„Tam giną ludzie”. Zarzuty o śmierć pacjentów w Szpitalu Południowym i pytania o bezpieczeństwo pacjentów
Trzęsienie ziemi w warszawskim Szpitalu Południowym zmieniło kontekst z lokalnego skandalu polityczno-finansowego w dyskusję o bezpieczeństwie pacjentów. Po oskarżeniach wysuniętych przez lekarza-sygnalistę dr Emila Jędrzejewskiego w mediach, do akcji wkroczyła prokuratura. Sprawa wywołuje pytania o standardy nadzoru, milionowe kontrakty medyków oraz natychmiastową potrzebę reformy polskiego systemu ochrony zdrowia.
- Prokuratura bada wstrząsające oskarżenia sygnalisty o błędy medyczne i śmierć pacjentów na SOR
- Skandal ujawnił kosmiczne zarobki lekarzy (1,6 mln zł) oraz tło wielomilionowych roszczeń finansowych
- Eksperci ostrzegają przed krachem systemu i żądają reform wobec wielomiliardowej dziury w NFZ
„Tam giną ludzie”. Szokujące oskarżenia sygnalisty
Ze sporu „milionerów z Południowego” zrobił się dramat na SOR-ze. Dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii Szpitala Południowego w wywiadzie dla Kanału Zero, wysunął najcięższe oskarżenia pod adresem byłego szefa SOR dr. Dawida Kacprzyka. Jędrzejewski powiedział wprost, że na skutek błędów medycznych młodego lekarza, który kierował oddziałem ratunkowym bez specjalizacji, „ginęli ludzie”, a w samej placówce panowała „zmowa milczenia”. Choć na poparcie swoich słów o zgonach pacjentów nie przedstawił bezpośrednich dowodów, twierdząc, że o sprawach „słyszał”, wywołało to natychmiastową reakcję władz.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, pod którego nadzorem znajduje się szpital, zapowiedział niezwłoczne skierowanie wniosku do Prokuratora Generalnego o pilne podjęcie czynności wyjaśniających. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek potwierdził na antenie RMF FM, że śledczy natychmiast przystąpili do przesłuchania dr. Jędrzejewskiego oraz zabezpieczenia wskazywanych przez niego dowodów. Prokuratura ma dokonać rewizji wszystkich postępowań dotyczących zgonów na SOR w Szpitalu Południowym.
Kulisy konfliktu finansowego
Równolegle media zwracają uwagę na drugie dno całej sprawy. Chodzić może przede wszystkim o finanse i konflikt personalny między chirurgiem a rezydentem. Jak ujawniła „Gazeta Wyborcza”, dr Emil Jędrzejewski został zwolniony ze szpitala pod koniec 2025 r. i ma osobisty uraz do kierownictwa placówki oraz władz miasta. Szpital domaga się od niego zwrotu ponad 530 tys. zł nienależnie pobranej premii. Były ordynator odpiera te zarzuty, twierdząc, że to placówka jest mu winna „grubo ponad milion złotych” z tytułu wypracowanych zysków operacyjnych oddziału.
Kontrowersje budzi również chronologia zgłoszeń sygnalisty. Podczas programu na żywo Krzysztof Stanowski zweryfikował zawartość telefonu dr. Jędrzejewskiego i odczytał długą wiadomość na aplikacji WhatsApp, którą ordynator wysłał wcześniej do Rafała Trzaskowskiego. Choć lekarz szczegółowo opisywał w niej sukcesy swojego oddziału, narzekał na brak mebli oraz krytykował dr. Kacprzyka za „wykonywanie procedur, do których nie ma uprawnień”, w tekście wiadomości w ogóle nie pojawiła się kwestia rzekomych zgonów pacjentów. Sam dr Kacprzyk, po nagłośnieniu wcześniejszych zarzutów o stworzenie „saloniku VIP” dla partyjnych kolegów, odszedł z Koalicji Obywatelskiej, został zwolniony i zwrócił pół miliona zł na konto szpitala w ramach korekty rozliczeń finansowych.
Milionowe zarobki lekarzy to tylko symptom
Sprawa Szpitala Południowego wyciągnęła na światło dzienne zarobki medyków. Z oświadczenia majątkowego dr. Kacprzyka wynika, że w 2025 r. zarobił on 1,6 mln złotych. W rozmowie z portalem „Rynek Zdrowia” sytuację tę skomentował prof. Piotr Czauderna, doradca społeczny Prezydenta RP i szef Rady ds. Ochrony Zdrowia. Wskazał on, że tak astronomiczne kwoty nie są jednostkową patologią, lecz legalnym efektem wadliwie skonstruowanego systemu. Zdaniem prof. Czauderny, obecny model ochrony zdrowia zmusza szpitale do desperackiej walki o deficytowy personel, zwłaszcza na oddziałach zabiegowych, takich jak chirurgia ogólna, która w Polsce przeżywa kryzys kadrowy. Placówki medyczne podkupują pracowników, oferując stawki dyżurowe rzędu 350-400 zł za godzinę lub wysokie kontrakty procentowe od wykonanych procedur, aby za wszelką cenę utrzymać ciągłość pracy i kontrakt z NFZ. Prowadzi to do zjawiska tzw. lekarzy „wędrowniczków”, jak nazwał ich prof. Czauderna, którzy krążą między wieloma szpitalami, co bezpośrednio uderza w bezpieczeństwo pacjentów, gdy po wykonanym zabiegu brakuje ciągłości nadzoru lekarskiego.
System na krawędzi, czas na zmiany, tylko odważnych brak
Eksperci ostrzegają, że bez natychmiastowych, odważnych reform politycznych polski system ochrony zdrowia czeka załamanie. Prof. Piotr Czauderna na łamach „Rynku Zdrowia” prognozuje, że w najbliższym roku dziura budżetowa w Narodowym Funduszu Zdrowia może wynieść od 20 do nawet 30 mld zł. Sytuacja w Warszawie powinna stać się ostatecznym impulsem do porzucenia doraźnych działań na rzecz głębokiej rekonstrukcji mapy świadczeń zdrowotnych. Wśród kluczowych propozycji naprawczych wymienia się m.in. ujednolicenie organów właścicielskich szpitali. Obecny podział, w którym placówki podlegają powiatom, miastom czy uniwersytetom, uniemożliwia racjonalne zarządzanie. Rozwiązaniem wzorowanym na systemie duńskim byłoby przekazanie odpowiedzialności za szpitale marszałkom województw, co pozwoliłoby na likwidację dublujących się, niewydolnych oddziałów ostrodyżurowych. Konieczna jest także rewizja wyceny procedur medycznych, ograniczenie stawek procentowo-kontraktowych oraz wprowadzenie odgórnych limitów finansowych dla szpitali na wynagrodzenia, aby zatrzymać spiralę płacową, która rujnuje budżety szpitali. Jak podsumowują eksperci, zmiany demograficzne sprawiają, że na te zmiany nie możemy już dłużej czekać.