Cała prawda o filtrach UV. Dr Wasiluk ostrzega: „Taka tubka na urlop to błąd”
Sezon wakacyjny w pełni, a wraz z nim powraca temat skutecznej ochrony przed słońcem. Choć producenci kosmetyków prześcigają się w oferowaniu coraz wyższych faktorów SPF, okazuje się, że większość z nas popełnia podstawowe błędy podczas ich aplikacji. Jak mądrze i bezpiecznie stosować filtry u dorosłych i dzieci, ile produktu nakładać i co tak naprawdę kryje się w popularnych sprayach? W rozmowie z Ewą Basińską w podcaście „Pacjent w Centrum” dr Marek Wasiluk z kliniki L’ experta obala popularne mity i podpowiada, jak bezpiecznie korzystać ze słońca.
- Jedna tubka na urlop to błąd: na jedno użycie dorosły potrzebuje aż 30 ml kremu, a aplikację trzeba regularnie ponawiać
- Filtry w aerozolu są bardzo groźne: nie dają kontroli nad kryciem, a wdychana chemia trafia z płuc wprost do krwiobiegu
- Wieczorne zmywanie filtrów SPF powinno być dokładne: wybierz olejki hydrofilne, które rozpuszczą tę obciążającą warstwę
Ile kremu z filtrem potrzebuje nasza skóra?
Większość z nas pakuje do wakacyjnej walizki jedną tubkę kremu przeciwsłonecznego dla całej rodziny, licząc na to, że wystarczy ona na dwutygodniowy urlop. To poważny błąd, który obniża deklarowany przez producenta poziom ochrony. Prawidłowa aplikacja preparatu wymaga bowiem użycia znacznie większych ilości, niż nam się wydaje. Jednorazowe pokrycie ciała dorosłego człowieka to całkiem spora porcja kosmetyku.
- W praktyce różnica w poziomie ochrony między SPF 30 a SPF 50 jest niewielka. Jeśli chcielibyśmy prawidłowo wysmarować całe ciało za jednym razem, powinniśmy zużyć około 30 ml preparatu - zaznacza dr Marek Wasiluk.
Oznacza to, że standardowe opakowanie o pojemności 200 ml powinno skończyć się już po kilku aplikacjach. Jeśli starcza nam na cały wyjazd, to znak, że nakładamy go zdecydowanie za mało. Ponadto ochrona nie jest całodniowa. Pot, kontakt z ręcznikiem oraz kąpiele w wodzie ścierają warstwę ochronną, co wymaga regularnego ponawiania aplikacji co kilka godzin.
Filtry mineralne kontra chemiczne
Wybór odpowiedniego preparatu dla najmłodszych to jedno z wyzwań, przed jakimi stają rodzice. Na rynku dominują dwa rodzaje filtrów: chemiczne, które pochłaniają promieniowanie UV, oraz mineralne (fizyczne), działające na zasadzie lustra odbijającego promienie. Jak podkreśla dr Marek Wasiluk, z perspektywy bezpieczeństwa organizmu, różnica między nimi jest istotna i powinniśmy podchodzić do preparatów ochronnych z dystansem i rozwagą.
- Byłem (wobec kremów z filtrem – przyp. red.) krytyczny i nadal jestem, choć chciałbym, aby ta kwestia została dobrze zrozumiana. Mój krytycyzm i sceptycyzm nie wynikają z chęci całkowitego odradzania filtrów, lecz z potrzeby stosowania ich z należytym rozsądkiem – wyjaśnia dr Wasiluk.
W przypadku dzieci optymalnym wyborem są filtry mineralne, bazujące na tlenku cynku lub dwutlenku tytanu. Nowoczesne formuły nie pozostawiają już na skórze grubej, sinej powłoki, a są znacznie bezpieczniejsze dla młodego organizmu, ponieważ nie wnikają w głąb bariery naskórkowej.
Filtr w sprayu, lekarz odradza
W ostatnich latach dużą popularność zyskały filtry UV w sprayu. Rodzice chętnie po nie sięgają, ponieważ pozwalają na szybkie „popsikanie” ruchliwego malucha na plaży. Dr Marek Wasiluk odradza jednak tę formę kosmetyku ochronnego. Tłumaczy to tym, że ta forma aplikacji niesie ze sobą niewidoczne na pierwszy rzut oka niebezpieczeństwo dla zdrowia.
- Jestem ich kategorycznym przeciwnikiem. Po pierwsze, taka forma aplikacji nie daje nam żadnej kontroli nad tym, czy równomiernie i skutecznie pokryliśmy całą powierzchnię ciała, co bardzo łatwo może prowadzić do miejscowych poparzeń. Po drugie – i znacznie groźniejsze – rozpylany aerozol wdychamy bezpośrednio do płuc, skąd zawarta w nim agresywna chemia natychmiast i bez żadnych barier przenika wprost do naszego krwiobiegu – stawia jasno sprawę dr Wasiluk.
Zamiast mgiełek, znacznie bezpieczniej jest wybierać tradycyjne, gęste kremy i emulsje, które można precyzyjnie i równomiernie rozsmarować na skórze.
Prawidłowe zmywanie kremu z SPF
Równie ważna jak sama aplikacja filtrów ochronnych jest procedura ich wieczornego usuwania. Wiele osób zapomina, że wodoodporne kosmetyki z wysokim SPF mocno obciążają skórę i blokują pory. Pozostawienie ich na noc może prowadzić do powstawania stanów zapalnych, do tzw. mikrostresu komórkowego oraz pogorszenia ogólnej kondycji cery – zarówno u dorosłych, jak i u dzieci. Jak mówi dr Wasiluk, zmywanie filtrów z twarzy powinno być procesem wieloetapowym, przypominającym profesjonalny demakijaż. Zwykłe umycie twarzy wodą z mydłem nie wystarczy, by rozbić silne wiązania chemiczne lub mineralne preparatów przeciwsłonecznych. W przypadku umycia ciała, kąpiel pod prysznicem i wyszorowanie się gąbką z żelem pod prysznic powinno jednak wystarczyć.
- Zmywanie takich preparatów musi być bardzo dokładne i staranne. Używamy do tego celu wysokiej jakości, dedykowanych kosmetyków – takich jak właśnie olejki hydrofilne, które doskonale rozpuszczają warstwy ochronne – a nie samej wody z tradycyjnym mydłem. Dokładnemu oczyszczeniu każdej fałdki, załamania czy zmarszczki należy poświęcić dokładnie tyle samo czasu i precyzji, ile poświęca się na wykonanie perfekcyjnego makijażu - mówi dr Marek Wasiluk.
- Równie skrupulatnie musimy oczyszczać skórę dzieci, ponieważ ich bariera naskórkowa jest znacznie delikatniejsza niż u dorosłych. Po powrocie z plaży filtry ochronne powinno się po prostu jak najszybciej zmyć za pomocą odpowiedniego kosmetyku, aby ich pozostałości nie blokowały bezcelowo skóry przez resztę dnia – wyjaśnia ekspert.
Ekspert dodaje też, że najlepszym rozwiązaniem do oczyszczania są hydrofilne olejki, które skutecznie wiążą i rozpuszczają cząsteczki filtrów, pozwalając na ich bezproblemowe spłukanie.