Zabieg się nie udał, a pacjentka podpisała zgodę. Ekspert: "To nie zamyka drogi do sądu"
Medycyna estetyczna w Polsce to obecnie prawdziwy „Dziki Zachód”. Tysiące Polek każdego dnia oddaje swoje twarze i zdrowie w ręce osób, które nie mają żadnego wykształcenia medycznego. Skuszone niską ceną, darmowym szampanem w poczekalni i pięknymi zdjęciami na Instagramie, zapominają o jednym: igła w ręku amatora to broń. Jednak największy dramat zaczyna się wtedy, gdy zabieg kończy się martwicą, ślepotą lub trwałym oszpeceniem. Właściciele gabinetów wyciągają wtedy „oświadczenie o zrzeczeniu się roszczeń”. Czy kawałek papieru naprawdę zamyka drogę do sprawiedliwości? Prawda jest brutalna dla nieuczciwych zabiegowców, a prawo stoi po stronie ofiar.
- Branża Beauty bez uprawnień?
- Podpisanie oświadczenia przed zabiegiem nie oznacza bezkarności salonu
- Jak walczyć o swoje prawa i nie dać się nabrać?
Czy „cyrograf” u kosmetyczki ma jakąkolwiek wartość?
Wchodzisz do eleganckiego gabinetu w centrum miasta. Pachnie drogimi świecami, gra relaksująca muzyka, a na ścianach dumnie prężą się złote dyplomy z weekendowych szkoleń „Masterclass z ust”. Zanim usiądziesz na fotelu, miła recepcjonistka podaje Ci stos dokumentów do podpisania. Wśród nich, ukryty drobnym drukiem, znajduje się punkt, który powinien zapalić w Twojej głowie czerwoną lampkę: „Klient oświadcza, że jest świadomy ryzyka i w razie wystąpienia jakichkolwiek powikłań zrzeka się wszelkich roszczeń finansowych, odszkodowawczych i prawnych wobec gabinetu oraz osoby wykonującej zabieg”.
Wielu pacjentów w tym momencie ulega złudzeniu, że po złożeniu podpisu ich los jest przypieczętowany, a droga do sądu zamknięta na cztery spusty. To największy błąd i kłamstwo, którym karmią nas nieuczciwi przedsiębiorcy z branży beauty. Musisz to wiedzieć: w polskim systemie prawnym nie można z góry zrzec się roszczeń za szkodę na osobie (czyli uszczerbek na zdrowiu) wyrządzoną umyślnie lub w wyniku rażącego niedbalstwa. Takie zapisy w regulaminach są tzw. klauzulami abuzywnymi – są nieważne z mocy samego prawa. Jeśli kosmetyczka wbije igłę zbyt głęboko, nie znając anatomii twarzy, i spowoduje zator naczyniowy prowadzący do gnicia tkanki, żaden podpisany przez Ciebie „świstek” nie chroni jej przed odpowiedzialnością cywilną i karną. To jedynie psychologiczny trik, który ma sprawić, byś nie domagała się swoich pieniędzy.

Rosnąca fala powikłań
Problem polskiego rynku polega na całkowitym zatarciu granicy między kosmetologią a medycyną. Podczas gdy lekarz medycyny estetycznej kończy 6 lat ciężkich studiów medycznych, a potem lata specjalizacji i kursów anatomicznych na preparatach nieutrwalonych, „trenerzy” po dwudniowych kursach w małych salkach konferencyjnych czują się uprawnieni do podawania toksyny botulinowej czy wypełniaczy.
Statystyki są bezlitosne i przerażające: do gabinetów lekarskich i na SOR-y trafia z każdym rokiem o kilkadziesiąt procent więcej osób z powikłaniami po zabiegach wykonanych w miejscach do tego nieuprawnionych. Największym zagrożeniem nie jest sam fakt wykonania zabiegu, ale całkowity brak umiejętności radzenia sobie z kryzysem, który może wystąpić u każdego. Gdy podczas podawania kwasu hialuronowego dojdzie do nagłego wstrząsu anafilaktycznego (silnej reakcji alergicznej) lub zamknięcia naczynia krwionośnego, kosmetyczka nie ma prawa podać leków ratujących życie. Hialuronidaza, adrenalina czy sterydy to leki wydawane wyłącznie na receptę, którymi dysponować może tylko lekarz.
W takich sytuacjach liczą się sekundy. Brak natychmiastowej interwencji medycznej prowadzi do martwicy skóry, która odpada płatami, a w najgorszych przypadkach – gdy kwas dostanie się do tętnicy ocznej – do natychmiastowej i nieodwracalnej ślepoty. Czy warte jest to zaoszczędzonych kilku złotych? Oświadczenia o zrzeczeniu się roszczeń są w takich momentach ostatnią linią obrony gabinetów, które doskonale wiedzą, że działają na krawędzi prawa.
Gdy dochodzi do błędu, gabinety często próbują zrzucać winę na „indywidualne predyspozycje organizmu” klientki. Jednak prawo patrzy na to inaczej. Jeśli osoba bez uprawnień lekarskich podejmuje się czynności medycznej, bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Brak odpowiedniego wykształcenia przy wykonywaniu inwazyjnych zabiegów może być traktowany jako rażące niedbalstwo, a w niektórych przypadkach nawet jako przestępstwo.
Prawnik mówi wprost: Branża beauty nie jest ponad prawem
Wielu prawników zajmujących się błędami medycznymi i szkodami osobowymi wskazuje, że branża beauty próbuje stworzyć w Polsce własny, alternatywny system prawny, który w rzeczywistości nie istnieje. Klient, który doznał uszczerbku na zdrowiu, ma pełne prawo do odszkodowania (zwrotu kosztów leczenia i naprawy twarzy), zadośćuczynienia (zapłaty za ból, cierpienie i traumę psychiczną) oraz renty, jeśli z powodu oszpecenia straci zdolność do wykonywania zawodu.
Mecenas Michał Gajda, specjalizujący się w prawie medycznym i reprezentująca poszkodowane pacjentki, na swoim blogu punktuje absurdy prawne panujące w branży. Zwraca uwagę na fakt, że kosmetolodzy często próbują uciekać od odpowiedzialności, stosując konstrukcje prawne, które nie mają racji bytu w starciu z Kodeksem Cywilnym. W swojej publikacji „Medycyna estetyczna – kosmetolodzy równiejsi wobec prawa?” podkreśla m.in., że brak jasnych regulacji ustawowych dotyczących stricte zawodu kosmetologa nie oznacza, że tacy zabiegowcy są bezkarni.
- Co prawda w obu tych przypadkach [red. zabieg wykonywany przez lekarza i kosmetologa], autor błędu może odpowiadać cywilnie z tytułu czynu niedozwolonego lub nienależytego wykonania zobowiązania. Tego rodzaju odpowiedzialność regulują przepisy Kodeksu cywilnego i sprowadza się ona do odpowiedzialności finansowej za szkodę lub krzywdę, jakie powstały w związku z nieprawidłowo przeprowadzonym zabiegiem. (…) Ponadto, jeżeli w wyniku nieprawidłowo przeprowadzonego zabiegu doszło do tzw. ciężkiego, średniego lub lekkiego uszczerbku na zdrowiu, działanie lekarza/kosmetologa może być również przedmiotem postępowania karnego. Podobnie stanie się w sytuacji, gdy doszło do narażenia pacjentki/klientki na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. - pisze Mecenas Gajda.
Co robić, gdy dojdzie do tragedii?
Jeśli po zabiegu u kosmetyczki Twoja skóra robi się sina, czarna, czujesz pulsujący, ogromny ból lub masz zaburzenia widzenia – nie czekaj! Nie pisz do osoby, która wykonała zabieg w pierwszej kolejności. Natychmiast udaj się na najbliższy Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR). Każda godzina zwłoki to mniejsza szansa na uratowanie Twojej twarzy.
Po uzyskaniu profesjonalnej pomocy medycznej, musisz zacząć działać, aby wywalczyć sprawiedliwość i środki na kosztowne leczenie naprawcze:
Dokumentacja fotograficzna: Zrób wyraźne zdjęcia obrażeń w dobrym świetle zaraz po zabiegu i w kolejnych dniach.
Dowód płatności: Zachowaj paragon, potwierdzenie przelewu lub choćby historię wiadomości, w której ustalana była cena.
Kopia oświadczeń: Pobierz kopię wszystkiego, co podpisałaś. Nawet jeśli zawiera zapis o zrzeczeniu się roszczeń, będzie to dowód w sądzie na to, że gabinet próbował stosować niedozwolone praktyki.
Zawiadomienie do prokuratury: Osoba bez uprawnień lekarskich wykonująca zabiegi medyczne może odpowiadać z art. 160 kk (narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu).
Kontakt z prawnikiem: Nie bój się walczyć o odszkodowanie. Kwoty zadośćuczynienia za oszpecenie twarzy w Polsce sięgają od kilkunastu do nawet kilkuset tysięcy złotych.
Pamiętaj! Twoje zdrowie jest warte więcej niż niska cena zabiegu u „pani z Instagrama”. Prawo stoi po stronie poszkodowanych, a „papierowe tarcze” gabinetów estetycznych rozpadają się w pył w pierwszym kontakcie z profesjonalnym pełnomocnikiem i sądem.
Źródła:
- Mecenas Michał Gajda, Medycyna estetyczna – kosmetolodzy równiejsi wobec prawa?
- Raporty Koalicji dla Bezpieczeństwa Pacjenta oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging (PTMEiAA)
- Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny (Dz.U. z 2022 r. poz. 1360) – w szczególności artykuły dotyczące niedozwolonych postanowień umownych (art. 385(1)) oraz odpowiedzialności za szkodę (art. 415 i nast.).
- Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny (Art. 160 – narażenie na niebezpieczeństwo).