Jesienią chorujemy, bo zamykamy okna. Te 3 nawyki uchronią cię przed infekcją
Nadejście jesieni kojarzy się z infekcjami. Przeziębienie, grypa, RSV oraz związane z nimi gorączka, kaszel czy katar to nieodłączni towarzysze nagłego ochłodzenia i jesiennej pluchy. Jednak okazuje się, że spadek temperatur ma marginalne znaczenie dla rozwoju chorób, co jednoznacznie udowadnia promotor zdrowia Kamil Augustyn w rozmowie z Martą Sadkowską w podcaście „Zdrowo przegadane” na kanale Pacjenci.pl. Zamiast wydawać fortunę na drogie preparaty apteczne, wystarczy skupić się na podstawowych fundamentach funkcjonowania organizmu.
- Sen poniżej sześciu godzin na dobę podnosi ryzyko infekcji o 40 procent. Zadbaj o stałe pory zasypiania i wstawania
- Samo zimno nie wywołuje chorób. Patogeny rozwijają się w suchych, przegrzanych pomieszczeniach z brakiem wentylacji
- Silne więzi międzyludzkie i regularny ruch chronią organizm skuteczniej niż najdroższe apteczne zestawy witaminowe
Mróz zabija wirusy, a suche powietrze im pomaga
Niska temperatura rzadko wywołuje przeziębienie. Głównym powodem częstszych zachorowań w miesiącach jesienno-zimowych są nagłe zmiany codziennych nawyków. Zamykanie się w ciepłych pokojach i unikanie rześkiego powietrza przynosi niekorzystne skutki zdrowotne. Kamil Augustyn stanowczo przestrzega przed unikaniem chłodu.
- Samo zimno wcale nie wywołuje choroby. Co więcej, w niskich temperaturach bakterie i wirusy są słabsze, więc zimno samo w sobie nie stanowi bodźca chorobotwórczego. Gdyby tak było, to na przykład po morsowaniu wszyscy byliby chorzy, a jest wręcz odwrotnie, ponieważ zimno adaptuje nas do stresu – wyjaśnia ekspert. - Spędzając więcej czasu w domu, zwiększamy swoją ekspozycję na wirusy i bakterie. Dodatkowo suche powietrze w ogrzewanych mieszkaniach to idealne warunki do rozwoju patogenów oraz do wysuszania naszych śluzówek, które stanowią pierwszą barierę obronną organizmu – dodaje specjalista.
Wskazuje też na to, z czego nie zdajemy sobie sprawy włączając kaloryfery i zamykając okna. Nasze śluzówki mocno się wtedy przesuszają, co osłabia ich funkcje ochronne.
- Niektóre badania pokazują, że silne przewianie i wysuszenie śluzówek może tymczasowo obniżyć naszą odporność przed infekcjami nawet o 90%. Jeżeli więc ogólnie mamy słaby układ immunologiczny i dodatkowo nas przewieje, łatwo o chorobę. Jednak jesienne zachorowanie nie jest żadną koniecznością. Ja sam nie choruję od wielu lat – zapewnia Kamil Augustyn.
Sen i naturalne słońce regulują pracę hormonów
Regeneracja odgrywa ogromną rolę w utrzymaniu zdrowia. Zarywanie nocy i przeglądanie smartfona tuż przed snem zaburza naturalny rytm biologiczny człowieka. Najważniejsza pozostaje właściwa długość oraz najwyższa możliwa jakość nocnego wypoczynku. Niedobór snu niemal natychmiast osłabia mechanizmy obronne ciała.
- Sen to absolutny fundament. Sam działam w branży suplementów i zawsze powtarzam, że suplementacja to dopiero ostatni element układanki. Najpierw musimy zadbać o podstawy. Bez regularnej aktywności fizycznej, z kiepską dietą, przy braku odpowiedniego snu i z rozregulowanym rytmem dobowym, suplementacja staje się jedynie „przykrywaniem kupy papierkiem” – problem nadal istnieje, tylko na chwilę go maskujemy – mówi ekspert w podcaście „Zdrowo przegadane”.
Jak wspomina Kamil Augustyn, szeroko zakrojone badania na bardzo dużej grupie osób wykazały, że osoby śpiące poniżej 6 godzin na dobę chorowały o ponad 40% częściej, a ich infekcje trwały dłużej w porównaniu do osób sypiających od 7 do 9 godzin.
- Cofnijmy się o 300, 400 czy 500 lat. Jak wtedy żyli ludzie? Budzili się wraz ze wschodem słońca. Zimą, kiedy dzień był krótszy, naturalnie spali nieco dłużej – mówi specjalista. - Z kolei rano niezwykle ważne jest wyjście na zewnątrz na pierwsze światło dzienne. To jasny sygnał dla naszego rytmu dobowego, że zaczął się dzień, co pozwala odpowiednio wyregulować procesy hormonalne. Pierwszą rzeczą po przebudzeniu powinno być wyjście na dwór lub chociażby na balkon na 10–15 minut – radzi Kamil Augustyn.
Samotność i przewlekły stres wyniszczają ciało od środka
Współczesna nauka mocno akcentuje wagę psychiki w zapobieganiu schorzeniom. Życie w ciągłym napięciu i nierozwiązane konflikty sprawiają, że ciało tkwi w stanie nieustannego alarmu. Wysoki poziom kortyzolu również mocno obniża naturalną odporność. Zdrowe relacje społeczne oraz stały wysiłek fizyczny okazują się najpotężniejszym darmowym lekiem.
- Często przeceniamy znaczenie samej diety czy suplementów, a nie doceniamy wagi relacji ludzkich, celu w życiu i spokoju psychicznego. Jeśli stale żyjemy w frustracji, niezadowoleniu z siebie i z życia, a do tego dochodzą konflikty rodzinne z żoną czy dziećmi, nasz organizm nieustannie funkcjonuje w trybie awaryjnym (walcz lub uciekaj). Produkuje wtedy ogromne ilości kortyzolu i znajduje się w permanentnym stresie – mówi Kamil Augustyn. - Istnieją duże badania dowodzące, że osoby o silnych i zdrowych więziach społecznych chorują nieporównywalnie rzadziej. Można idealnie się odżywiać, dbać o sen i przyjmować najlepsze suplementy, ale jeśli jesteś osobą samotną, wiecznie sfrustrowaną i bez celu w życiu, będziesz znacznie bardziej chorowita niż ktoś, kto odżywia się gorzej, ale ma silne relacje z ludźmi – dodaje ekspert.
Specjalista zachęca jednocześnie do zwiększenia aktywności fizycznej w chłodnych okresach roku.
- Badania jasno pokazują, że osoby aktywne fizycznie są znacznie mniej podatne na choroby, w tym nowotwory. Musimy aktywować mięśnie i stymulować układ krążenia, aby organizm funkcjonował prawidłowo. Ktoś, kto nie bierze suplementów i odżywia się przeciętnie, ale regularnie i dobrze ćwiczy, zawsze będzie zdrowszy od osoby o idealnej diecie i suplementacji, która jednak unika wysiłku fizycznego – mówi Kamil Augustyn.
Mądre zakupy w spożywczaku i suplementacja szyta na miarę
Jak przypomina ekspert, przemysł farmaceutyczny co roku oferuje mnóstwo preparatów mających uchronić pacjentów przed infekcjami. Większość tych zakupów mocno obciąża domowy budżet, nie przynosząc zauważalnych rezultatów. Codzienne jadłospisy oparte na świeżych produktach dostarczają komórkom wszystkich niezbędnych mikroskładników. Istnieje tylko jeden powszechny wyjątek wymagający pilnego uzupełnienia w naszej strefie klimatycznej.
- Unikajmy żywności wysoko przetworzonej. Im więcej etapów technologicznych przeszedł dany produkt od stanu pierwotnego do momentu, gdy trafił na nasz talerz, tym jest dla nas gorszy. Wybierajmy produkty jak najprostsze, świeże i naturalne. Lepiej przygotować w domu świeże mięso niż kupować gotowe, wysoko przetworzone wyroby – zachęca specjalista w podcaście „Zdrowo przegadane”.
Podkreśla, że wsparcie odporności musi być systematyczne. Witamina C jak najbardziej wspiera układ immunologiczny, ale pod warunkiem, że jest suplementowana regularnie przed zachorowaniem, a nie dopiero w trakcie infekcji.
- Kiedy wirus już zaatakuje, jej skuteczność drastycznie spada. Podobnie jest z cynkiem. Choć badania wykazały, że cynk może skrócić czas trwania infekcji o około 30%, to jednak wymagało to przyjmowania bardzo wysokich dawek rzędu 75 mg na dobę – instruuje gość podcastu.
Zachęca natomiast, by suplementować witaminę D, której zaczyna nam brakować, gdy słońca jest mniej.
- Polska leży powyżej 50. równoleżnika (szerokości geograficznej północnej - przyp. red.), co oznacza, że od jesieni do wiosny słońce świeci pod zbyt małym kątem. Dociera do nas zbyt mało promieniowania UVB, aby w skórze mogła zajść synteza witaminy D3. Dlatego w naszym klimacie suplementacja D3 zimą jest bezwzględnym standardem i rzeczywiście przynosi spektakularne efekty w postaci rzadszego chorowania - zachęca Kamil Augustyn.