowemu na odpoczynek. Krótki spacer, drzemka lub odcięcie się od bodźców działają tu najlepiej. Zrozumienie tej różnicy pozwala zatrzymać automatyczne napady objadania się.
Metoda 10 minut. Jak przetrwać nagłą ochotę na słodycze
Często jemy w biegu i zupełnie nie rejestrujemy tego faktu. Doskonałym przykładem z gabinetu psychodietetyka jest historia menedżerki, która w trakcie intensywnego dnia zjadła całą tabliczkę czekolady. Przypomniała sobie o tym dopiero po sprawdzeniu wyciągu bankowego. Drobne przekąski, syropy do kawy, cukierki w biurze uchodzą naszej uwadze.
Nagły, silny apetyt rzadko wynika z pustego żołądka. Najczęściej stanowi odpowiedź organizmu na trudne emocje: złość, stres, a nawet nudę. Choroszyński ma na to konkretny sposób.
- Emocje przypominają fale – bywają małe lub wielkie, stworzone do surfowania – tłumaczy dietetyk. - Kiedy pojawia się przymus zjedzenia czegoś słodkiego, wywołany na przykład nerwowym mailem od szefa, warto zastosować technikę zatrzymania. Wystarczy odczekać 10 minut przed sięgnięciem po przekąskę. Ten krótki czas pozwala oddzielić fizyczną potrzebę organizmu od emocjonalnego impulsu. Fala emocji rośnie, osiąga szczyt, a następnie naturalnie opada. Jeśli przetrwamy najtrudniejszy moment, chęć na jedzenie zniknie sama – zapewnia dietetyk.
Dwa typy odchudzających się. Sprawdź, kim jesteś
Każdy człowiek inaczej reaguje na zmiany nawyków. Specjaliści wyróżniają dwie główne grupy osób próbujących schudnąć. Pierwsza z nich to ludzie o ogromnej wiedzy teoretycznej. Mają dużą świadomość swoich emocji, potrafią je doskonale opisać, ale odczuwają paraliżujący lęk przed podjęciem pierwszego kroku. Wiedzą, co robić, ale brakuje im działania. Druga grupa, o której wspomina gość „Zdrowo przegadane” to osoby zadaniowe, często odnoszące duże sukcesy zawodowe lub mocno oddane rodzinie. Żyją w ciągłym biegu i ignorują sygnały płynące z organizmu. Narzucają sobie rygorystyczne diety, traktując odchudzanie jak kolejny projekt do odhaczenia. Tłumią emocje tak długo, aż dochodzi do wybuchu i powrotu do starych nawyków z podwójną siłą. Rozwiązaniem dla nich jest odbudowanie zaufania do własnego ciała.
- Im głębszy kontakt z ciałem, tym skuteczniej i stabilniej działamy na zewnątrz, unikając wypalenia i przestojów – zauważa psychodietetyk.
Zapisuj posiłki i stawiaj granice
Zamiast katować się kolejnymi zakazami, warto postawić na łagodniejsze, sprawdzone metody. Narzucanie sobie presji słowem „muszę” od razu stawia nas w pozycji obronnej i budzi wewnętrzny opór. Znacznie lepsze efekty daje prosta zmiana podejścia z „muszę schudnąć” na "chcę o siebie zadbać”. Taka postawa daje nam poczucie pełnej kontroli i sprawczości nad własnym życiem. Najlepszym punktem startu jest prowadzona na chłodno samoobserwacja. Notowanie zjadanych posiłków, bez obsesyjnego liczenia kalorii, daje nam potężną wiedzę. Zapisywanie uczuć towarzyszących jedzeniu pozwala błyskawicznie wychwycić powtarzające się schematy. Widzimy czarno na białym, w jakich sytuacjach poddajemy się presji. Dodatkowo musimy nauczyć się stawiać granice innym ludziom. Odmawianie dokładek u cioci czy rezygnacja ze słodkich poczęstunków w biurze staje się naturalne, gdy wiemy, czego dokładnie potrzebuje nasz organizm. Chronienie siebie przed nadmiarem cudzych problemów sprawia z kolei, że wieczorem nie musimy rozładowywać nagromadzonego napięcia przed otwartą lodówką.