Taki znak wysłało ciało, gdy zachorowała na raka. Jeden szczegół ją uratował
Diagnoza nowotworu to moment, który zmienia życie, ale droga do niej bywa pełna przeszkód, nawet ze strony personelu medycznego. O ignorowaniu intuicji pacjenta, lekceważącym podejściu pierwszego lekarza i walce o właściwe rozpoznanie rozmawiają Agata Gwiazdowska i jej gość na kanale Pacjenci.pl – Karolina Skiba, która zachorowała na raka piersi.
- Karolina Skiba wyczuła zmianę w piersi przypadkiem podczas pielęgnacji ciała, mimo braku obciążeń rodzinnych
- Pierwsza lekarka zbagatelizowała problem, wyśmiewając obawy pacjentki i sugerując zwykłą torbiel
- Dopiero determinacja matki i wizyta u zaufanego specjalisty pozwoliły na szybką biopsję i wykrycie nowotworu
Intuicja, której nie wolno ignorować
Wiele historii onkologicznych zaczyna się niepozornie. W przypadku Karoliny Skiby, aktywistki i pacjentki onkologicznej, sygnałem alarmowym była rutynowa czynność pielęgnacyjna. Podczas balsamowania ciała wyczuła ona w piersi niewielkie zgrubienie. Mimo że w jej rodzinie nikt wcześniej nie chorował na raka, a ona sama była młodą kobietą, jej organizm wysłał silny sygnał ostrzegawczy. Towarzyszył temu nagły ucisk w żołądku i atak paniki, który trudno było racjonalnie wytłumaczyć. Guzek był mały – miał wymiary około pół centymetra na siedem milimetrów – co sprawiało, że łatwo było go przeoczyć lub zbagatelizować.
Wyczucie tak małej zmiany graniczy z cudem, co później potwierdzali inni lekarze. Jednak sam fakt odkrycia guzka był dopiero początkiem trudnej drogi. Kobieta, kierowana przeczuciem, natychmiast skonsultowała się z mamą, która jest pielęgniarką. To właśnie wsparcie bliskich i zaufanie do własnego ciała stały się kluczowe w dalszym procesie diagnostycznym. Pacjentka podkreśla, że intuicja kobiet jest potężnym narzędziem, którego nie należy zagłuszać logicznymi argumentami o „niskim prawdopodobieństwie” czy młodym wieku.
– „Mamy intuicję i ja w nią wierzę. Trzeba jej słuchać” – mówi Karolina Skiba.
Błąd lekarski i walka o powagę sytuacji
Najbardziej wstrząsającym elementem tej historii jest zderzenie pacjentki z pierwszym lekarzem, który wykonywał badanie USG. Zamiast profesjonalnego podejścia i weryfikacji obaw, Karolina spotkała się z lekceważeniem, a wręcz wyśmianiem. Lekarka w szpitalu w Zgierzu, sugerując się młodym wiekiem pacjentki (30 lat), uznała zmianę za niegroźną torbiel, ignorując specyficzne cechy obrazu USG oraz niepokój badanej. Tego typu sytuacje, w których personel medyczny umniejsza obawy pacjentów, mogą prowadzić do tragicznych opóźnień w leczeniu.
„Pani doktor, która robiła mi USG, wyśmiała mnie, powiedziała, że to jest torbiel, że przecież jestem młoda…” – wspomina Karolina.
Dla młodej kobiety usłyszenie od specjalisty, że „panikuje”, mogło być sygnałem do zaprzestania dalszych badań. Wiele osób w takiej sytuacji wraca do domu uspokojonych autorytetem lekarza, tracąc cenny czas, podczas gdy nowotwór się rozwija. W tym przypadku kluczowa okazała się postawa matki Karoliny, która nie pozwoliła córce odpuścić i nalegała na konsultację z innym specjalistą. To pokazuje, jak ważne jest, aby w przypadku jakichkolwiek wątpliwości zawsze szukać drugiej opinii medycznej, zwłaszcza gdy diagnoza opiera się na założeniach, a nie na pogłębionych badaniach.
Właściwa diagnoza i wyścig z czasem
Dzięki determinacji rodziny Karolina trafiła do zaufanego lekarza w Łodzi, który podszedł do sprawy z należytą powagą. Już pierwsze spojrzenie na zmianę w badaniu ultrasonograficznym wystarczyło, by specjalista odrzucił tezę o torbieli. Jego reakcja była natychmiastowa i zdecydowana – skierowanie na biopsję w trybie pilnym, już następnego dnia.
Ostateczna diagnoza potwierdziła najgorsze obawy: to nie była torbiel, lecz nowotwór o stopniu złośliwości G3, co oznacza szybko rosnącego raka. Późniejsze badania wykazały, że był to rak trójujemny, który jest szczególnie agresywny i trudniejszy w leczeniu farmakologicznym, ponieważ nie reaguje na terapie hormonalne. Szybka biopsja i natychmiastowe wdrożenie leczenia (operacja, a następnie chemioterapia) były możliwe tylko dzięki temu, że pacjentka nie uwierzyła pierwszej, błędnej diagnozie. Historia ta jest przestrogą, by nigdy nie bagatelizować zmian w ciele i domagać się rzetelnych badań.