Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Strefa lekarzy > Ministerstwo Zdrowia walczy z nadużyciami. Koniec pracy bez limitu i gigantycznych stawek
Daria  Siemion
Daria Siemion 15.07.2026 16:19

Ministerstwo Zdrowia walczy z nadużyciami. Koniec pracy bez limitu i gigantycznych stawek

Ministerstwo Zdrowia walczy z nadużyciami. Koniec pracy bez limitu i gigantycznych stawek
Jolanta Sobierańska-Grenda zamierza walczyć z nieprawidłowościami w szpitalach Fot. East News / Adam Burakowski

Polski system ochrony zdrowia od lat mierzy się z głębokim kryzysem kadrowym i finansowym. W ostatnich tygodniach opinią publiczną wstrząsnęły jednak doniesienia o skrajnych patologiach, do jakich prowadzi desperacka walka o specjalistów. Informacje o lekarzach z zadłużonych na miliony złotych szpitali powiatowych, którzy potrafili zarabiać grubo ponad milion złotych rocznie (jak w Koszalinie, gdzie rekordzista zarobił 2,6 mln zł, czy w Braniewie – 1,8 mln zł), pokazały, że system wymknął się spod jakiejkolwiek kontroli.

Aby ominąć restrykcje Kodeksu pracy i łatać braki w grafikach, szpitale masowo zatrudniają lekarzy na kontraktach (B2B). Efektem są nie tylko niewyobrażalne tzw. kominy płacowe, rujnujące budżety tonących w długach placówek, ale przede wszystkim – skrajne, zagrażające życiu pacjentów i samym lekarzom przemęczenie. Ujawniono przypadki medyków spędzających na dyżurach po 400 czy 500 godzin miesięcznie. Po fali skandali, Ministerstwo Zdrowia zapowiada ostre cięcie i uporządkowanie zasad zatrudniania w ochronie zdrowia.

Nowe zasady: górny limit zarobków i maksymalnie dwa etaty

W odpowiedzi na kryzys, w ubiegłym tygodniu minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała rewolucyjne zmiany w funkcjonowaniu systemu. Główne filary nowej reformy to:

  • Wprowadzenie maksymalnej stawki godzinowej dla lekarzy pracujących na kontraktach – na poziomie 240 zł brutto.
  • Sztywne ograniczenie czasu pracy do równowartości maksymalnie dwóch etatów.
  • Wymóg pracy w szpitalu na co najmniej pół etatu.

Szefowa resortu liczy, że nowe regulacje zaczną obowiązywać w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Pytana w Radiu ZET o kwotę maksymalnego wynagrodzenia, minister przyznała, że stawka 240 zł nie wzięła się znikąd – jest efektem "rozeznania" rynku przez jej ministerstwo.

"To się potwierdza również w wielu szpitalach, które publikują wynagrodzenia dla lekarzy. Są to stawki, które w większości szpitali są wystarczającymi stawkami. Tutaj też po raz kolejny apeluję o to, żebyśmy nie oceniali wszystkich medyków przez pryzmat pojedynczych przypadków" – przekazała na antenie Radia ZET.

Mimo to, plany ministerstwa spotkały się z obawami, m.in. ze strony Naczelnej Izby Lekarskiej, która alarmuje, że ujednolicenie stawek "zabije" mniejsze, powiatowe szpitale. To właśnie one, jak pokazały ostatnie skandale (m.in. w Bartoszycach, gdzie mimo 90 mln zł długu lekarze inkasują ponad 100 tys. zł miesięcznie), w akcie desperacji windują stawki do absurdalnych poziomów. Jolanta Sobierańska-Grenda ma na to inną odpowiedź:

"Myślę, że jeżeli jednak postawimy tę górną granicę i wszystkich będzie obowiązywał ten sam limit, to te problemy się skończą. Zresztą życzę wszystkim dyrektorom szpitali, żeby więcej czasu poświęcali na rozmowy o ścieżce dla pacjenta, o tym, w jaki sposób zorganizować system, a żebyśmy mniej czasu poświęcali na targi o wynagrodzenia. (...) Myślę, że ta propozycja do 40 tys. zł brutto przy przeliczeniowym etacie to jest naprawdę dobre wynagrodzenie" – stwierdziła zdecydowanie.

Odnosząc się do propozycji limitowania wynagrodzeń w kontekście ogromnych nierówności, dodała:

"Ale skoro dotyczą niewielkiej liczby osób, co wynika również z informacji, którymi się posługuje między innymi Naczelna Izba Lekarska, to myślę, że tutaj te działania nie powinny dotknąć tak szerokiej skali, o jakiej mówimy".

Koniec z nieludzko długimi dyżurami. "Rozmawiamy o wszystkich formach"

Nielimitowany czas pracy to patologia, na którą resort zamierza nałożyć sztywny kaganiec w postaci ograniczenia pracy lekarzy do dwóch etatów, co przekłada się na około 300 godzin w miesiącu. To drastyczne cięcie, zważywszy na obecne realia rynkowe.

"Szacujemy, że to jest około 300 godzin. Docierają do nas informacje, że niektórzy pracują i 400, i 500 godzin. Natomiast myślę, że z biegiem czasu i z dostępem coraz większym lekarzy do systemu będziemy w stanie te godziny po prostu zmniejszać, bo wszystkim nam zależy na tym, żeby to był wypoczęty lekarz" – podkreśliła minister.

Co kluczowe, przepisy obejmą wszystkie placówki posiadające umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, i nie będzie tu miejsca na luki prawne wynikające z rodzaju podpisanej umowy z medykiem.

"Rozmawiamy o wszystkich formach, na których jest zatrudniony personel medyczny w szpitalach, czyli to będzie i umowa kontraktowa, i umowa zlecenie, i również umowa o pracę. Natomiast myślę, że takim docelowym modelem pewnie byłoby przejście na umowę o pracę. Dzisiaj jeszcze na to nie jesteśmy na pewno w systemie gotowi, stąd propozycje te, które limitują wynagrodzenie i limit wprowadzają do dwóch etatów" – precyzowała.

Kwestią nadużywania umów kontraktowych tam, gdzie powinna obowiązywać zwykła umowa o pracę (czyli gdy lekarz pracuje w wyznaczonym miejscu, czasie i pod kontrolą ordynatora) może teraz zająć się Państwowa Inspekcja Pracy.

"Poczekajmy na wyniki kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Wiemy, że od 8 lipca ma nowe uprawnienia, natomiast kontrole dotyczące już wcześniej umów o pracę i umów zlecenia w szpitalach sama miałam okazję odbywać. Dzisiaj jest wzmocniona rola Państwowej Inspekcji Pracy. Zobaczymy, jak te kontrole będą przebiegały. Rozmawiałyśmy rozmawiałyśmy z panią minister pracy. Wiem, jakie są dzisiaj obowiązki i uprawnienia PIP. Natomiast dopiero na podstawie dokumentów konkretnych szpitalu, będzie w stanie inspektor PIP twierdzić, czy kontrakt ma znamiona umowy o pracę" – wskazała Sobierańska-Grenda.

Kontrola zarządów i środki z budżetu państwa

Afera wokół patologicznych pensji odsłoniła również katastrofalny stan zarządzania w wielu powiatowych szpitalach. Minister zwróciła na to uwagę, wskazując na konieczność interwencji właścicielskich:

"Najczęściej efekt tych zadłużeń to jest praca kilku dyrektorów, a nie jednego dyrektora i obserwuję w szpitalach zadłużonych, że tam się zmieniają zarządy dosyć często. Myślę, że takimi szpitalami absolutnie powinien się zająć nadzór właścicielski (...). Z mojej oceny wynika, że jednak ze względu na doświadczenie i większą ilość szpitali, którą mają marszałkowie w nadzorze właścicielskim, są w stanie ten korpus nadzoru właścicielskiego stworzyć w sposób na pewno lepszy".

Jednocześnie odniosła się do zarzutów wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego dotyczących złego zarządzania finansami publicznymi przez NFZ, mówiąc, że "to nie jest tylko działanie NFZ, aczkolwiek na pewno należy się przyjrzeć temu, w jaki sposób te środki są wydawane". Zaznaczyła, że "chciałaby mieć przekonanie co do tego, że środki, które dedykujemy do NFZ były przeznaczane w większej mierze na leczenie pacjentów".

Mimo gigantycznej dziury w systemie, szefowa MZ obiecuje, że pieniądze na obiecane wcześniej, systemowe podwyżki na pewno się znajdą, dementując plotki o niedoborze 9 mld zł:

"Skoro zatwierdziłam rekomendacje AOTMiT na ponad 4 mld zł na półrocze roku obecnego, to znaczy, że te pieniądze są. My te pieniądze przekazaliśmy również dotacjami. Ostatnia dotacja Ministerstwa Finansów - 2 miliardy złotych, wcześniejsza również Ministerstwa Zdrowia. Już w tej chwili z dotacji początkowej - 26 mld (zł - red.) - zwiększyliśmy te środki do 32 mld, w związku z tym zabezpieczenie jest. Ale chciałam podkreślić, że ta rekomendacja to również zwiększenie wycen tych obszarów, które są słabiej wycenione w szpitalach, a które są bardzo pożądanym kierunkiem ze względu na demografię i starzejące się społeczeństwo, czyli interny, ale również podnosimy wyceny na porodówkach".

Cyfryzacja zamiast wyjazdów

Na koniec rozmowy, Jolanta Sobierańska-Grenda przypomniała o postępach w cyfryzacji systemu ochrony zdrowia. Zgodnie z zapowiedziami, już od 1 sierpnia rusza e-rejestracja dla ośmiu nowych specjalizacji, w tym dla lekarzy chorób zakaźnych. Zapytana z kolei o problem wyjazdów lekarzy do pracy za granicę odparła:

"Uważam, że dzisiaj nie mamy tego problemu, ponieważ lekarze zostają w Polsce, są dobrze wynagradzani, mamy dobrze zorganizowane miejsce pracy dla nich".

Wybór Redakcji
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: