Dr Wasiluk: Poliester jest lepszy na słońce niż len
Gdy wychodzimy na słońce, odruchowo już sięgamy po krem z filtrem, by się chronić przed poparzeniem słonecznym. Mamy przekonanie, że bez grubej warstwy preparatu SPF jesteśmy bezbronni wobec promieniowania UV. Dr Marek Wasiluk z kliniki L’Experta w podcaście „Pacjent w centrum” przekonuje, że najskuteczniejszą tarczę ochronną możemy znaleźć we własnej szafie.
- Materiały syntetyczne oraz ciemne ubrania chronią przed słońcem lepiej niż len, który przez rzadki splot przepuszcza UV
- Cień drzew bywa złudny: piasek i woda odbijają promienie UV, które pomimo parasola stale i intensywnie bombardują skórę
- Szerokie rondo kapelusza to najlepsza ochrona twarzy, natomiast kosmetyki z SPF należy traktować wyłącznie jako dodatek
Ubranie lepsze niż krem z filtrem
Większość z nas traktuje odzież letnią jako element stylizacji, zapominając o jej fundamentalnej roli ochrony przed słońcem. Okazuje się, że tkaniny stanowią niezwykle skuteczną barierę dla promieni, działając w sposób w pełni naturalny i bezinwazyjny dla naszego organizmu. Poziom tej ochrony zależy jednak od struktury, koloru oraz gęstości splotu włókien wybranego materiału.
- Odzież zapewnia nam bardzo solidną barierę i pod pewnymi względami bywa skuteczniejsza niż same filtry. Zwykły t-shirt daje ochronę porównywalną z filtrem SPF 15 - wyjaśnia dr Marek Wasiluk.
Co ciekawe, wbrew obiegowej opinii, to właśnie ciemne ubrania (np. czarne czy granatowe) znacznie silniej pochłaniają promieniowanie, nie dopuszczając go do powierzchni skóry.
- Co ciekawe, im ciemniejsze ubranie (na przykład czarne), tym mocniej pochłania promieniowanie i – wbrew powszechnej opinii – skuteczniej chroni skórę. Najlepsze pod tym względem są materiały syntetyczne, nieco gorsza jest bawełna, a najsłabiej, ze względu na rzadki splot włókien, chroni len – mówi dr Wasiluk.
Złudny cień drzew i parasoli
Podczas upalnych dni instynktownie szukamy schronienia pod parasolami plażowymi lub w cieniu rozłożystych drzew. Wydaje nam się wtedy, że brak bezpośredniego kontaktu ze słońcem w pełni zabezpiecza nas przed negatywnymi skutkami promieniowania. To jednak iluzja, która każdego roku prowadzi do poważnych poparzeń słonecznych.
- Jeśli chodzi o drzewa, to rzucany przez nie cień bywa złudny – wciąż dociera do nas mnóstwo promieniowania odbitego od podłoża, a na plaży dodatkowo od tafli wody. Dlatego nawet odpoczywając pod parasolem, musimy stosować kremy ochronne - ostrzega dr Wasiluk..
Promieniowanie ultrafioletowe posiada bowiem zdolność do odbijania się od różnorodnych powierzchni wokół nas. Piasek na plaży odbija około 15% promieni UV, natomiast krople wody oraz tafla jeziora czy morza mogą zwielokrotnić to zjawisko. Przebywając w cieniu, jesteśmy stale bombardowani promieniowaniem rozproszonym, dlatego nawet odpoczywając na leżaku pod daszkiem, nie powinniśmy całkowicie rezygnować z dodatkowych metod ochrony.
Kapelusz z szerokim rondem to król ochrony twarzy
Twarz, dekolt i kark to strefy najbardziej narażone na fotostarzenie, powstawanie głębokich zmarszczek oraz nieestetycznych plam pigmentacyjnych. Kosmetyki naniesione na te obszary często spływają wraz z potem lub są newralgicznie ścierane podczas poprawiania okularów czy dotykania dłonią. W tej sytuacji ochrona mechaniczna nie ma sobie równych. Tradycyjne nakrycie głowy z odpowiednio szerokim i sztywnym rondem tworzy stałą, ruchomą strefę cienia, która przemieszcza się wraz z nami, skutecznie osłaniając wrażliwe i podatne na oparzenia partie ciała.
- Kapelusz z szerokim rondem to absolutnie najlepsza i najskuteczniejsza ochrona fizyczna dla naszej twarzy – mówi dr Wasiluk.
Kosmetyki SPF to tylko dodatek
Całkowite poleganie wyłącznie na kremach przeciwsłonecznych i traktowanie ich jako przepustki do wielogodzinnego leżenia na pełnym słońcu jest ogromnym błędem. Dr Wasiluk ostrzega, że żaden, nawet najbardziej zaawansowany technologicznie preparat laboratoryjny nie jest w stanie zagwarantować nam stuprocentowej izolacji przed pełnym spektrum światła, w skład którego wchodzi również podczerwień i światło widzialne. Ponadto idealne, równomierne rozprowadzenie emulsji na całej powierzchni ciała w warunkach plażowych graniczy z cudem. Dlatego kremy przeciwsłoneczne należy traktować wyłącznie jako element wspierający, a nie główny filar naszej wakacyjnej profilaktyki.
- Nie istnieją filtry kosmetyczne, które byłyby w stanie w stu procentach zablokować całe to spektrum, a dodatkowo nigdy nie nałożymy ich na skórę idealnie równomiernie – kwituje ekspert.
Warto pamiętać, że ludzki organizm potrzebuje słońca do prawidłowego funkcjonowania, syntezy witamin oraz regulacji rytmu dobowego, a kluczem do bezpieczeństwa jest po prostu unikanie skrajności.
- Jedyną bezwzględnie skuteczną barierą pozostaje ochrona fizyczna – przebywanie w budynkach, noszenie ubrań oraz kapeluszy – a kremy z filtrem należy traktować jako dodatek stosowany ze zdrowym rozsądkiem – podsumowuje specjalista.