Płyn Lugola jako trend zdrowotny? Eksperci alarmują: to może być niebezpieczne
Picie płynu Lugola stało się w ostatnich latach popularnym trendem na forach internetowych, gdzie promuje się go jako naturalny sposób na wsparcie tarczycy. Tymczasem lekarze ostrzegają, że takie działanie może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.
Materiał został przygotowany na podstawie filmu autorstwa dr Magdaleny Cubały-Kucharskiej.
Efekt Wolfa-Chaikoffa, czyli blokada tarczycy
Wiele osób sięga po płyn Lugola, wierząc, że tarczyca potrzebuje dużej ilości jodu do regeneracji. Mechanizm działania tego pierwiastka jest jednak znacznie bardziej skomplikowany. Przyjęcie ogromnej dawki jodu jednorazowo wywołuje tzw. efekt Wolfa-Chaikoffa. Jest to naturalna reakcja obronna organizmu, która polega na czasowym wstrzymaniu syntezy hormonów tarczycy, aby uniknąć ich nadprodukcji.
- Płyn Lugola nie poprawia pracy tarczycy, on ją hamuje - podkreśla dr Magdalena Cubała-Kucharska.
Zamiast wsparcia, pacjenci fundują sobie zatem farmakologiczną blokadę organu, co może być szczególnie niebezpieczne dla osób z już istniejącymi schorzeniami.

Dlaczego dawka w płynie Lugola jest zbyt wysoka?
Problem z płynem Lugola polega przede wszystkim na drastycznym przekroczeniu bezpiecznych norm spożycia jodu. Nasze dobowe zapotrzebowanie mierzy się w mikrogramach (mcg), podczas gdy płyn Lugola zawiera jod w miligramach (mg).
- Jedna kropla płynu Lugola to 5 do 8 mg, nie mikrogramów, czyli 25 do 50 razy więcej niż dobowe zapotrzebowanie – wyjaśnia ekspertka.
Tak drastyczne dawki nie służą wyrównywaniu niedoborów, lecz wprowadzają całkowitą dezorganizację w układzie hormonalnym. Organizm nie jest ewolucyjnie przystosowany do przetwarzania tak skoncentrowanych form tego pierwiastka drogą pokarmową.
Historia z Czarnobyla a dzisiejsze mity
Część pacjentów uważa, że skoro w 1986 roku podawano płyn Lugola masowo, to musi być on bezpieczny i zdrowy. Doktor Cubała-Kucharska przypomina jednak, że była to decyzja kryzysowa, mająca na celu ochronę przed skażeniem radioaktywnym, a nie stała suplementacja.
- To była decyzja kryzysowa, wojenna, jednorazowa i konieczna – dodaje dr Magdalena Cubała-Kucharska.
Współcześnie nie ma uzasadnienia dla stosowania tego preparatu wewnętrznie, zwłaszcza że jego pierwotnym przeznaczeniem medycznym było odkażanie ran i skóry, a nie spożycie.