Prawdziwa diagnoza czy szybki biznes? Pułapki testów na ADHD u dorosłych
Coraz więcej dorosłych Polaków szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego ich codzienność bywa tak chaotyczna. Diagnoza ADHD u dojrzałych osób przestała być tematem tabu, co widać w statystykach, a także w ofertach prywatnych gabinetów. Niestety, rosnący popyt sprawił, że na rynku pojawiły się usługi niskiej jakości, które zamiast pomagać, wprowadzają zamęt i narażają pacjentów na niepotrzebne koszty.
- Na czym polega ADHD u dorosłych?
- Skąd bierze się wzrost liczby pacjentów?
- Pułapki szybkich testów i brak uznawania opinii
- Stanowisko Ministerstwa Zdrowia w sprawie standardów
Na czym polega ADHD u dorosłych?
ADHD to zaburzenie neurorozwojowe, które nie znika wraz z wejściem w dorosłość. Choć kojarzy się głównie z nadpobudliwymi dziećmi biegającymi po klasie, u dorosłych przybiera ono inne, bardziej subtelne formy. Objawia się przede wszystkim problemami z koncentracją, trudnościami w organizacji pracy, prokrastynacją oraz impulsywnością w podejmowaniu decyzji. Osoby z tym zaburzeniem często czują wewnętrzny niepokój, mają trudności z dokończeniem rozpoczętych zadań i zarządzaniem czasem.
Warto pamiętać, że mózg osoby z ADHD pracuje inaczej pod względem neurologicznym. Nie jest to wynik lenistwa czy braku dyscypliny, lecz konkretnych uwarunkowań biologicznych. Właściwe rozpoznanie pozwala zrozumieć własne mechanizmy działania i dobrać odpowiednią terapię lub leczenie farmakologiczne. Bez rzetelnej diagnozy pacjenci często zmagają się z niską samooceną, myśląc, że po prostu nie radzą sobie z życiem tak dobrze jak inni.
“Mózg osoby z ADHD różni się od mózgu osoby neurotypowej przede wszystkim pod względem aktywności w płatach czołowych, które odpowiadają za funkcje wykonawcze, takie jak planowanie, organizacja, kontrola impulsów i regulacja emocji. U osób z ADHD te obszary mogą działać mniej wydajnie, co powoduje trudności z utrzymaniem uwagi, planowaniem zadań oraz podejmowaniem działań w odpowiedniej kolejności” – powiedziała w rozmowie z Pacjenci.pl Urszula Grzegorczyk, specjalistka pracująca z osobami z ADHD.
Przeczytaj też: Życie z ADHD nie jest łatwe. Zwłaszcza gdy się jest już dorosłym człowiekiem
Skąd bierze się wzrost liczby pacjentów?
Statystyki Narodowego Funduszu Zdrowia pokazują wyraźny trend wzrostowy. Liczba wszystkich osób leczonych z powodu ADHD w Polsce wzrosła z 32 tys. w 2010 roku do 64 tys. w 2024 roku. Szczególnie uderzający jest przyrost w grupie dorosłych – w ciągu 14 lat ich liczba zwiększyła się z 1443 do ponad 11 tysięcy osób. To prawie ośmiokrotny wzrost, a dane te i tak nie obejmują wszystkich, ponieważ wielu pacjentów korzysta wyłącznie z prywatnej opieki medycznej.
Eksperci tłumaczą to zjawisko przede wszystkim większą świadomością społeczną. Dorośli, którzy kiedyś byli uznawani za zdolnych, ale leniwych, dziś odnajdują swoje cechy w opisach zaburzeń neurorozwojowych. Internet i media społecznościowe ułatwiły dostęp do wiedzy, co skłoniło tysiące ludzi do wizyty u specjalisty. Niestety, duży popyt stał się okazją dla placówek oferujących błyskawiczne rozpoznania, które często nie mają solidnych podstaw merytorycznych.
Pułapki szybkich testów i brak uznawania opinii
Największym problemem jest obecnie brak jednolitych standardów diagnostycznych, co prowadzi do ogromnej dowolności. Pacjenci kuszeni są reklamami "szybkich testów online", które obiecać mogą diagnozę w kilkanaście minut. Specjaliści alarmują, że rzetelny proces musi być wieloetapowy i obejmować pogłębiony wywiad kliniczny oraz rozwojowy. Sam kwestionariusz wypełniony w internecie to jedynie wskazówka, a nie gotowe rozpoznanie.
"Obserwujemy m.in. stawianie rozpoznania podczas kilkuminutowej wizyty bez pełnego wywiadu rozwojowego i klinicznego, opieranie diagnozy wyłącznie na testach komputerowych badających uwagę, które nie stanowią samodzielnych narzędzi diagnostycznych" – mówił dr Filip Stramecki podczas niedawnego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. ADHD, cytowany przez Rynek Zdrowia.
Pojawia się też problem z honorowaniem dokumentów. Często pacjent z opinią od psychologa trafia do psychiatry w dużej sieci medycznej i dowiaduje się, że jego dokument jest bezwartościowy. Placówki zmuszają wtedy do powtórzenia całego, płatnego procesu u nich.
"Ostatnio obserwujemy bardzo niebezpieczną sytuację, w której placówki medyczne nie uwzględniają zewnętrznych opinii psychologicznych, co sprowadza się w praktyce, mówiąc kolokwialnie, do naciągania pacjentów na długotrwałe procesy diagnostyczne" – mówiła z kolei Anna Czajkowska, psycholog, prezes Fundacji na rzecz psychoedukacji i neuroróżnorodności Mindset.
Stanowisko Ministerstwa Zdrowia w sprawie standardów
Mimo apeli środowiska lekarskiego i pacjentów, Ministerstwo Zdrowia zachowuje dystans. Resort stoi na stanowisku, że nie może odgórnie narzucać lekarzom merytorycznego sposobu stawiania diagnozy, ponieważ wykonują oni wolny zawód. Według urzędników odpowiedzialność za jakość świadczeń spoczywa na towarzystwach naukowych i samorządzie lekarskim, a nie na administracji państwowej.
"Osoby wykonujące zawód medyczny, przede wszystkim lekarze, wykonują wolny zawód, wobec tego są samodzielni w swojej ocenie i decyzjach. Minister zdrowia (...) nie wskaże merytorycznego sposobu rozstrzygania pewnych rzeczy" – mówiła Dagmara Korbasińska-Chwedczuk, dyrektor Departamentu Równości w Zdrowiu.
Resort sugeruje, że jeśli placówka nie stosuje się do ogólnie przyjętych w nauce rekomendacji, pacjent powinien zgłaszać to do okręgowej izby lekarskiej. Oznacza to, że walka o uznanie diagnozy i jej jakość pozostaje na barkach pacjentów oraz organizacji pacjenckich, które muszą samodzielnie weryfikować kompetencje wybieranych specjalistów.