Burza po wypowiedzi Julii Wieniawy o ADHD. Psycholożki komentują ten ważny problem
Julia Wieniawa wywołała w sieci prawdziwą burzę, opowiadając o swoim doświadczeniu z diagnozą ADHD na podstawie przeprowadzonych badań z krwi. Te słowa natychmiast spotkały się z ostrą reakcją środowiska medycznego, które alarmuje, że to szkodliwa dezinformacja. Spytaliśmy więc doświadczonych ekspertek od zdrowia psychicznego m. in. o to dlaczego celebrytka mija się z prawdą i jak według nich wygląda rzetelna ścieżka do diagnozy.
- Julia Wieniawa mówi o swoim problemie
- Jak prawidłowo diagnozuje się ADHD?
- Czy diagnoza popularnego zaburzenia jest nadużywana?
Julia Wieniawa mówi o swoim problemie
Julia Wieniawa od lat żyje na świeczniku, a swoimi prywatnymi doświadczeniami chętnie dzieli się z licznym gronem swoich wiernych fanów. Niedawno popularna aktorka i piosenkarka przyjęła zaproszenie do podcastu Oliwii Nincevic „Bo chcę wiedzieć”, gdzie otworzyła się na bardzo osobiste i trudne tematy. Głównym wątkiem rozmowy okazało się zdrowie psychiczne młodej gwiazdy, a jej wyznania natychmiast przyciągnęły uwagę słuchaczy i mediów w całej Polsce.
Jednym z najważniejszych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych tematów poruszonych podczas szczerego wywiadu była kwestia rozpoznania u celebrytki ADHD. Młoda artystka z pełnym przekonaniem opowiadała o tym, jak wyglądała jej prywatna ścieżka do rzekomego odkrycia prawdy o własnym zdrowiu. Gwiazda stwierdziła, że swoją diagnozę otrzymała dwukrotnie – konsultując się z psychologiem i wykonując badania z neuroprzekaźników z krwi.
- No i mam podwójne potwierdzenie, że to ADHD jest. Mój organizm podobno nie produkuje sam dopaminy i serotoniny, czyli jest to właśnie główna przyczyna tego ADHD – wyznała w rozmowie z Oliwią Nincevic.
Ten krótki fragment rozmowy błyskawicznie obiegł sieć, prowokując dyskusję wśród lekarzy, psychologów i edukatorów. Jedną z osób, która odniosła się do słów wypowiedzianych przez aktorkę i piosenkarkę była Paulina Rodziewicz-Ropiak. To psychiatrka znana z działań w mediach społecznościowych, która w 2020 r. dostała tytuł Edukatorki Roku.
- Tak się składa, że akurat to jest bzdura. Po pierwsze osoby z ADHD produkują zarówno serotoninę, jak i dopaminę. Po drugie ADHD jest związane z zaburzeniami w neuroprzekaźnictwie dopaminy i noradrenaliny – grzmiała na swoim Instagramie.
Jak prawidłowo diagnozuje się ADHD?
Niefortunne słowa Julii Wieniawy wywołały prawdziwą burzę w sieci, zmuszając specjalistów do stanowczego zabrania głosu. W obliczu narastającej dezinformacji i niebezpieczeństwa wprowadzania fanów w błąd, postanowiliśmy zapytać o zdanie ekspertki, które wypowiedziały się specjalnie dla portalu Goniec. Psycholożki szczegółowo wyjaśniły, jak wygląda rzetelny i wieloetapowy proces diagnostyczny.
Malwina Piecuch błyskawicznie rozprawia się z mitem o braku produkcji neuroprzekaźników u pacjentów:
- Jak każda osoba – osoba z ADHD produkuje serotoninę i dopaminę. Problem w ADHD polega na neuroprzekaźnictwie – neuroprzekaźnictwo w ADHD opiera się głównie na nieprawidłowościach w funkcjonowaniu układów: dopaminergicznych i noradrenergicznych. Mózg osoby z ADHD wykazuje różnice w komunikacji między neuronami (czyli komórkami nerwowymi), co przekłada się na problemy z koncentracją, kontrolą impulsów i zarządzaniem poziomem energii. Nie oznacza to jednak, że nie produkują tych przekaźników, lecz inaczej ich mózg je przekazuje i odbiera – mówi portalowi Goniec.pl.
Kolejnym obalonym mitem są badania laboratoryjne z krwi, które miałyby potwierdzać chorobę. Psychoedukatorka ADHD i psycholog Paulina Pietrzak stawia sprawę jasno:
- ADHD nie diagnozuje się z badania krwi. Obecnie nie ma laboratoryjnego testu biologicznego, który sam w sobie potwierdzałby ADHD. Neurobiologia ADHD jest oczywiście dobrze badana, ale z punktu widzenia praktyki klinicznej rozpoznanie nadal opiera się na kryteriach diagnostycznych, wywiadzie i analizie funkcjonowania osoby.
Zgadza się z tym stanowczo psycholog Malwina Piecuch:
- Badanie neuroprzekaźników z krwi nie jest metodą diagnostyczną ADHD i nie ma wartości w rozpoznawaniu tego zaburzenia. W ostatnich latach pojawia się coraz więcej tzw. alternatywnych metod diagnozowania ADHD – od badań poziomu neuroprzekaźników z krwi, przez testy genetyczne, po różnego rodzaju szybkie testy internetowe. Problem polega na tym, że większość z tych metod nie ma potwierdzenia w aktualnej wiedzy naukowej ani w standardach diagnostycznych stosowanych w psychiatrii i psychologii – mówi nasza ekspertka.
Jak zatem od strony medycznej wygląda ten proces? Paulina Pietrzak tłumaczy:
- To nie jest jedno badanie, jeden test ani jedna „checklista z internetu”. Prawidłowa diagnoza ADHD u dorosłych to proces kliniczny, który obejmuje szczegółowy wywiad, ocenę obecnych objawów, próbę odtworzenia ich obecności już od dzieciństwa, ocenę wpływu tych trudności na różne obszary życia oraz diagnostykę różnicową. Polskie rekomendacje podkreślają, że rozpoznanie powinno opierać się na całościowym obrazie klinicznym, a nie na pojedynczym wskaźniku. Podobnie wskazują wytyczne NICE i europejskie rekomendacje dla dorosłych”.
Psycholog dodaje też:
- W praktyce oznacza to, że specjalista pyta nie tylko o koncentrację czy chaos organizacyjny, ale też o to, od kiedy te trudności występują, jak wyglądały w szkole, w domu, w relacjach, w pracy i czy powodują realne upośledzenie funkcjonowania. Często korzysta się też z ustrukturyzowanych narzędzi, takich jak wywiady diagnostyczne, ale one nie zastępują oceny klinicznej — są jej częścią. Równie ważna jest diagnostyka różnicowa, bo objawy podobne do ADHD mogą pojawiać się także w zaburzeniach lękowych, depresji, przy przewlekłym stresie, zaburzeniach snu czy innych trudnościach psychicznych.
Z kolei psycholog Malwina Piecuch opisuje bezlitosne dla celebryckich tez konsekwencje rozprzestrzeniania fake newsów:
- Uważam, że rozpowszechnianie informacji, jakoby ADHD można było potwierdzić na podstawie badań poziomu neuroprzekaźników czy innych kosztownych testów laboratoryjnych, jest formą dezinformacji. Taka dezinformacja jest szczególnie krzywdząca dla osób, które rzeczywiście zmagają się z objawami ADHD i szukają pomocy i dobrych specjalistów. Zamiast trafiać do specjalistów prowadzących rzetelną diagnozę, mogą zostać skierowane na drogie, niepotrzebne badania, które nie mają wartości diagnostycznej. W praktyce oznacza to często stratę pieniędzy, czasu i dodatkową frustrację zamiast uzyskania rzetelnego wsparcia. Niestety w części przypadków mamy do czynienia z sytuacją, w której na niewiedzy i nadziei pacjentów buduje się rynek kosztownych, pseudo diagnostycznych usług. To bardzo problematyczne etycznie, ponieważ osoby szukające odpowiedzi na swoje trudności stają się łatwym celem dla ofert, które nie mają realnego uzasadnienia naukowego – przekonuje nas ekspertka.
Czy diagnoza popularnego zaburzenia jest nadużywana?
W przestrzeni publicznej coraz głośniej mówi się o tym, że zaburzenia neurorozwojowe stały się dla wielu współczesnym, niezwykle modnym trendem, a gabinety pękają w szwach od gwiazd i zwykłych ludzi szukających potwierdzenia swoich hipotez na temat własnego zdrowia psychicznego. Zapytane przez nas ekspertki odcinają się jednak od tak krzywdzących uproszczeń. Psycholożki zgodnie podkreślają, że diagnozowanie ADHD to nie chwilowa fanaberia, lecz skomplikowany problem społeczny, w którym najwięcej szkody robi właśnie potężny chaos informacyjny.
Psychoedukatorka ADHD Paulina Pietrzak kategorycznie ucina krzywdzące pacjentów teorie:
- Dlaczego więc nie mówiłabym, że diagnoza jest „nadużywana”? Bo to sugeruje, że mamy dziś głównie problem z nadmiarem rozpoznań, a obraz jest dużo bardziej złożony. Wzrost liczby diagnoz można tłumaczyć także lepszą rozpoznawalnością ADHD, większą świadomością społeczną, szerszym dostępem do specjalistów i większą wiedzą o tym, jak ADHD wygląda u dorosłych oraz u kobiet. Eksperckie opracowania zwracają uwagę właśnie na historyczne niedorozpoznanie tych grup, a nie tylko na ryzyko „mody”.
Z psychologicznego punktu widzenia na medialny szum wokół ADHD zwraca również uwagę psycholożka Malwina Piecuch:
- Mam wrażenie, że w przestrzeni publicznej diagnoza ADHD bywa dziś używana w sposób uproszczony. Z jednej strony jest to efekt pozytywny – rośnie świadomość społeczna i wiele osób, które wcześniej latami zmagały się z niezrozumianymi trudnościami, wreszcie trafia do specjalistów i otrzymuje właściwą pomoc. Zwiększona świadomość rodziców lub nauczycieli sprawia, że dziecko szybciej zostanie skierowane na specjalistyczne badania w celu uzyskania odpowiedniej pomocy medycznej i psychologicznej. Z drugiej strony popularność tematu w mediach społecznościowych sprawia, że część osób zaczyna utożsamiać pojedyncze, dość powszechne ludzkie doświadczenia – jak rozproszenie uwagi, chaos organizacyjny czy prokrastynacja – z ADHD. Dlatego tak ważne jest podkreślanie, że ADHD to zaburzenie neurorozwojowe, które musi spełniać konkretne kryteria diagnostyczne i realnie wpływać na funkcjonowanie w różnych obszarach życia. Sama identyfikacja z opisem objawów nie jest jeszcze diagnozą. Nie powiedziałbym więc, że ADHD jako zaburzenie jest „modą”, ale z pewnością można mówić o pewnej modzie na posługiwanie się tym pojęciem bez pełnego zrozumienia jego znaczenia – twierdzi ekspertka.
Ostatecznie, obie rozmówczynie sprowadzają całą internetową burzę do jednego, bardzo istotnego wniosku. Jak mistrzowsko puentuje Paulina Pietrzak:
- To, co rzeczywiście bywa problemem, to nie samo „nadużywanie diagnozy”, tylko nierówna jakość diagnostyki i chaos informacyjny. Z jednej strony mamy osoby, które latami pozostawały bez rozpoznania. Z drugiej — internetowe treści, które upraszczają temat do kilku chwytliwych objawów. I właśnie to jest dziś najważniejsze: nie straszyć „modą na ADHD”, tylko tłumaczyć, jak odróżnić rzetelną diagnozę od powierzchownej etykiety.
