Młody lekarz mówi o milionach, a NFZ ma 54 miliardy złotych deficytu. Jak to możliwe?
Publicznie udostępnione oświadczenie majątkowe 29-letniego lekarza pełniącego funkcję publiczną, wykazujące niemal 1,6 mln zł przychodu z usług medycznych za ubiegły rok, obnaża systemowe mechanizmy zatrudniania w ochronie zdrowia. Zjawisko zawierania wysoce kosztownych kontraktów ma miejsce w momencie, w którym polski system ochrony zdrowia stoi w 2026 roku przed widmem potężnego deficytu, uderzającego bezpośrednio w pacjentów oczekujących na diagnostykę i zabiegi.
Dokumenty z BIP obnażają realia finansowe szpitali
Dyskusja dotycząca kosztów funkcjonowania polskiej ochrony zdrowia powróciła ze zdwojoną siłą po publikacji oświadczeń majątkowych radnych m.st. Warszawy. Dokumenty złożone w Biuletynie Informacji Publicznej ukazały, że 29-letni koordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) w Warszawskim Szpitalu Południowym wygenerował z tytułu działalności gospodarczej (świadczenie usług medycznych) przychód rzędu 1 595 932,20 zł (nie posiadając jeszcze pełnej specjalizacji).
Warto podkreślić, że wykazane kwoty zostały zarobione w pełni legalnie. Obnażają one jednak drastyczną lukę w regulacjach prawnych, która pozwala personelowi medycznemu omijać rygorystyczne przepisy Kodeksu pracy. Dzieje się to w roku rozliczeniowym 2026, w którym według raportów Instytutu Finansów Publicznych (IFP), luka w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia jest szacowana na 54,2 mld zł.
Każda publiczna złotówka wydana na niekontrolowane koszty pracownicze to środki odjęte z ogólnego ryczałtu szpitala. Pieniądze, które trafiają na pokrycie rachunków wystawianych przez lekarzy zatrudnionych na zewnętrznych kontraktach, uszczuplają pule przeznaczone na nowoczesne terapie onkologiczne, zakup sprzętu diagnostycznego oraz utrzymanie bloków operacyjnych w ciągłej gotowości.

Umowa o pracę a kontrakt B2B. Luki systemowe bez limitu nadgodzin
Osoby niezwiązane z rynkiem medycznym często nie zdają sobie sprawy z dualizmu form zatrudnienia w polskich szpitalach. Lekarz zatrudniony na standardową umowę o pracę jest rygorystycznie chroniony, ale też ograniczany przez prawo pracy. Przepisy stanowią jasno: w skali roku kalendarzowego pracownik na etacie może wypracować maksymalnie 150 nadgodzin (zgodnie z art. 151 Kodeksu pracy), chyba że wewnątrzzakładowe przepisy nieznacznie modyfikują ten pułap. Ściśle uregulowane są również wyjazdy i delegacje medyków etatowych – rozporządzenie MPiPS określa dietę krajową na poziomie zaledwie 45 zł za dobę.
Jednak polski system opiera się dziś w głównej mierze na umowach cywilnoprawnych, czyli tzw. kontraktach (B2B), gdzie lekarz prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Przechodząc na kontrakt, medyk przestaje podlegać pod przepisy Kodeksu pracy o limitach czasu pracy oraz o stawkach za delegacje służbowe. Oznacza to, że może pracować po 300, a nawet 400 godzin miesięcznie, łącząc dyżury w kilku placówkach publicznych i prywatnych.
Stawka godzinowa na kontrakcie nie podlega żadnym ustawowym widełkom – jest wynikiem rynkowych negocjacji. Ponieważ w Polsce dramatycznie brakuje rąk do pracy (zwłaszcza w newralgicznych miejscach jak SOR czy OIOM), dyrektorzy szpitali postawieni są pod ścianą. Zgadzają się na żądania rzędu 200, 300, a czasami ponad 400 złotych za godzinę pracy medyka na działalności.
Punktem wyjścia dla tych rynkowych stawek jest ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia w podmiotach leczniczych. Od 1 lipca 2026 roku ustawowa, gwarantowana podstawa dla lekarza ze specjalizacją (na etacie) rośnie do 12 910,16 zł brutto. Stawka ta staje się podłogą, od której lekarze kontraktowi rozpoczynają negocjacje, domagając się kwot proporcjonalnie wyższych za zrzeczenie się przywilejów pracowniczych, co prowadzi do przychodów rzędu kilkuset tysięcy złotych rocznie.
Gigantyczne kontrakty uderzają w pacjentów oczekujących w kolejkach
Skutki niewydolności systemu finansowania odczuwają bezpośrednio osoby wymagające pomocy medycznej. Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje szpitale na podstawie ryczałtu sieciowego oraz odrębnie płatnych świadczeń (tzw. nielimitowanych). Oznacza to, że dana placówka dysponuje określoną z góry kwotą na dany rok rozliczeniowy.
Jeżeli w 2026 roku szpital będzie musiał przeznaczyć nieproporcjonalnie wysoką część tej puli na utrzymanie dyżurów drogo opłacanych lekarzy zewnętrznych (aby w ogóle nie zamknąć oddziałów), placówce zabraknie płynności finansowej na realizację procedur medycznych dla pacjentów.
Dla przeciętnego świadczeniobiorcy oznacza to:
- wstrzymywanie i przesuwanie przyjęć planowych (np. operacji zaćmy, endoprotezoplastyki) na kolejne lata z powodu „wyczerpania kontraktu”,
- braki w dostępie do drogich, innowacyjnych leków w programach lekowych,
- zwiększone ryzyko pojawienia się ukrytych zachęt ze strony placówek publicznych, sugerujących konieczność dopłat lub zrealizowania wstępnej diagnostyki na rynku komercyjnym.
Ochrona przed nielegalnymi dopłatami
Brak środków w kasach szpitali nigdy nie może stanowić podstawy do obarczania pacjenta kosztami leczenia, które jest gwarantowane w ramach obowiązkowej składki zdrowotnej. Każda osoba korzystająca ze świadczeń NFZ ma prawo żądać rzetelnej i w pełni darmowej opieki w zakontraktowanych placówkach.
W sytuacji jakichkolwiek nacisków finansowych warto kierować się poniższymi zasadami:
- Weryfikacja zakresu świadczeń: Przed wizytą lub badaniem konieczne jest upewnienie się, czy placówka posiada aktywny kontrakt z NFZ na daną procedurę w bieżącym roku rozliczeniowym. Można to zrobić na regionalnych stronach Funduszu lub poprzez bezpłatną Telefoniczną Informację Pacjenta (800 190 590).
- Zakaz pobierania opłat ukrytych: Placówki publiczne nie mają prawa wymuszać dopłat za „wyższy standard” procedury gwarantowanej (np. dopłata za mniejsze nacięcie chirurgiczne, lepsze środki znieczulające przy zabiegu refundowanym). Każda taka sytuacja jest złamaniem prawa.
- Żądanie odmowy na piśmie: Jeśli pracownik placówki medycznej posiadającej kontrakt odmawia wykonania bezpłatnego badania gwarantowanego, argumentując to brakiem środków z powodu np. wyczerpania limitów na dany miesiąc, pacjent ma pełne prawo zażądać takiej decyzji w formie pisemnej z podaniem podstawy.
- Zgłaszanie nieprawidłowości: Wszelkie próby przerzucenia problemów budżetowych szpitala na portfel pacjenta należy natychmiast zgłaszać do Rzecznika Praw Pacjenta oraz właściwego oddziału wojewódzkiego NFZ, który rozlicza szpital z realizacji nałożonych na niego zadań.
Polski system ochrony zdrowia w 2026 roku znajduje się na ostrym zakręcie finansowym. Pacjenci nie mogą jednak ponosić bezpośredniej odpowiedzialności za nieuregulowany prawnie rynek stawek medycznych oraz wielomilionowe koszty delegacji i usług na kontraktach zewnętrznych.
Źródła: Oświadczenie majątkowe z Biuletynu Informacji Publicznej (BIP) m.st. Warszawy, Raport Instytutu Finansów Publicznych (IFP).