Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Choroby i leczenie > „Chcemy dobrze, a niszczymy psychikę”. Psycholog o mrocznej stronie zdrowego stylu życia
Anna Badurska
Anna Badurska 15.06.2026 09:48

„Chcemy dobrze, a niszczymy psychikę”. Psycholog o mrocznej stronie zdrowego stylu życia

„Chcemy dobrze, a niszczymy psychikę”. Psycholog o mrocznej stronie zdrowego stylu życia
Ortoreksja Fot. Canva

Zdrowe odżywianie to dziś synonim dbałości o siebie i wyznacznik nowoczesnego statusu społecznego. Granica między świadomą troską o organizm a niebezpieczną obsesją bywa jednak niezwykle cienka. Choć problem patologicznego skupienia na zdrowym jedzeniu dotyka coraz większej liczby Polaków, jego diagnostyka wciąż nastręcza specjalistom wielu trudności. Jak zauważa w rozmowie na łamach serwisu Pacjenci.pl znana psychodietetyczka i psycholożka, Agata Ziemnicka, zjawisko to jest głęboko zakorzenione w naszej psychice. Medycyna zdaje się nie nadążać za współczesnymi pułapkami dietetycznymi, a opieszałość w instytucjonalnym uznaniu choroby zostawia pacjentów bez należytego wsparcia i jasnych ścieżek leczenia.

Iluzja perfekcyjnego odżywienia

W ortoreksji cała uwaga człowieka ogniskuje się wokół idei clean eating, czyli rygorystycznego spożywania produktów wyłącznie nieprzetworzonych i o wręcz sterylnym składzie. W przeciwieństwie do anoreksji, celem pacjenta nie zawsze jest dążenie do chorobliwie szczupłej sylwetki, lecz do osiągnięcia stanu perfekcyjnego odżywienia organizmu. 

– Jest to stan emocjonalny charakteryzujący się ogromną sztywnością i selektywnością, w którym uwaga człowieka skupia się niemal wyłącznie na jakości pożywienia – diagnozuje ekspertka w programie “Zdrowo przegadane”. – Jedzenie ma być czyste, zdrowe, odżywcze i nieprzetworzone. Musi zostać spożyte w ściśle wyliczonych proporcjach, adekwatnych do zapotrzebowania na mikro- i makroskładniki – tłumaczy mechanizm choroby Ziemnicka.

To właśnie ten restrykcyjny schemat sprawia, że otoczenie początkowo chwali taką osobę za żelazną konsekwencję i prozdrowotną postawę. Społeczna aprobata staje się tu pułapką – utwierdza pacjenta w złudnym przekonaniu o słuszności swoich działań, podczas gdy pod płaszczykiem dbania o zdrowie rozwija się potężny dramat psychologiczny.

Medyczna szara strefa i systemowy paraliż

Mimo że skala zjawiska rośnie lawinowo, ortoreksja wciąż nie doczekała się oficjalnego uznania w najważniejszych klasyfikacjach medycznych, takich jak ICD-11 tworzone przez WHO czy amerykańskie DSM-5. Brak odrębnego numeru statystycznego to nie tylko kwestia biurokratyczna – to realna przeszkoda, która drastycznie utrudnia prowadzenie rzetelnych badań epidemiologicznych i refundację odpowiednich terapii.

– Do dziś ortoreksja zawieszona jest gdzieś pomiędzy zaburzeniami lękowymi a tak zwanymi innymi zaburzeniami odżywiania – punktuje rozmówczyni Pacjentów Agata Ziemnicka. – Uważam, że w stu procentach jest to zaburzenie odżywiania, które bezwzględnie kwalifikuje się do diagnozy i leczenia – dodaje stanowczo specjalistka, nie kryjąc frustracji wobec opieszałości instytucji medycznych: – Gdzie my w ogóle jesteśmy, skoro system nie potrafi oficjalnie zdiagnozować ewidentnego zaburzenia odżywiania.

Żyjemy w epoce wyśrubowanych, medialnych norm dotyczących stylu życia. W gąszczu komercyjnych trendów dietetycznych lekarzom coraz trudniej uchwycić ten krytyczny moment, w którym profilaktyka zdrowotna kapituluje przed pełnoobjawową patologią.

Więźniowie własnego talerza

Początkowa, z pozoru niewinna fascynacja zdrową żywnością bardzo szybko ewoluuje w irracjonalny lęk. Każdy produkt, którego pochodzenia lub składu chory nie jest pewien, traktowany jest jako potencjalne zagrożenie. Życie osoby dotkniętej ortoreksją staje się istnym polem minowym.

Skutki psychologiczne są druzgocące. Zaczyna się od rezygnacji z wyjść do restauracji czy unikania rodzinnych obiadów – jedzenie przygotowane przez osobę trzecią budzi bowiem paraliżujący strach przed utratą kontroli nad jakością posiłku. W skrajnych, ale nierzadkich przypadkach, ortorektyk całkowicie alienuje się ze społeczeństwa, zamykając w hermetycznej celi własnych, rygorystycznych zasad.

- Dochodzi do bardzo silnej izolacji społecznej, (…) nie mogę już iść na przyjęcie, bo nie wiem, co tam zjem, no bo nie wiem, co kto zrobił, nie wiem, jakie to będzie – dodaje w rozmowie z Pacjenci.pl Agata Ziemnicka. Ta sztywność i brak elastyczności stają się fundamentem cierpienia psychicznego, które z czasem całkowicie dominuje nad życiem pacjenta.

Brak formalnego statusu choroby w biurokratycznych wykazach to jedno, jednak postępujące cierpienie psychiczne pacjentów to twarda rzeczywistość. Osoby te rozpaczliwie potrzebują celowanej terapii psychologicznej, by uwolnić się z pułapki własnych talerzy. Zmiana optyki systemu ochrony zdrowia to dziś absolutny priorytet – w przeciwnym razie tysiące chorych nadal będą umierać w izolacji, paradoksalnie, w imię idealnego zdrowia.

Źródło: Pacjenci

Wybór Redakcji
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: