Niezwykły zbieg okoliczności. Chirurdzy udzielali pomocy rannym policjantom, byli na obiedzie tuż obok
Sobotnie popołudnie, 7 listopada 2026 roku, zapisało się jako jeden z najczarniejszych dni w najnowszej historii Krakowa. Na Rynku Głównym padły strzały – zginęło sześć osób, a kilkanaście zostało rannych. Finał tego dramatu rozegrał się u zbiegu ulic Dietla i Stradomskiej, gdzie sprawca po zderzeniu aut wyskoczył z samochodu i otworzył ogień do interweniujących funkcjonariuszy. Ranni starsi posterunkowi Jakub Kulik i Artur Morański zdołali obezwładnić napastnika, ale zostali przy tym ciężko ranni. Kiedy na ulicy toczyła się walka o życie, dosłownie kilkanaście metrów dalej obiad z rodzinami jadło dwóch wybitnych krakowskich chirurgów.
- Zamach w Krakowie. Policjanci obezwładnili uzbrojonego napastnika u zbiegu ulic Dietla i Stradomskiej
- Funkcjonariusze odnieśli ciężkie rany postrzałowe klatki piersiowej. Wymagali natychmiastowej pomocy medycznej
- Niezwykły zbieg okoliczności uratował im życie. W pobliskiej restauracji obiad z rodzinami jedli krakowscy chirurdzy
„Tato, tam strzelają do ludzi”
W pobliskiej restauracji weekendowe popołudnie spędzali specjaliści ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie: prof. dr hab. n. med. Michał Pędziwiatr oraz dr n. med. Mateusz Wierdak. Obaj skończyli właśnie posiłek w towarzystwie żon i dzieci. Jak relacjonuje profesor w rozmowie z Gazetą Krakowską, cała grupa wyszła z lokalu i właśnie się żegnała.
– Nagle mój syn krzyczy: „Tato, tam strzelają do ludzi, a oni padają na ziemię”. Schroniliśmy się w aptece, byliśmy świadkami wymiany ognia między policjantami i zamachowcem. Gdy strzały ucichły, razem z Mateuszem pobiegliśmy do rannych – wspomina prof. Pędziwiatr.
Lekarze, wybiegając na ulicę, początkowo nie mieli pełnego obrazu sytuacji. – W pierwszej chwili zdębieliśmy. Zauważyliśmy leżących funkcjonariuszy policji oraz mężczyznę w mundurze. Nie wiedzieliśmy, kto jest sprawcą strzelaniny, a jeśli tu są poszkodowani, to gdzie są sprawcy – opisywał pierwsze sekundy zdarzenia.
Ratownictwo w strefie zero
Obaj chirurdzy natychmiast przystąpili do oceny stanu poszkodowanych, u których stwierdzono m.in. postrzały w klatkę piersiową. Pomocy udzielano bez dzielenia rannych na ofiary i sprawcę. Jak mówił Gazecie Krakowskiej profesor: – Przy udzielaniu pomocy nie kieruje się tym, kto jest sprawcą, a kto ze służb.
Lekarze podkreślają, że działania ratunkowe na ulicy były ekstremalnie trudne. Dr Mateusz Wierdak zajął się jednym z najciężej rannych policjantów. – Zdjął swój płaszcz, którym go przykrył, bo był mocno wychłodzony – relacjonował prof. Pędziwiatr.
Ogromnym wyzwaniem logistycznym okazało się rozebranie funkcjonariuszy. – Ciężko było poszkodowanych uwolnić z tych ich kamizelek ze sprzętem, były bardzo opięte – wskazywali specjaliści.
Do tamowania masywnych krwawień z ran klatki piersiowej lekarze wykorzystali podręczne opatrunki, błyskawicznie dostarczone przez innych, zdrowych policjantów obecnych na miejscu.
Prof. Pędziwiatr obala również pojawiające się w sieci plotki o rzekomym chaosie organizacyjnym: – Od razu pojawiła się duża liczba policjantów, strażników miejskich, to było naprawdę szybko. To bzdura, że nie było dodatkowych sił na miejscu. Zaczęli wygradzać teren, opanowywać sytuację, pomagać nam i innym.
Kluczowa decyzja, która uratowała życie
Równolegle z medycznymi czynnościami ratunkowymi prof. Pędziwiatr przejął inicjatywę w zakresie logistyki i triage'u. To jego szybka ocena sytuacji zaważyła na kierunkach transportu medycznego. Profesor zadecydował, aby jeden z najciężej rannych z postrzałem klatki piersiowej nie trafił na pierwszy lepszy SOR, lecz został natychmiast przewieziony do Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. św. Jana Pawła II, który dysponuje świetnym oddziałem chirurgii klatki piersiowej.
– Dzisiaj wiemy, że to przyniosło mu przeżycie. W innym przypadku on by po prostu tego nie przeżył, bo nie zdążyłaby przyjechać karetka – ocenił surowo, ale prawdziwie Pędziwiatr w rozmowie z PAP.
Warto przy okazji sprostować krążącą w mediach informację, jakoby krakowscy chirurdzy bezpośrednio po akcji ulicznej udali się na blok operacyjny i tam kontynuowali operowanie policjantów. Sam prof. Pędziwiatr w najnowszych wypowiedziach stanowczo to zdementował – pomoc obu ekspertów ograniczyła się do ratujących życie działań przedszpitalnych.
Stan rannych policjantów
Dzisiejsze doniesienia napawają optymizmem. Rzecznik krakowskiej prokuratury okręgowej, prok. Tomasz Waszczuk, przekazał na antenie Radia Kraków, że stan policjantów uległ poprawie. – Jest ciężki, ale stabilny.
W sobotni wieczór do bohaterstwa ciężko rannych funkcjonariuszy – st. post. Jakuba Kulika i st. post. Artura Morańskiego – odniósł się na platformie X Donald Tusk. Premier zaznaczył, że policjanci z ogromnym narażeniem własnego życia najpewniej uchronili przed śmiercią wiele kolejnych osób.
Obecnie trwa pilna akcja krwiodawstwa na rzecz st. post. Kulika, który pilnie potrzebuje krwi grupy AB Rh+. Dawcy proszeni są o wyraźne zaznaczenie w punkcie poboru, że donacja dedykowana jest właśnie temu policjantowi.
Zobacz także: Psycholog o niewidzialnych ranach ofiar zamachu. "Tego nie da się po prostu wymazać z pamięci"