Jak bezpiecznie usunąć kleszcza? Ekspertka pokazuje, że robimy to źle
Ukłucie kleszcza wiąże się dla nas z ryzykiem zakażenia groźnymi chorobami. Dlatego jego obecność na skórze to wyścig z czasem. Ekspertka parazytolożka dr Marta Hajdul-Marwicz ostrzega jednak, by nie smarować go masłem, nie przypalać, ani nerwowo nie wykręcać. To nie tylko nieskuteczne, ale i i groźne praktyki.
- Smarowanie tłuszczem lub przypalanie kleszcza wywołuje u niego stres i wymioty patogenami do naszego krwiobiegu
- Pasożyt nie ma gwintu i się nie wkręca, dlatego należy go wyciągać płynnym, stanowczym ruchem w górę pęsetą
- Urwany w skórze aparat gębowy nie zakaża – nasz organizm sam go z czasem wypchnie poprzez delikatny stan zapalny
Największe mity o wyciąganiu kleszcza
Przez dziesięciolecia utrwaliło się przekonanie, że kleszcza należy „zadusić” poprzez smarowanie go tłuszczem (masłem, olejem), alkoholem, naftą, a nawet lakierem do paznokci. Alternatywą miało być przypalanie go zapałką. Dziś medycyna i parazytologia mówią, że to błąd. Kleszcz poddany tego typu „torturom” zaczyna się dusić, co wywołuje u niego potężny stres. W konsekwencji pajęczak wymiotuje treścią swojego przewodu pokarmowego wprost do naszego krwiobiegu. W ten drastyczny sposób sami fundujemy sobie potężną dawkę śliny pajęczaka, w której mogą znajdować się krętki Borrelia oraz wirusy odpowiedzialne za kleszczowe zapalenie mózgu. Jak zatem pozbyć się kleszcza ze skóry?
- Wyciągamy szybko i zdecydowanie, bez drażnienia pajęczaka (podrażniony kleszcz dostaje ślinotoku i wstrzykuje więcej patogenów). Żadnego przypalania, masła czy mrożenia. Podchodzimy pęsetą pod kleszcza i wyciągamy go płynnym, lekko łukowatym ruchem – instruuje Dr Hajdul-Marwicz.
Kleszcz się nie wkręca
Kolejnym mitem jest zasada „wykręcania” kleszcza – często z zastrzeżeniem, że należy to robić koniecznie w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jak podkreśla parazytolożka, to absurd z biologicznego punktu widzenia. Aparat gębowy tego pajęczaka – tak zwany hypostom – nie ma budowy gwintu. Przypomina on raczej najeżoną kolcami piłę, którą pasożyt wprowadza w skórę łukowatym ruchem.
- On jest łukowaty, on się nie wkręca. To jest bardzo istotne, bo jest taki mit, że żeby kleszcza wyciągnąć, trzeba go pokręcić w prawo, w lewo, czy coś tam. To jest nieprawdziwe, bo ani kolce na hypostomie nie są prawo- lub lewoskrętne, ani on się nie instaluje, przekręcając się jak klucz w zamku, tylko po prostu włazi – podkreśla ekspertka.
Dlatego prawidłowy ruch pęsetą podczas usuwania pasożyta powinien być pewny, stanowczy i polegać na wyciągnięciu go pionowo w górę lub z zachowaniem lekkiego łuku, podążając za naturalną trajektorią jego wbicia się w nasze ciało. Wszelkie manipulacje na boki czy obroty grożą urwaniem główki.
Pęseta czy kleszczkarta?
Gdy przystępujemy do operacji usunięcia kleszcza, musimy dysponować właściwym przyrządem. Nie każda domowa pęseta się do tego nadaje. Zbyt szerokie i płaskie końcówki, charakterystyczne dla niektórych pęset kosmetycznych do regulacji brwi, mogą przynieść fatalny skutek – zmiażdżą pełen krwi i drobnoustrojów odwłok pajęczaka na naszej skórze.
- Prostą pęsetę lub pęsetę do regulacji brwi odradzam, bo można kleszcza fizycznie przeciąć i zostawić aparat gębowy w skórze, co wywołuje stan zapalny – mówi dr Hajdul-Marwicz.
Jej zdaniem najlepszym narzędziem jest precyzyjna, zakrzywiona pęseta lekarska, która pozwala chwycić kleszcza tuż przy samej skórze (za główkę, a nie za odwłok). Doskonałym rozwiązaniem, szczególnie polecanym w aptekach, jest także tzw. kleszczkarta. Jest to płaski kawałek twardego plastiku wielkości karty płatniczej z odpowiednio wyprofilowanym szczelinowym wcięciem. Użycie jej jest niezwykle proste i bezpieczne.
- Jeśli używamy kleszczkarty – podsuwamy wcięcie karty pod kleszcza (od strony odwłoka) i przesuwamy śmiało do przodu – w dwóch krokach opisuje ekspertka.
Co zrobić, gdy w skórze zostanie fragment pajęczaka?
Jedną z najczęstszych obaw jest to, co należy zrobić, jeśli mimo starań kleszcz zostanie urwany, a pod naskórkiem pozostanie czarny punkcik oznaczający aparat gębowy. Dr Hajdul-Marwicz uspokaja, że trzeba zachować spokój. Nie należy za wszelką cenę rozgrzebywać rany igłą ani wycinać skóry cążkami. Takie inwazyjne działania mogą jedynie nadkazić ranę bakteriami, np. gronkowcem. W samym aparacie gębowym nie ma już gruczołów ślinowych (one znajdują się wyżej), a zatem odcięty element nie uwalnia już chorobotwórczych patogenów do naszego organizmu. Po kilku dniach nasza własna skóra naturalnie „wypchnie” resztkę ciała obcego poprzez delikatny miejscowy stan zapalny. Najważniejsze jest staranne umycie i dezynfekcja rany tuż po usunięciu sprawcy kłopotu.