Antybiotyk a jelita. Dietetyk tłumaczy, jak mądrze odbudować mikrobiom
Antybiotykoterapia to często konieczność ratująca zdrowie, ale dla naszych jelit jest to istny huragan, który niszczy zarówno szkodliwe, jak i pożyteczne bakterie. Odbudowa równowagi bakteryjnej to proces, który nie kończy się wraz z ostatnią tabletką leku – może trwać nawet pół roku. Warto wiedzieć, że aby regeneracja była skuteczna, nie wystarczy „jakikolwiek” probiotyk z apteki. Ważna jest celowana suplementacja oraz odpowiednia dieta, która nakarmi dobre bakterie. O tym, na co jeszcze warto zwracać uwagę w tej kwestii, opowiada nam dietetyk kliniczny Sebastian Kumorek.
- Dobry probiotyk powinien posiadać tzw. paszport, czyli trójczłonową nazwę szczepu bakterii
- Kiszonki są zdrowe, ale u osób z SIBO lub wzdęciami mogą nasilać dolegliwości
- Odbudowa mikrobiomu po kuracji antybiotykowej to proces długofalowy, trwający nawet 6 miesięcy
Probiotyk probiotykowi nierówny – na co zwrócić uwagę?
Wybór probiotyku w aptece często przypomina loterię. Kupujemy to, co poleci farmaceuta lub co widzieliśmy w reklamie. Tymczasem kluczem do skuteczności jest tzw. paszport probiotyczny. Sebastian Kumorek wyjaśnia, że pełna nazwa bakterii musi składać się z trzech elementów: rodzaju (np. Lactobacillus), gatunku (np. plantarum) oraz oznaczenia literowo-cyfrowego konkretnego szczepu (np. 299v). Tylko taki opis gwarantuje, że preparat został przebadany i ma udowodnione działanie kliniczne.
Dobór szczepu powinien zależeć od objawów. Przykładowo, przy biegunkach poantybiotykowych sprawdzą się drożdżaki Saccharomyces boulardii, a przy zaparciach inne szczepy bakteryjne.
“Jeśli mamy ten ”paszport", to wiemy, że ten probiotyk już po pierwsze jest dobrej jakości i wiemy, że jest bezpieczny” – mówi Sebastian Kumorek.
Dieta po antybiotyku: błonnik i kiszonki (z uwagą)
Samo łykanie kapsułek to za mało. Bakterie probiotyczne potrzebują pożywienia, by mogły się namnożyć i zasiedlić jelita. Tym „paliwem” są prebiotyki, czyli głównie błonnik zawarty w warzywach, produktach pełnoziarnistych, orzechach czy nasionach. Organizm przetwarza je na krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (np. maślan sodu), które regenerują nabłonek jelita. Warto włączyć do diety siemię lniane (w formie kleiku), które działa osłonowo na śluzówkę, czy nasiona chia.
Wiele mówi się o dobroczynnym wpływie kiszonek, jednak dietetyk ostrzega przed ich bezkrytycznym stosowaniem. Choć kapusta kiszona czy ogórki to świetne źródło naturalnych bakterii, nie są one odpowiednie dla każdego.
„Te kiszonki dobrze działają na przewód pokarmowy, ale nie u wszystkich. Jeśli ktoś ma skłonności do, załóżmy, pojawiania się wzdęć, gazów, no to kiszonki mogą nasilać objawy” – podkreśla Sebastian Kumorek.
U osób z przerostem flory bakteryjnej (SIBO) produkty fermentowane mogą wręcz pogorszyć samopoczucie.
Nie eliminuj glutenu i węglowodanów „na wszelki wypadek”
Moda na diety eliminacyjne, w tym keto czy dietę bezglutenową, sprawia, że wiele osób rezygnuje z węglowodanów w obawie o zdrowie jelit. Ekspert przestrzega przed wylewaniem dziecka z kąpielą. Całkowita eliminacja zbóż i węglowodanów złożonych może prowadzić do zubożenia mikrobioty, ponieważ zabieramy bakteriom ich główne pożywienie – błonnik.
Zamiast eliminować całą grupę produktów, lepiej skupić się na jakości. Warto zamienić białe bułki na pieczywo żytnie razowe, a pszenny makaron na kaszę gryczaną czy komosę ryżową. Czasowe ograniczenie pewnych produktów może przynieść ulgę w objawach, ale długofalowo dieta powinna być różnorodna.
„Odbudowa naszej mikroflory jelitowej trwa nawet do pół roku, jak nie dłużej, więc też to nie jest tak, że my sobie bierzemy 14 dni antybiotyk i 14 dni probiotyk. (...) Dodatkowo, oprócz probiotyków, dbajmy o to, żeby karmić te nasze bakterie” – dodaje dietetyk.