Dr Woronowicz: W Polsce ułatwia się ludziom picie, wprowadzając małpki. To jest skandaliczne!
Spożycie napojów wyskokowych w Polsce wciąż bije rekordy, w dodatku do kieliszka zaglądamy w samotności. Nawet najmniejsze dawki alkoholu drastycznie zwiększają ryzyko powstawania bardzo groźnych nowotworów. O tym, dlaczego uzależniamy się w tak łatwy sposób i jak właściwie reagować na chorobę w rodzinie lub pracy, Marta Sadkowska rozmawia z psychiatrą dr. Bogdanem Woronowiczem w podcaście „Zdrowo przegadane”.
- Picie w samotności to niezwykle silny sygnał ostrzegawczy, który dowodzi rozwoju psychicznej zależności
- Najmniejsze dawki trunków drastycznie podnoszą ryzyko zapadania na bardzo groźne nowotwory piersi oraz trzustki
- Właściwa pomoc opiera się na spokojnej rozmowie o obawach rodziny oraz braku ochrony chorego przed karą za błędy
Tylko jeden kieliszek
Jak mówi dr Bogdan Woronowicz, początki choroby bywają bardzo niewinne, a problem dotyka ludzi niezależnie od ich statusu społecznego. Piją niewykształceni, bezrobotni, tacy, którym ledwo wystarcza na życie, ale też bogaci, na stanowiskach, samotni, ale i otoczeni rodziną. Wiele osób zastanawia się, czy mamy więc zapisaną w genach skłonność do wpadania w nałóg.
- Praktycznie każdy – mówi terapeuta uzależnień - ale jedni muszą się bardziej starać, a inni mniej. Ja miałem takich alkoholowych pacjentów, którzy mówili: „Ja to chyba od pierwszego kieliszka czy łyku stałem się alkoholikiem”, dlatego że po spożyciu jakiejś tam porcji alkoholu jeszcze w bardzo młodym wieku nagle tak fajnie się poczułem, że później tylko myślałem o tym, żeby to powtarzać – wyjaśnia dr Woronowicz.
Medycyna bada te zjawiska od lat, poszukując odpowiedzi w naszej biologii.
- Nie ma czegoś takiego, że ktoś, kto ma wśród swoich przodków osobę uzależnioną, sam musi się uzależnić. Absolutnie nie. Nie mamy genu alkoholika, ale mamy pewną podatność i to się może wiązać właśnie z tym, jak nasz organizm radzi sobie z alkoholem, bo jest masa badań, które mówią, że są takie np. nacje, Japończyków, Chińczyków, Koreańczyków i tak dalej, u których na pewnym etapie rozkładu alkoholu jest blokowana tak zwana dehydrogenaza – dodaje lekarz, tłumacząc, że Azjaci z tamtych części świata upijają się szybciej i mocniej.
Samotność zagląda do kieliszka
Obecnie wyraźnie zmienił się nasz model picia alkoholu. Bardzo chętnie pijemy przed ekranem komputera, chowając się przed wzrokiem innych ludzi.
- Picie samotne jest objawem ostrzegawczym, że źle zaczyna się dziać, bo dopóki pijemy towarzysko, to po pierwsze jest to rzadziej. Po drugie jak zaczniemy samotnie, to oznacza, że ten organizm potrzebuje picia. Wtedy nie można wykluczyć pierwszych objawów zależności psychicznej, ponieważ robimy to dlatego, że spożycie alkoholu coś nam daje, jakoś nam to nasze samopoczucie poprawia – ostrzega psychiatra.
Liczby mówią same za siebie. Spożywamy ilości przekraczające te znane z poprzednich epok.
- Niezależnie od wszystkiego pijemy bardzo dużo, ciągle za dużo. Prawdopodobnie nawet pijemy więcej niż w czasach PRL-u, kiedy uważało się w latach 80., że prawdopodobnie spożywamy powyżej 8 litrów czystego alkoholu na głowę. Wtedy podniesiono larum, że komuna nas rozpija. A teraz nikt nic nie mówi, tylko się zastanawiamy, kto nas i dlaczego rozpija – diagnozuje ekspert.
Alkohol za bezcen, rak już kosztuje
Ogromnym zagrożeniem w Polsce pozostaje nieograniczony dostęp do tanich trunków w małych pojemnościach, które można kupić niemal na każdym rogu.
- Pijemy więcej, a niestety alkoholowe lobby bardzo dba o to, żebyśmy mieli łatwiejszy dostęp. Wszędzie się mówi o tym, że im większa dostępność alkoholu, tym więcej się go kupuje, więcej się spożywa. A jak się go więcej spożywa, to jest więcej problemów spowodowanych tym piciem. No i ułatwia się picie osobom, które już mają problem, na przykład wprowadzając małpki. To jest rzecz w ogóle tragiczna i jednocześnie skandaliczna, kiedy można kupić taką małą buteleczkę, schować do damskiej torebki albo do kieszeni marynarki i tak, żeby nikt nie widział, wypić nawet w windzie albo w toalecie – ocenia dr Woronowicz.
Lekarze mówią bez ogródek, bo są na to dowody naukowe – picie alkoholu zwiększa ryzyko nowotworów.
- W tej chwili jest coraz więcej badań, które mówią o ogromnym wpływie spożywania alkoholu na powstawanie nowotworów. To, że około 200 różnych schorzeń i wypadków ma związek ze spożywaniem alkoholu. Coraz głośniej mówi się o kancerogennym, czyli nowotworotwórczym wpływie alkoholu – tłumaczy gość podcastu.
Problem na szczeblach kariery
Zależność od substancji przestała dotyczyć osób z marginesu. Dotyka ludzi świetnie wykształconych, zajmujących odpowiedzialne stanowiska i dbających o swój wizerunek.
- Zatrzymując lekarza w stanie po spożyciu alkoholu w pracy, podejrzewałbym go o uzależnienie, bo świadczy to o utracie kontroli sytuacyjnej. Najpierw traci się kontrolę nad ilością, a w zaawansowanym uzależnieniu nad sytuacją. Takiemu lekarzowi obligatoryjnie zawieszałbym prawo wykonywania zawodu i kierował na komisyjne badanie – kategorycznie mówi dr Woronowicz.
Zakłady pracy często zamiatają sprawę pod dywan z powodu źle pojętego dbania o wizerunek firmy.
- Kiedyś były Programy Pomocy Pracowniczej (EAP), gdzie firmy wynajmowały specjalistów wspierających pracowników z problemami uzależnień. Zachodnie firmy się nie wstydziły, a nasi menedżerowie myśleli: „Jak wprowadzę taki program, to uznają, że u mnie jest duży problem”. To głupie i egoistyczne myślenie – karci terapeuta uzależnień.
Prawdziwa pomoc i mądre wyjście z pułapki
Rozpoczęcie leczenia wymaga ogromnego wsparcia, ale środowisko osoby chorej często nie potrafi z nim odpowiednio porozmawiać.
- Po pierwsze ważna jest sytuacja i okoliczności, w jakich będziemy to mówili, i forma w jakiej powiemy. Czy będziemy to wytykali, pokazywali jaki ty jesteś zły i jak głupio postępujesz. Czy też wyrazimy swój niepokój w związku z tym, że obserwujemy u ciebie takie czy takie zachowania. I to jest dużo lepsza forma. Jeżeli powiesz w cztery oczy, a nie przy wszystkich, że zmartwiłeś się, zaniepokoiłeś tym, do jakiego stanu ktoś siebie doprowadził, to jest szansa wtedy, że ta osoba cię posłucha i być może się zastanowi – radzi terapeuta.
Zrozumienie mechanizmów uzależnienia przez rodzinę zmusza do podjęcia trudnych decyzji o zaprzestaniu chronienia nałogowca.
- Jeżeli nie jest się fachowcem, największą pomocą będzie nakłonienie do wizyty u profesjonalisty. Warto powiedzieć komuś, kto jest uzależniony „Porozmawiaj z kimś, kto się na tym zna, ja się nie znam, tylko się martwię”. Dostęp jest bardzo szeroki – cała sieć poradni terapii uzależnień w ramach NFZ jest bezpłatna i nie wymaga skierowania. Są tam też programy dla bliskich, które uczą właściwego postępowania. Właściwe postępowanie polega na tym, żeby pomóc danej osobie zauważyć konsekwencje jej zachowań – kończy optymistycznie dr Woronowicz.