Nigdy nie smaż pączków na tym tłuszczu. Wchłoną go jak gąbka. Dietetyk ostrzega
Luty w Polsce ma zapach lukru, smażonego ciasta i konfitury różanej. Tłusty Czwartek to dla wielu z nas jedyny dzień w roku, kiedy zawieszamy dietetyczną broń i oddajemy się bez opamiętania słodkiej tradycji. Ale czy zastanawiałeś się kiedyś, co dzieje się wewnątrz tego złocistego krążka, zanim trafi na Twój talerz?
Czy to, co uważasz za „domowy, lepszy wypiek”, nie jest w rzeczywistości bombą nasączoną przegrzanym tłuszczem? Jakie błędy popełniamy podczas smażenia, które mogą sprawić, że pączek stanie się ciężkostrawnym ciężarem? Dietetyk, psychodietetyk, Małgorzata Jezierska w rozmowie z nami rozwiewa wątpliwości.
Smalec czy olej?
W polskich domach od pokoleń toczy się spór: smażyć na tradycyjnym smalcu czy nowoczesnym oleju? Dla wielu smalec to jedyna słuszna droga do uzyskania idealnej, jasnej obwódki i tradycyjnego smaku. Z punktu widzenia chemii, smalec jest stosunkowo stabilny, ale zawiera ogromne ilości nasyconych kwasów tłuszczowych. Problem nie leży jednak w samym rodzaju tłuszczu, a w tym, jak go traktujemy. Jeśli smażenie na ciężkich tłuszczach staje się Twoją codziennością, Twoje tętnice wystawią Ci rachunek szybciej, niż myślisz.
Jak podkreśla nasz ekspert, w warunkach domowych najważniejsza jest temperatura, a nie tylko pochodzenie tłuszczu:
- W praktyce głębokiego smażenia kluczowe znaczenie ma stabilność tłuszczu i kontrola temperatury, a nie tylko jego pochodzenie. Smalec zawiera sporo kwasów tłuszczowych nasyconych, ale także jednonienasycone, co sprawia, że jest stosunkowo stabilny termicznie. Podobne właściwości mają rafinowany olej rzepakowy czy oleje typu high-oleic.
Prawdziwe niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy temperatura spadnie poniżej magicznej granicy 175°C. Wtedy pączek przestaje się smażyć, a zaczyna działać jak gąbka.
- Gdy jest zbyt niska, pączki zamiast się smażyć, zaczynają chłonąć tłuszcz jak gąbka. Znaczenie ma także nieprzeładowywanie garnka, bo wrzucenie zbyt wielu pączków naraz gwałtownie obniża temperaturę – ostrzega dietetyk.

Magiczne triki i uciszanie sumienia
W internecie roi się od sposobów na odchudzenie pączka. Łyżka octu do ciasta? Kieliszek spirytusu? A może rum? Wierzymy, że te dodatki magicznie zablokują dostęp tłuszczu do wnętrza wypieku. Dietetyk nie pozostawia złudzeń: to w dużej mierze techniki, które mają uspokoić nasze sumienie, a nie faktycznie zmienić pączka w produkt dietetyczny.
Alkohol i ocet mają swoje funkcje technologiczne, ale nie są „tarczą antytłuszczową”.
- Dodatek octu, spirytusu, rumu czy wódki do ciasta często działa głównie jako uspokajacz sumienia. W praktyce o ilości wchłoniętego tłuszczu decyduje przede wszystkim technika smażenia, a nie magiczny składnik. Teoretycznie może to nieco ograniczyć wnikanie tłuszczu, ale tylko wtedy, gdy cała reszta procesu jest zrobiona poprawnie - tłumaczy ekspertka.
Prawda jest brutalna – nie ma cudownych sztuczek. Pączek to pączek. Jeśli szukasz „odchudzonej” wersji, możesz wybrać wersję z piekarnika, ale dla wielu koneserów to już tylko „bułka z dżemem”. Kreatywność Polaków w unikaniu kalorii bywa jednak imponująca i często absurdalna.
- Jednym z częstszych pomysłów jest zjadanie pączka „bez nadzienia”, bo wtedy – w przekonaniu niektórych – „to już prawie bułka”. Popularne jest też zdejmowanie lukru lub cukru pudru z argumentem, że to „sam cukier”, więc najgorsza część znika – wylicza dietetyk.
Niestety, organizm nie zna pojęcia „narracji” – kalorie i tak zostaną policzone.
Kto powinien uważać?
Tłusty Czwartek to święto radości, ale dla niektórych grup osób może stać się dniem poważnych dolegliwości. Pączek to esencja tego, co ciężkostrawne: wysoka zawartość cukru, biała mąka i głęboki tłuszcz. Dla osób z problemami układu pokarmowego, jeden pączek za dużo może skończyć się nie tylko zgagą, ale i ostrym atakiem bólu.
Dietetyk Małgorzata Jezierska zwraca uwagę na konkretne grupy ryzyka:
- Tłusty Czwartek nie jest dniem „zakazów”, ale są sytuacje, w których warto podejść do tematu bardziej zdroworozsądkowo. Dotyczy to przede wszystkim osób z aktywnymi dolegliwościami ze strony przewodu pokarmowego, takimi jak refluks, nasilone problemy z pęcherzykiem żółciowym czy stany zapalne. Większą ostrożność powinny zachować również osoby z nieprawidłowo kontrolowaną cukrzycą.
Szczególnie trudny jest to czas dla osób z zaburzeniami odżywiania. Presja otoczenia, pączki w każdym biurze i sklepie mogą uruchomić niebezpieczną spiralę.
- Dla nich Tłusty Czwartek bywa silnym wyzwaniem psychicznym i może uruchamiać spiralę restrykcji, kompulsji lub poczucia winy – dodaje rozmówca.
Pączkowy kac
Zjadłeś o trzy pączki za dużo? Czujesz się ociężały i masz wyrzuty sumienia? Najgorsze, co możesz teraz zrobić, to ogłosić „detoks” lub iść na morderczy trening, by „odpokutować winy”. To prosta droga do zaburzonej relacji z jedzeniem. Organizm nie potrzebuje kary, potrzebuje powrotu do balansu.
Dietetyk uspokaja: pączkowy kac minie, jeśli dasz swojemu ciału odpocząć, zamiast je głodzić.
- Najgorsze, co można zrobić po Tłustym Czwartku, to wchodzić w tryb kary: głodówka, pomijanie posiłków czy intensywne „spalanie winy”. Najlepszym rozwiązaniem jest powrót do znanej rutyny. Napij się wody i następnego dnia zjedz normalne posiłki – takie, jakie jesz na co dzień - mówi ekspertka.
Sam dietetyk nie odmawia sobie pączka. Bo zdrowie to nie tylko brak cukru we krwi, to także brak lęku przed jedzeniem.
- Jedzenie nie pełni wyłącznie funkcji fizjologicznej. To także przyjemność, wspólnota, tradycja i emocje. Jeśli dietetyk lubi pączki, to oczywiście zje – bez poczucia winy – podsumowuje nasz rozmówca.
Kluczem jest świadomość: zjedz pączka, ciesz się jego smakiem, ale pamiętaj – technika smażenia i umiar to jedyne „magiczne sposoby”, które naprawdę działają.
Źródło: Pacjenci