Leszek Czupryniak: Insulinooporność to nie choroba. Ekspert obala najpopularniejszy mit o tyciu
W przestrzeni publicznej narasta szkodliwy mit, który zniekształca obraz współczesnej medycyny i utrudnia systemową walkę z epidemią otyłości. Wielu pacjentów obwinia insulinooporność za swoje problemy z masą ciała, traktując ją jako groźną chorobę uniemożliwiającą skuteczne odchudzanie. Tymczasem z klinicznego punktu widzenia zjawisko to jest zaledwie skutkiem nadwagi, a nie jej bezpośrednią przyczyną. O tym, jak dezinformacja wpływa na zdrowie publiczne rozmawialiśmy na łamach serwisu Pacjenci.pl z wybitnym polskim diabetologiem, prof. dr. hab. n. med. Leszkiem Czupryniakiem, kierownikiem Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Epidemia dezinformacji w debacie publicznej
W dzisiejszych czasach insulinooporność stała się nośnym tematem, nierzadko obwinianym za wszelkie niepowodzenia w odchudzaniu, pogorszenie samopoczucia czy przewlekłe zmęczenie. Wiele osób zmagających się z nadmierną masą ciała trafia do gabinetów lekarskich z głęboko zakorzenionym przekonaniem, że to właśnie ta rzekoma jednostka chorobowa blokuje ich starania o zrzucenie zbędnych kilogramów. Zjawisko to jest silnie podsycane w dyskursie komercyjnym, gdzie masowo oferowane są kosztowne diety i farmakoterapia, mające zwalczyć ów problem.
Tymczasem prawda medyczna wymaga diametralnie innej optyki.
– Twierdzenie, że insulinooporność jest przyczyną tych wszystkich problemów, to kompletny fałsz intelektualny i medyczny. Straszenie ludzi i wmawianie im tego zjawiska jako źródła otyłości to wręcz szarlataneria i odwrócenie kota ogonem – kategorycznie stwierdza prof. Leszek Czupryniak w programie “Pacjent w centrum”.
Biologiczny hamulec, a nie defekt organizmu
Aby w pełni zrozumieć ten proces, należy cofnąć się do fizjologicznych podstaw. Insulina to hormon absolutnie niezbędny do życia – jej zadaniem jest „otwieranie” komórek organizmu, by te mogły spalać glukozę pozyskaną z pożywienia. Gdy jemy zbyt dużo i zbyt kalorycznie, nasze komórki, ewolucyjnie przystosowane do rygorystycznego magazynowania energii na czas głodu, chłoną glukozę i sprawnie zamieniają ją w tłuszcz. W miarę postępującego tycia komórki tłuszczowe puchną, aż w końcu docierają do granicy swojej pojemności.
Wtedy właśnie aktywuje się mechanizm, który dziś tak powszechnie demonizujemy. Przepełniona komórka zaczyna się gwałtownie bronić przed przyjęciem kolejnych porcji energii. Chowa swoje receptory i celowo blokuje sygnał od insuliny.
– Nie ma takiej choroby jak insulinooporność. Co więcej, u samych swoich podstaw jest to zjawisko niezwykle korzystne. W pewnym momencie włącza się ten zbawienny mechanizm, dzięki któremu komórka broni się przed wchłonięciem jeszcze większej ilości glukozy, aby po prostu nie rosnąć w nieskończoność – wyjaśnia rozmówca serwisu Pacjenci.pl.
Diabetolog bezlitośnie punktuje logikę, która od lat dominuje w powszechnej świadomości.
– To nie dlatego ktoś przytył, bo ma insulinooporność. Ktoś ma insulinooporność, ponieważ ma nadwagę. To zjawisko jest po prostu wpisane w otyłość, będąc jej skutkiem, a nie przyczyną – dodaje.
Kaskada powikłań i przeciążenie trzustki
Dopiero w sytuacji, gdy tkanki stawiają opór, trzustka zostaje zmuszona do drastycznego zwiększenia produkcji insuliny, by za wszelką cenę zmusić komórki do przyjęcia krążącej we krwi glukozy. To dlatego osoby otyłe notują w badaniach permanentnie podwyższony poziom tego hormonu.
Wysoka insulina jest błędnie interpretowana jako główny winowajca tycia, choć kolejność zdarzeń jest odwrotna. Ciągłe zmuszanie trzustki do nadludzkiej pracy sprawia jednak, że w końcu ulega ona wyczerpaniu. To stanowi pierwszy, niezwykle niebezpieczny krok do ujawnienia się ogólnoustrojowych chorób, w tym cukrzycy typu 2.
Zmiana paradygmatu: leczyć przyczynę, nie skutek
Systemowe podejście do zdrowia wymaga radykalnej zmiany narracji. Zamiast skupiać się na niwelowaniu oporu komórkowego za pomocą leków takich jak metformina, uwaga pacjentów i środowiska medycznego powinna zostać skierowana bezpośrednio na fundament problemu – nowoczesne i skuteczne leczenie samej otyłości. Zbijanie wskaźników laboratoryjnych bez adresowania nadmiernej masy ciała jest działaniem wyłącznie pozornym.
Spadek wagi automatycznie rozwiązuje problem zablokowanych receptorów. Odciążone z energetycznego balastu tkanki z powrotem zaczynają prawidłowo reagować, a narządy wewnętrzne odzyskują utraconą równowagę metaboliczną.
– Jeżeli pacjent z nadwagą czy otyłością schudnie, jego wrażliwość na insulinę gwałtownie się poprawia. Poziom hormonu we krwi spada, ponieważ organizm po prostu już go w takiej ilości nie potrzebuje – podsumowuje rozmówca programu “Pacjent w centrum”, prof. Czupryniak.
Medyczny dyskurs nie znosi próżni, ale równie źle znosi populizm. Czas przestać walczyć z wyimaginowanymi wrogami i skupić się na tym, co rzeczywiście zagraża zdrowiu społeczeństwa. Insulinooporność to nie wyrok. To sygnał alarmowy, którego nie wolno nam dłużej źle interpretować.
Źródło: Pacjenci