Zaburzenia odżywiania rzadko są jedynie problemem z talerzem. W dobie wszechobecnego chaosu, niepewności oraz rosnącej presji społecznej, obsesyjne kontrolowanie diety staje się dla wielu desperacką próbą odzyskania władzy nad własnym życiem. Ortoreksja to nie nieszkodliwa moda na zdrowe jedzenie - mówi Agata Ziemnicka, ceniona psycholożka i dietetyczka, w wywiadzie przeprowadzonym na łamach serwisu Pacjenci.pl. To groźny mechanizm obronny, pod którym kryje się samotność, pustka emocjonalna i dramatyczny brak poczucia sprawstwa.
Zdrowe odżywianie to dziś synonim dbałości o siebie i wyznacznik nowoczesnego statusu społecznego. Granica między świadomą troską o organizm a niebezpieczną obsesją bywa jednak niezwykle cienka. Choć problem patologicznego skupienia na zdrowym jedzeniu dotyka coraz większej liczby Polaków, jego diagnostyka wciąż nastręcza specjalistom wielu trudności. Jak zauważa w rozmowie na łamach serwisu Pacjenci.pl znana psychodietetyczka i psycholożka, Agata Ziemnicka, zjawisko to jest głęboko zakorzenione w naszej psychice. Medycyna zdaje się nie nadążać za współczesnymi pułapkami dietetycznymi, a opieszałość w instytucjonalnym uznaniu choroby zostawia pacjentów bez należytego wsparcia i jasnych ścieżek leczenia.
Modne terapie odchudzające, w tym wykorzystujące agonistów receptora GLP-1, budzą w przestrzeni publicznej liczne obawy dotyczące wpływu na mikrobiom jelitowy i ryzyko nowotworowe. Najnowsze analizy medyczne nie tylko obalają mit o ich rzekomej rakotwórczości, ale wskazują wręcz na ochronne działanie tych preparatów w onkologii. Jak leki inkretynowe wpływają na statystyki zachorowań na raka jelita grubego?Dlaczego internetowe trendy dietetyczne stanowią realne zagrożenie dla mikrobiomu?W jaki sposób bezpiecznie redukować masę ciała bez ryzyka powikłań?
W zderzeniu z pędzącą rzeczywistością, przewlekłym stresem i permanentnym brakiem snu nasz organizm nierzadko traci zdolność chłodnej, racjonalnej oceny sytuacji. W efekcie głód emocjonalny bywa błędnie interpretowany jako fizyczny, a to najkrótsza droga do kompulsywnego objadania się i zrujnowania wielomiesięcznych postępów. Jak skutecznie zablokować ten destrukcyjny mechanizm? Z pomocą przychodzą sprawdzone techniki autoanalizy i wyciszenia układu nerwowego, o których na łamach serwisu Pacjenci.pl opowiedział Mikołaj Choroszyński, uznany psychodietetyk i ekspert w dziedzinie psychologii żywienia.
Decyzja o wprowadzeniu restrykcyjnej diety rzadko przypomina chłodno skalkulowaną, przemyślaną reformę. Znacznie częściej przybiera formę populistycznej deklaracji, która natychmiast wywołuje wewnętrzny bunt – tak zwany syndrom ostatniej wieczerzy. Zjawisko to, napędzane przez nagłą potrzebę dopaminowej gratyfikacji - jak mówi na łamach serwisu Pacjenci.pl Mikołaj Choroszyński, psychodietetyk, wykładowca, autor książek, twórca programu FitMIND, założyciel i prezes fundacji FitMIND - bezlitośnie obnaża słabość naszych psychologicznych mechanizmów kontroli. W obliczu chronicznego wyczerpania zasobów poznawczych, rzetelna strategia długofalowa niemal zawsze ustępuje miejsca doraźnej uldze i uleganiu najprostszym instynktom.
Unika wspólnych posiłków, zamyka się w swoim pokoju, przestaje się uśmiechać – choć te zachowania mogą wydawać się typowe dla dorastającego dziecka, czasem kryje się za nimi poważna choroba. Zaburzenia odżywiania rozwijają się po cichu i często pozostają niezauważone aż do momentu, gdy stan dziecka jest już ciężki. Jak rozpoznać pierwsze sygnały i gdzie szukać pomocy? Wyjaśnia lek. Elżbieta Bonder, internistka i dyrektorka ośrodka psychoterapeutycznego Galileo Medical.
Zaburzenia odżywiania to nie chwilowa fanaberia ani sposób na idealną sylwetkę. To choroba, która odbiera radość życia, niszczy zdrowie i często prowadzi do śmierci. Mimo to wciąż pozostaje tematem tabu – przemilczanym, bagatelizowanym, niezrozumianym. Najnowszy raport “Zaburzenia odżywiania w Polsce: skala problemu i perspektywy na przyszłość”, opracowany przez Galileo Medical, pokazuje niezbyt optymistyczny obraz rzeczywistości, w której tysiące osób pozostają osamotnione w walce z chorobą.O skali problemu, barierach w dostępie do leczenia oraz konieczności edukacji społecznej rozmawiałam z lek. Elżbietą Bonder, dyrektorką ośrodka psychoterapeutycznego Galileo Medical.
Miała 15 lat, gdy okazało się, że ojciec kogoś ma. Słowo „kochanka” do dziś przychodzi jej jakoś z trudem. To mama odmieniała je przez wszystkie przypadki. A Ala? Wpadła w zaburzenia, z których wychodziła na dwóch terapiach. - Mój ojciec przez lata był bardzo odpowiedzialny, a może tylko sprawiał takie wrażenie. Był uosobieniem stereotypowej „głowy rodziny”, choć też to określenie jest słabe. Bo na wskroś patriarchalne. Żenujące – w domyśle – facet jest głową, a kobieta szyją. A często jest odwrotnie – to kobieta jest głową, nawet jeśli dla świętego spokoju, dla ego zakompleksionego faceta gra przed nim rolę tej cholernej szyi, która w domyśle kręci głową, jak w tym głupim powiedzeniu – mówi Ala. Przed laty była bohaterką mojego reportażu, a potem książki „Nastolatki na głodzie. Pokochaj swoje ciało, nie daj się anoreksji i bulimii”. W trakcie rozwodu rodziców zachorowała na bulimię. - Dziś myślę, że bardziej niż przeżyłam to niż moi rodzice. Żałuję. Nie było warto. Zapłaciłam za to zaburzeniami odżywiania. Ojciec radośnie wchodził w kolejne związki. Mama też sobie emocjonalnie w końcu poradziła. A do tego znalazła fajnego partnera - mówi Alicja. - Wróciły wspomnienia, gdy zobaczyłam, jak media śledzą rozwód Katarzyny Bosackiej. Poczułam ulgę, że moi rodzice nie są celebrytami. I że sama już się z tym uporałam - dodaje Ala.