Kleszcze atakują w miastach. Stoją za tym dzikie zwierzęta i miejskie psy
Ciepłe zimy i zmiany klimatyczne sprawiły, że kleszcze stanowią zagrożenie niezależnie od pory roku, a spotkać je można już nie tylko w gęstych lasach, ale również na osiedlowych trawnikach. Parazytolog dr Marta Hajdul-Marwicz goszcząca w podcaście „Pacjent w centrum” tłumaczy, w jaki sposób te bezwzględne pajęczaki namierzają swoje ofiary oraz dlaczego bagatelizowanie tego problemu może mieć dramatyczne skutki dla naszego zdrowia.
- Kleszcze są aktywne w miastach przez cały rok z powodu łagodnych zim oraz obecności dzikich zwierząt na osiedlach
- Narząd Hallera pozwala pasożytom wyczuć cień, ciepło, zapach potu oraz drgania kroków człowieka z odległości
- Ślina kleszcza zawiera silne substancje znieczulające, co sprawia, że jego wkleszczenie w skórę jest bezbolesne
Dlaczego miasta stały się domem kleszczy?
Skąd w ogóle kleszcze biorą się na doskonale przystrzyżonych trawnikach pod naszymi oknami? Odpowiedź kryje się w populacji dzikich zwierząt, które coraz odważniej zapuszczają się w zurbanizowane tereny w poszukiwaniu łatwego pożywienia, np. dzików, lisów, saren. Są to doskonałe "środki transportu" dla pajęczaków. Gdy ssak wkracza na teren miejski, przemieszczają się na nim również pasożyty.
- W większych i mniejszych miastach te zwierzęta wchodzą z lasu, a razem ze zwierzętami wchodzą również pasożyty, takie jak kleszcze – mówi dr Marta Hajdul-Marwicz.
Do miejskiego rozprzestrzeniania się kleszczy paradoksalnie przyczyniają się także nasze domowe psy. Jeśli stosujemy obroże czy krople odstraszające, preparaty te często nie działają błyskawicznie. Kleszcz, który w parku przyczepił się do psiej sierści, po pewnym czasie odczuwa drażniące działanie chemii i zwyczajnie odpada z naszego pupila. Może to zrobić właśnie na klatce schodowej lub trawniku przed domem. Wtedy, pozbawiony pierwotnego żywiciela, natychmiast zaczyna poszukiwania nowej ofiary – a tą najczęściej staje się przechodzący obok człowiek.
Jak kleszcz namierza swoją ofiarę?
Mitem, w który wciąż wierzy znaczna część społeczeństwa, jest przekonanie, że kleszcze celowo wspinają się na wysokie drzewa, by skakać na głowy przechodzących pod nimi ludzi. Nic bardziej mylnego. Te pajęczaki nie potrafią skakać. Ich strategia łowiecka opiera się na wybitnej cierpliwości i doskonałych zmysłach, a nie na ewolucjach akrobatycznych. Najczęściej czatują na źdźbłach trawy czy niskich krzewach, na wysokości do półtora metra, trzymając się rośliny, podczas gdy ich przednie odnóża są uniesione w górę. W ten sposób skanują otoczenie.
- W tym aparacie Hallera jest takie wgłębienie z różnymi sensillami i on jest w stanie wyczuć zmianę temperatury. Jak zasłonimy słońce na przykład, jest cień, bo przechodzący człowiek rzuca cień, to kleszcz jest w stanie wyczuć drgania: czy zwierzę idzie, czy my idziemy. Nam się wydaje, że idziemy bardzo delikatnie, a dla kleszcza to jest stado słoni. On to wyczuje. Nasz zapach potu, nasze ciepło – w zasadzie wszystko – wyjaśnia dr Marta Hajdul-Marwicz.
Dzięki temu niezwykle czułemu radarowi zapachowo-termicznemu (narządowi Hallera), kleszcz jest w stanie bezbłędnie zidentyfikować zbliżający się „posiłek”. Wystarczy lekkie otarcie odzieżą o roślinę, by błyskawicznie zaczepił się o materiał i rozpoczął wędrówkę w poszukiwaniu nagiej skóry.
Bezbolesny i podstępny atak na skórę
Kleszcze są mistrzami kamuflażu i podstępu. W momencie, gdy znajdą się na naszym ciele, mogą wędrować po nim nawet przez kilka godzin, zanim wybiorą idealne miejsce do wkłucia (wkleszczenia). Szukają zazwyczaj okolic cienkiej, dobrze ukrwionej skóry, z łatwym dostępem do naczyń krwionośnych – pod pachami, w pachwinach, zgięciach kolan czy za uszami.
- Kleszcz, który po prostu siedział na jakimś źdźble trawy – jak przechodzimy, ocieramy się – zaczepia się o naszą odzież i powolutku, powolutku po tej odzieży będzie się przemieszczał w stronę miejsc odkrytych – tłumaczy ekspertka.
Moment samego naruszenia ciągłości naskórka jest dla nas całkowicie bezbolesny. Wynika to z faktu, że ślina, którą kleszcz aplikuje przed właściwym nacięciem naszej tkanki swoimi szczękoczułkami, zawiera silne substancje znieczulające oraz związki paraliżujące lokalny układ odpornościowy. To właśnie ta bezbolesność czyni z niego intruza doskonałego. Gdybyśmy odczuwali ukąszenie, błyskawicznie strzepnęlibyśmy pajęczaka. Tymczasem może on spędzić na naszym ciele kilka lub kilkanaście dni, wysysając krew i – co najgorsze – wprowadzając do naszego krwiobiegu groźne patogeny.
Borelioza, KZM i zmiana klimatu
Powód, dla którego każdego roku temat kleszczy wzbudza tak ogromne emocje w mediach, jest jeden: ciężkie powikłania zdrowotne, do jakich mogą doprowadzić ich ukąszenia. Najbardziej znane to oczywiście borelioza oraz kleszczowe zapalenie mózgu (KZM).
- Boimy się kleszczy dlatego, że przenoszą choroby, i to te choroby są dla nas najgroźniejsze – kwituje Marta Hajdul-Marwicz.
Borelioza stała się w ostatnich dekadach chorobą obrastającą mitami. Brak szczepionki i często utrudniona diagnostyka potęgują lęk. Jak dodaje dr Hajdul-Marwicz, sytuację pogarsza łagodny klimat. Obecne zimy, podczas których temperatury oscylują wokół zera lub na lekkim plusie, powodują, że sezon na kleszcze przestał ograniczać się do wiosny i lata. Są one w stanie żerować niemal przez 12 miesięcy, dlatego po każdym spacerze – nawet w listopadzie czy lutym – staranne oględziny ciała powinny wejść nam w nawyk.