Alkohol napędza depresję, a nie ją łagodzi. Dr Woronowicz tłumaczy, jak wyjść z błędnego koła smutku
Nawet 50 proc. pacjentów z chorobami psychicznymi nadużywa substancji psychoaktywnych, a ponad połowa uzależnionych ma ukryte problemy ze zdrowiem psychicznym. Współwystępowanie tych dolegliwości, czyli podwójna diagnoza, stanowi jedno z najtrudniejszych wyzwań dla dzisiejszej medycyny. Dr n. med. Bogdan Woronowicz, psychiatra z ponad 50-letnim stażem, wyjaśnia w podcaście „Zdrowo przegadane”, dlaczego uważamy, że alkohol pomaga nam w chwilach smutku oraz wskazuje drogę, jak pokonać ten zgubny nałóg.
- Zaburzenia psychiczne oraz uzależnienia to niezwykle groźna mieszanka. Połowa takich pacjentów nałogowo nadużywa używek
- Podwójna diagnoza wymaga jednoczesnego leczenia u psychiatry i dobrego terapeuty, aby bezpiecznie rozwiązać ten problem
- Darmowa pomoc w poradniach leczenia uzależnień w całej Polsce jest w pełni dostępna bez żadnego skierowania dla każdego
Alkohol nie leczy. Niczego
Wielu pacjentów zamiast szukać pomocy u specjalisty, próbuje poprawić swój nastrój alkoholem lub narkotykami. Używki dają szybką ulgę, zapewniają odwagę i pozornie wyciągają ze smutku, ale to niezwykle niebezpieczna pułapka, która szybko niszczy organizm. Dr Woronowicz tłumaczy ten proces, zwracając uwagę na początkowy stan chorych.
- Miałem pacjentów, którzy uzależnili się od alkoholu, ale ich punktem wyjścia były zaburzenia afektywne, zaburzenia depresyjne. Taki człowiek w cudzysłowie leczył swoją depresję alkoholem, ponieważ akurat na jego organizm alkohol działał w ten sposób – pozwalał wyjść z dołka, uaktywnić się, ułatwiał kontakty z ludźmi – mówi psychiatra.
Doraźne pobudzenie ustępuje w końcu jeszcze głębszemu przygnębieniu, zmuszając do dalszego zwiększania dawek, by poczuć ulgę. Używki uszkadzają układ nerwowy i potęgują spadki nastroju. Zjawisko to potwierdza również lekarz.
- Niektóre źródła podają nawet bardzo wysokie statystyki pokazujące, że o ile alkohol przyjęty doraźnie pobudza nas, stymuluje i sprawia, że czujemy się świetnie, o tyle przyjmowany nawet w niedużych ilościach, ale przewlekle i długo, działa wybitnie depresyjnie. Pijemy więcej, żeby tego stanu nie czuć. Próbujemy się w ten sposób leczyć i tak koło się zamyka – wyjaśnia ekspert.
Gdy nałóg maskuje inną chorobę
Prawidłowe rozpoznanie choroby bywa skomplikowane i wymaga ogromnej wiedzy medycznej. Nałóg potrafi całkowicie ukryć dolegliwości pacjenta, a objawy odstawienia przypominają inne ciężkie schorzenia. Niedoświadczeni lekarze czasem mylą ostre majaczenie drżenne po odstawieniu alkoholu ze schizofrenią.
- Jeżeli człowiek znajduje się pod stałym lub częstym wpływem substancji psychoaktywnych, nie jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić jego rzeczywistego stanu. Dopiero po odstawieniu tych substancji możemy zobaczyć, co jest tym właściwym rdzeniem problemu i na co te objawy się nałożyły. Bardzo często tak się zdarza – podkreśla dr Woronowicz.
Zjawisko to nierozerwalnie wiąże się także z neuroróżnorodnością. Niezdiagnozowani w dzieciństwie dorośli z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej regularnie piją, by uspokoić gonitwę własnych myśli i na chwilę poczuć upragniony spokój.
- Badania pokazują, że wśród osób zgłaszających się na leczenie uzależnienia, na przykład od alkoholu, u 20 do nawet 30% można stwierdzić przetrwałe cechy ADHD. Znam osoby, które mówiły, że najlepiej czuły się... na kacu. Wtedy ich głowa wreszcie się wyciszała i uspokajała. Pacjent opowiadał: „Wtedy czułem się najlepiej, moja głowa działała zupełnie inaczej, tak jak powinna”. Dostrzegając to działanie, takie osoby chętnie sięgają po substancje psychoaktywne, co przy częstym i regularnym używaniu prowadzi wprost do uzależnienia – podsumowuje specjalista w podcaście „Zdrowo przegadane”.
Strach przed wstydem. Przeciw nawet samorząd lekarski
Temat tzw. podwójnej diagnozy wciąż napotyka zaskakujący opór w środowisku medycznym. Dr Woronowicz wydał z własnych środków broszurę ułatwiającą lekarzom wczesne rozpoznawanie problemów u pacjentów oraz kolegów po fachu. Niestety, ta ważna inicjatywa edukacyjna spotkała się z twardym odrzuceniem w wielu placówkach.
- Chciałem po prostu, aby ta wiedza trafiła do każdego gabinetu lekarskiego. Niestety, w niektórych miejscach spotkałem się z oporem. Nie chciałbym mówić złych rzeczy, ale na przykład próba rozpowszechnienia tej publikacji w Warszawie i okolicach napotkała ogromne przeszkody. Napotkałem opór ze strony osób decyzyjnych w samorządzie lekarskim – przyznaje ze smutkiem lekarz.
Problem systemowego wyparcia bezpośrednio dotyczy również osób kierujących polskimi szpitalami. Strach przed przypięciem placówce łatki związanej z nałogami wciąż wygrywa tam z chęcią edukacji lekarzy.
- W jednym ze znanych szpitali osoba zarządzająca powiedziała mi wprost - nie jesteśmy tym zainteresowani. Inni początkowo wyrazili chęć, ale ostatecznie się wycofali. Powody są różne, ale moim zdaniem u podłoża leży brak świadomości oraz wstyd. Dyrektor szpitala może obawiać się, że jeśli wykaże zainteresowanie takim tematem, otoczenie pomyśli: „Oho, u niego w szpitalu musi być problem z uzależnieniami” – dodaje dr Woronowicz.
Jak precyzyjnie dobrać leczenie?
„Wyjście na prostą” wymaga profesjonalnego planu i podjęcia świadomej decyzji. Polska dysponuje doskonałymi terapeutami uzależnień, gotowymi bezpłatnie nieść pomoc każdej potrzebującej osobie. Najważniejsze zadanie to wybranie odpowiedniej placówki w zależności od dominujących objawów pacjenta.
- Jeśli dominują problemy psychiczne bądź psychiatryczne, konieczna jest konsultacja u lekarza psychiatry. Jeżeli natomiast widzimy, że głównym problemem są zachowania uzależnieniowe, czyli pacjent zażywa jakieś substancje, bywa w dziwnych stanach, wtedy warto udać się do poradni leczenia uzależnień po diagnozę i pomoc specjalisty psychoterapii uzależnień – tłumaczy dr Woronowicz.
Podstawą skutecznej terapii zawsze pozostaje całkowite ustabilizowanie stanu umysłu i zlikwidowanie objawów wytwórczych. Dopiero to pozwala przywrócić świadomy i racjonalny kontakt chorego z jego otoczeniem.
- Aby móc nawiązać z pacjentem rzeczowy kontakt, on nie może znajdować się w swoim własnym, chorobowym świecie. Musimy pomóc mu wrócić do naszej rzeczywistości. Dopiero wtedy możemy zacząć pokazywać mu, co się dzieje z jego życiem, co może z tym zrobić i jak radzić sobie z cierpieniem bez uciekania w substancje psychoaktywne – radzi ekspert.