Wpływ smogu na epidemię koronawirusa
fot. pixabay.com/ii7017
Autor Bożena Stasiak - 13 Maja 2020

Naukowcy są już prawie pewni: Smog koronawirusa nie przenosi, ale zwiększa śmiertelność z jego powodu

Pierwsze doniesienia były alarmujące: cząsteczki zanieczyszczenia powietrza, zwłaszcza te o wielkości PM 2,5, działają jak nośniki przenoszenia wirusa SARS-CoV-2. Badania, przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda na mieszkańcach z 3 tysięcy hrabstw w USA wykazały bowiem, że śmiertelność spowodowana nowym koronawirusem była tym wyższa, im większe było zanieczyszczenie powietrza. Nawet niewielki wzrost liczby cząsteczek PM 2,5 miał wpływ na przebieg zakażeń. Już wzrost o 1 mikrogram/metr sześć. powodował 15-procentowy wzrost zgonów na COVID-19.

Ten związek potwierdzały również badania włoskich i chińskich naukowców. Ci drudzy już w 2003r. podczas epidemii wirusa SARS zaobserwowali, że osoby zakażone nim były aż o ok. 84 proc. bardziej narażone na śmierć, gdy przebywały na obszarach o wysokim zanieczyszczeniu powietrza.

To wyjaśniało, dlaczego najwięcej zgonów we Włoszech miało miejsce w Lombardii czy w tych stanach USA, gdzie zanieczyszczenie powietrza znacznie przekraczało normę.

Tymczasem badania prowadzone przez naukowców z włoskiego Stowarzyszenia Medycyny Środowiska pokazały, że związek smogu z koronawirusem nie jest tak jednoznaczny. Co prawda naukowcy potwierdzili obecność koronawirusa w pyle zawieszonym w powietrzu, ale wykluczyli możliwość przenoszenia go przez smog. Ponieważ jednak zanieczyszczenie powietrza prowadzi do uszkodzenia i zwiększenia niewydolności płuc, tym samym osoby, które przebywają w takim środowisku, są dużo bardziej zagrożone koronawirusem. Im mniejszą mają wydolność początkową (przed zakażeniem) płuc, tym większe jest u nich ryzyko powikłań i zgonu po zakażeniu.

Następny artykuł