Dlaczego obsesyjnie kontrolujemy dietę? Psycholog o podłożu ortoreksji
Zaburzenia odżywiania rzadko są jedynie problemem z talerzem. W dobie wszechobecnego chaosu, niepewności oraz rosnącej presji społecznej, obsesyjne kontrolowanie diety staje się dla wielu desperacką próbą odzyskania władzy nad własnym życiem. Ortoreksja to nie nieszkodliwa moda na zdrowe jedzenie - mówi Agata Ziemnicka, ceniona psycholożka i dietetyczka, w wywiadzie przeprowadzonym na łamach serwisu Pacjenci.pl. To groźny mechanizm obronny, pod którym kryje się samotność, pustka emocjonalna i dramatyczny brak poczucia sprawstwa.
Iluzja bezpieczeństwa w świecie chaosu
Współczesne społeczeństwo funkcjonuje w stanie nieustannego, niemal systemowego napięcia. Problemy zawodowe, głębokie kryzysy w relacjach czy choroby bliskich to zjawiska, nad którymi jednostka rzadko ma pełną władzę. W odpowiedzi na ten paraliżujący lęk, ludzka psychika poszukuje terytorium, które można poddać całkowitej dyktaturze. Wybór odpowiednich produktów spożywczych, skrupulatne analizowanie etykiet i rygorystyczne planowanie posiłków dają złudne, acz niezwykle kojące poczucie stabilizacji. Skomplikowane, wielowymiarowe dylematy życiowe zostają w ten sposób zredukowane do czytelnych, łatwych do zmierzenia parametrów.
– Tu wcale nie chodzi o jedzenie, ciało czy głodzenie się. To jest opowieść o samotności – zaznacza w programie “Zdrowo przegadane” Agata Ziemnicka. – To narzędzie, by utrzymać pozór kontroli i bezpieczeństwa. Wystarczy skupić się na składach produktów, kupić więcej warzyw, przygotować je i pokroić. Nagle w tym chaosie, trudzie i zagubieniu pojawia się sens – diagnozuje ekspertka.
Korzenie reżimu, czyli deficyty z dzieciństwa
Źródeł obsesyjnego nadzoru nad własnym jadłospisem należy szukać znacznie głębiej, nierzadko w najwcześniejszych etapach rozwoju. Początki skłonności do zaburzeń odżywiania i narzucania sobie wewnętrznego reżimu często wiążą się z sytuacjami, w których naturalne sygnały wysyłane przez dziecko były systematycznie ignorowane lub błędnie interpretowane. Jeżeli dyskomfort, chłód czy płacz uciszano wyłącznie karmieniem, dorastający człowiek utrwala w sobie szkodliwe przeświadczenie, że jego prawdziwe potrzeby nie mają dla otoczenia znaczenia. W dorosłym życiu ortoreksjastaje się swoistym remedium na te rażące deficyty – pozwala poczuć, że ostatecznie to my pociągamy za sznurki.
– Jeżeli to ziarno padnie na podatny grunt, czyli na osobę perfekcjonistyczną, o niskim poczuciu sprawczości i z historią zaburzeń odżywiania w rodzinie, będzie ona miała znacznie większe predyspozycje do ortoreksji – podkreśla rozmawiając z Pacjentami Ziemnicka.
Restrykcyjne przestrzeganie narzuconych sobie zasad daje w takich przypadkach euforyczne, choć fałszywe poczucie siły, będące bezpośrednią przeciwwagą dla wcześniejszego zagubienia.
Wewnętrzny dyktator i tyrania perfekcjonizmu
Omawiane zaburzenie najczęściej dotyka jednostki na co dzień niezwykle odpowiedzialne, poukładane i narzucające sobie bezwzględne standardy. W ich psychice rodzi się wewnętrzny, bezkompromisowy krytyk, który nie toleruje absolutnie żadnych odstępstw od założonego planu. Ten dyktat generuje ogromny wstyd i lęk. Dla osoby zmagającej się z ortoreksją, zjedzenie zwykłego kawałka tortu na rodzinnym przyjęciu urasta do rangi traumatycznego zamachu na jej życiowe bezpieczeństwo.
– Zaburzenia odżywiania, w tym tendencje ortorektyczne, nie są w ogóle związane z ciałem – tłumaczy psycholożka. – Tam jest surowy głos, który mówi: będziesz wartościowa i wszystko będzie dobrze tylko wtedy, kiedy tego nie zjesz – dodaje rozmówczyni Pacjenci.pl.
Zastosowanie tak żelaznej dyscypliny sprawia ostatecznie, że jedzenie zostaje całkowicie odarte ze swojej naturalnej, społecznej funkcji. Zamiast tego staje się bezlitosnym mechanizmem służącym do budowania kruchej, warunkowej samooceny. Prawdziwe wyjście z tego kryzysu wymaga porzucenia iluzji – zrozumienia, że to nie zawartość lodówki wymaga pilnej naprawy, lecz głęboko skrywane emocje, które domagają się uwagi.
Źródło: Pacjenci