covid-19 lekarz
Fot. pixabay.com/ fernandozhiminaicela
Autor Bożena Stasiak - 30 Czerwca 2020

Najpierw skandal, potem zwycięstwo. Leki, którym przywrócono utraconą wartość

Kiedy z początkiem pandemii pojawiła się informacja w prestiżowym czasopiśmie „Lancet”, że leki stosowane w nadciśnieniu tętniczym mogą zwiększać ryzyko zachorowania na nowego koronawirusa, a także zwiększać ryzyko zgonu z tego powodu, wielu pacjentów przestało je stosować. Dotyczyło to szczególnie dwóch grup leków – inhibitorów konwerstazy angiotensyny oraz antagonistów receptora angiotensyny ARB, sartanów. Wkrótce okazało się, że artykuł powstał jedynie na podstawie obserwacji jednego lekarza, który nawet nie przeprowadzał żadnych badań w tym kierunku. Dlatego też zarówno Europejska Agencja Leków, jak i WHO, czym prędzej wydały zalecenia, że chorzy nie powinni rezygnować z terapii tymi lekami.

Prof. Piotr Jankowski, kardiolog z Kliniki Kardiologii i Elektrokardiologii Interwencyjnej oraz Nadciśnienia Tętniczego Collegium Medicum UJ, prezentując stanowisko polskich kardiologów, od samego początku przekonywał, że odstawienie tych leków może dla pacjenta skończyć się tragicznie.

I oto już kilka tygodni później chińscy specjaliści ze szpitala Huo Shen Shan w Wuhanie, po przebadaniu kilku tysięcy chorych z nowym koronawirusem ogłosili, że jakiekolwiek leki stosowane w nadciśnieniu w znaczący sposób zmniejszają ryzyko zgonu z powodu Covid-19, a w największym stopniu działają tak leki…właśnie z grup, wspomnianych w „Lancecie”. Dr Luis Ruilope z uniwersyteckiego szpitala w Madrycie stwierdził: - Te badania otwierają drzwi do dalszych analiz i niewykluczone, ze leki na nadciśnienie będzie można stosować w cięższych postaciach Covid-19.

To tylko jeden z przykładów, kiedy lek, najpierw uznany za bardzo obiecujący, stracił na wartości lub wręcz został uznany za toksyczny. Nierzadko dzieje się to w atmosferze skandalu.

Podobnie rzecz się miała z jednym z niesterydowych leków przeciwzapalnych, ibuprofenem, przed którym przestrzegał francuski minister zdrowia, Olivier Veran. Na początku marca, a wiec również z początkiem pandemii, podał, że lek ten może nasilać przebieg zakażenia wirusem Sars-CoV-2. Jego wypowiedź, oparta na obserwacjach niewielkiej grupy pacjentów z jednego ze szpitali paryskich szybko „poszła” w świat, oczywiście budząc zrozumiały niepokój. Tym bardziej, że lek ten jest nie tylko we Francji bardzo popularny. Europejska Agencja Leków, po zapoznaniu się z doniesieniami z innych krajów, podała, że nie ma żadnych dowodów naukowych, które mogłyby potwierdzać tę informację. Natomiast zapoczątkowała ona szereg badań nad związkiem ibuprofenu z Covid-19. Na dużą skalę zaczęli je prowadzić eksperci z Centrum Innowacyjnych Terapii King’s College w Londynie, którzy testują ibuprofen u chorych z umiarkowaną postacią choroby. Pierwsze wyniki pokazują, że ibuprofen nie tylko nie szkodzi zakażonym nowym koronawirusem, ale im pomaga – może leczyć zespól ostrej niewydolności oddechowej.

Kolejnym przykładem leku, który okrzyknięto skutecznym w Covid-19, jest chlorochina, stosowana od lat w terapii wielu innych schorzeń. Najpierw uznano ją za skuteczną w łagodzeniu objawów niewydolności oddechowej w tej chorobie, co znalazło wyraz także w „Lancecie”. O chlorochinie pisano w tym kontekście w samych superlatywach. Do czasu, jak ukazała się informacja…znowu w „Lancecie”, że lek ten może przyspieszyć zgon chorych z wirusem Sars.CoV-19, ze względu na poważne objawy niepożądane. Ta informacja została zdementowana, naukowcy, którzy dali ją do publikacji, przyznali, że ich badania nie były przeprowadzone rzetelnie i dotyczyły zbyt wysokiej dawki tego leku. WHO nadal ją rekomenduje do leczenia Covid-19, w zmniejszonych dawkach.

Prof. Krzysztof Tomasiewicz, kier. Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, tak skomentował całe to zamieszanie: - My od początku podawaliśmy grupie swoich pacjentów chlorochinę i mamy z nią pozytywne doświadczenia. Nie zaobserwowaliśmy żadnych działań niepożądanych, które rosną wraz z dawką, ale my stosowaliśmy odpowiednio mniejszą. Cóż, nie po raz pierwszy okazało się, że do wszystkiego należy zachować dystans i trzymać się własnego zdania.

Niewątpliwie skandalem można nazwać historie związaną z jednym z najpowszechniej stosowanym lekiem przeciwcukrzycowym, metforminą. Kiedy pojawiły się doniesienia (nie poparte żadnymi badaniami naukowymi) o tym, że jest ona zanieczyszczona nitrozaminami, wybuchła panika. Chorzy, leczeni nią często od wielu, wielu lat, żądali od lekarzy wyjaśnień, niektórzy na własną rękę odstawiali lek, narażając swoje zdrowie i życie. I nie przekonywało ich nawet szybkie zdementowanie tych informacji. Nitrozaminy to związki, które mogą w występować w wielu produktach, nie tylko żywnościowych, stosowanych przez nas na co dzień. Te zawarte w lekach, jako wynik ich syntezy, występują w tak śladowych ilościach, że w żaden sposób zaszkodzić nie mogą.

- Doniesienia o szkodliwości metforminy w związku z obecnością w niej nitrozamin to klasyczny przykład fake newsa – wyjaśniał diabetolog, prof. Leszek Czupryniak, kier. Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Po pierwsze, nie ma żadnych dowodów, że związki te w takich stężeniach, w jakich występują w lekach, w jakikolwiek sposób sprzyjają onkogenezie u człowieka. Po drugie, to swoista ironia, że chodzi akurat o metforminę, którą uważamy za lek o działaniu antynowotworowym. Bo na to są twarde dowody.

Tego typu przykłady, pokazujące, że jakiś lek najpierw jest mocno krytykowany, przypisuje mu się działania, mogące szkodzić, a potem się im zaprzecza, pojawiają się i zapewne będą się pojawiać. Zresztą schemat „Najpierw skandal, a potem zwycięstwo” może mieć różną konfigurację. Może to być układ „ Sukces - skandal - sukces”, „ Sukces -skandal” czy „Skandal – sukces - skandal”.

Najnowszym przykładem wydaje się sprawa deksametazonu, starego leku, stosowanego od kilkudziesięciu lat przy wielu schorzeniach, m. in. reumatoidalnym zapaleniu stawów, zapalnych chorobach skóry, astmie, niektórych schorzenaich tarczycy. Kiedy kilka dni temu brytyjscy naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego ogłosili, że lek ten pomaga w leczeniu najcięższych postaci Covid-19, świat medyczny prawie oszalał z zachwytu i ogłosił tę rewelację jako przełom w leczeniu najcięższych przypadków zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Badania brytyjskich uczonych pokazywały, że ok. 35 proc. pacjentów, korzystających z respiratorów, już po podaniu pierwszych dawek deksametazonu odczuło znaczącą poprawę.

Jednak już dwa dni po ogłoszeniu tej informacji w wielu środowiskach naukowych pojawiły się wątpliwości. Odezwali się naukowcy amerykańscy i niemieccy, wyrażając całkiem sporo zastrzeżeń. Dotyczyły one m. in. wiarygodności badań, a także działań niepożądanych samego leku. Zawiść środowiska czy jednak coś jest „na rzeczy”? Niewykluczone, że będzie to kolejny przypadek schematu „Zwycięstwo – skandal -…”, po czym nastąpi, no właśnie, co? Sukces czy jednak jego zły posmak?

Jak podkreślił prof. Tomasiewicz, lekarze i naukowcy powinni zachowywać odpowiedni dystans i mieć własne zdanie, rzecz jasna poparte rzetelnymi (!) badaniami.

Następny artykuł