Wyszukaj w serwisie
choroby profilaktyka choroby cywilizacyjne zdrowie psychiczne żywienie zdaniem lekarza uroda i pielęgnacja
Pacjenci.pl > Zdrowie Psychiczne > Pijany wujek przy wigilijnym stole. Picie Polaków okiem psychiatry
Agnieszka  Sztyler-Turovsky
Agnieszka Sztyler-Turovsky 25.12.2023 15:45

Pijany wujek przy wigilijnym stole. Picie Polaków okiem psychiatry

choinka, święta Boże Narodzenie, rodzina
Shutterstock.com

Wielu z nas spędza święta z rodziną, z którą niestety łączą jedynie geny. Wielu samotnie i na smutno, albo z ulgą, bo nie muszą tłumaczyć się „kiedy dziecko,„kiedy skończysz studia?”. I że unikną porównań do rodzeństwa, dzieci sąsiadów z przynajmniej na pozór, perfekcyjnym życiem. Ile procent z nas musi sięgnąć po alkohol, najlepiej wysokoprocentowy, żeby to przetrwać? 

Czy to z powodu traumy wielu z nas, Polaków, nie jest w stanie przetrwać świąt na trzeźwo? 

Śmieszne filmiki jak się upić, by móc przetrwać święta

Zaczęłam się nad tym zastanawiać, gdy kilka dni temu natknęłam się na badania mówiące o tym, że Polacy to najbardziej straumatyzowany naród świata. A wczoraj – w Wigilię znów sobie o tym przypomniałam, gdy zobaczyłam post dr Mai Herman, psychiatrki. Jeden z fragmentów brzmi tak: 

 „Wszyscy udostępniamy sobie śmieszne filmiki, jak to przetrwać święta, w skrócie nawalić się i znieczulić alko. I żeby nie było, te filmiki też mnie śmieszą. Ale wiecie co mnie martwi? Przy naszych stołach siedzą dzieci”. I dalej lekarka pisze tak: 

„Ja mam 43 lata. Jestem psychiatrką, nie jestem niepoczytalna. Mam samoświadomość – wiem, że wybierając substancje psychoaktywne wybieram śmierć. Mam i ja i Ty do tego prawo jako dorosła osoba. 

Ale przy naszych stołach siedzą dzieci. A dzieci uczą się zachowywać przez modelowanie. Nawalony wujek, bełkocząca ciotka hasła w stylu: „należy nam się teraz alkohol!”, „no teraz świętujmy!”. Uczymy dzieciaki, że tak, że to norma, że tak się świętuje, że tak wygląda świat, że napięcie trzeba regulować alkoholem, szczególnie przy okazji świąt”. 

choinka2-shutt.jpg

Święta samotne, choć wśród ludzi

Zobaczyłam ten post w Wigilię. W ten dzień, gdy część z nas wciąż jest w gorączce – zakupowej, bo nie zdążyliśmy wszystkim prezentów, część z nas jeszcze w podróży, bo wyjechała na studia czy do pracy do innego miasta i teraz wraca w rodzinne strony na jeden wieczór – ten wigilijny, a może na pełne trzy dni świąt. A niektórzy zostaną u rodziny aż do Sylwestra. A część z nas nigdzie nie jedzie – spędzi święta samotnie albo na smutno, albo z ulgą, że nie musi spotykać się z krewnymi, z którymi nie łączy ich nic poza wspólnymi genami. 

Z ulgą, że nie musi odpowiadać na niechciane pytania w stylu: „kiedy dziecko?”, „kiedy ślub?”, „a ty masz wreszcie kogoś?”, albo wysłuchiwać porównań do dzieci sąsiadów, kuzynek i kuzynek, którzy wiodą (przynajmniej na pozór) szczęśliwe życie będące pasmem sukcesów. Jakby mało było tych wyretuszowanych obrazków w mediach społecznościowych, wielu musi mierzyć się w realu z rodzinnym odpowiednikiem „Instagrama” przy wigilijnym stole i przeglądać się niczym w lustrze w wyretuszowanym bardziej lub mniej życiu rodzeństwa, kuzynostwa, a jakby tego było mało, także życiu dzieci sąsiadów i znajomych. Część osób z trudem wytrzymuje to na trzeźwo, więc znieczula się czy to alkoholem, narkotykami, grami, czy mediami społecznościowymi, czy jakimikolwiek kompulsywnymi zachowaniami, jakimi ma w zwyczaju się ratować, by obniżyć emocjonalne napięcie.

Słowiański ból duszy, to nie włoskie dolce vitae, tylko wódka go „leczy”

Jest jeszcze coś – alkohol w tej części Europy towarzyszył ludziom od zawsze jakoś intensywniej. Niby południowcy i Francuzi też mają swoje codzienne wino, ale jakoś włoskie dolce vitae to nie to co słowiański ból duszy – tego nie znieczuli wino rozcieńczone wodą, na to dawały radę tylko mocniejsze procenty. Tym bardziej, że mocniej rozgrzewały, gdy słońca prawie zawsze tu brak. A w komunie – wiadomo – kto nie pił to albo donosił, albo niczego nie załatwił, bo przecież interesy też robiło się wtedy przy wódce. 

Alkohol tak wrósł w naszą tradycję, że przestał razić – w święta w polskiej telewizji zwykle można było zobaczyć „Kevina samego w domu”, a w radiu i sklepach usłyszeć „Last Christmas” Georga Michaela z Wham!. Tym razem w okolicy świąt pojawił się w telewizji „Żółty szalik” – ekranizacja prozy Jerzego Pilcha ze świetną rolą Gajosa, jako alkoholika i „Rozmowy kontrolowane” – w obu pojawia się motyw alkoholu i świąt, jako sympatycznego polskiego lifestylu. 

„Alkohol nic nie daje, a zabiera wszystko

Psychiatra Maja Herman w swoim poście pisze jeszcze: 

„Alkohol zabija. Nie ma bezpiecznej dawki alkoholu w rozumieniu bezpiecznego wpływania na wszystkie obszary zdrowia, w definicji, którą podaje WHO każda dawka alkoholu i innych substancji aktywnych jest potencjalnie zabójcza. Czas zacząć przyzwyczajać się do tej myśli. Szacuje się, że jedna czwarta przyjęć do szpitali w Polsce związana jest z piciem alkoholu. Jedyną metodą, by się nie uzależnić jest nie pić. Bo wiecie, nikt nie jest uzależniony przed tym, zanim spróbuję alkoholu. Nikt, tylko rozpoczęcie picia aktywuje tę chorobę o jakiej dzisiaj mówię".

maja-screen.png

"Dzieci uczą się zachowywać przez modelowanie. Nawalony wujek, bełkocząca ciotka hasła w stylu: „należy nam się teraz alkohol!”, „no teraz świętujmy!” uczy dzieciaki, że tak, że to norma, że tak się świętuje, że tak wygląda świat, że napięcie trzeba regulować alkoholem, szczególnie przy okazji świąt. Tak chcecie nadpisać święta w głowach waszych dzieci w oparach wódy, nie panujący nad słowami i swoim ciałem. Pamiętajcie, alkohol  nic wam nie daje, zabiera wszystko. Alkohol zabija. Nie ma bezpiecznej dawki alkoholu”. 

choinka1.jpgFot. Shutterstock.com

Trauma rodzinna Polaków związana z wojną i komuną

Aż co piąty z nas Polaków ma objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD). To prawie dwa razy więcej niż średnia światowa (tylko 5-10 proc. Populacji). - Sprzyja temu nieprzepracowana, transgeneracyjna trauma jeszcze z czasów II wojny światowej – mówił w rozmowie PAP prof. Marcin Rzeszutek z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Naukowiec dodał, że Polacy mieli specyficzną sytuację, bo z okupacji niemieckiej trafili pod sowiecką. I po zakończeniu II wojny światowej nie mieli warunków, bo przepracować traumę. Do tego wielu musiało np. ukrywać swoją przeszłość – np. związaną z przynależnością do Armii Krajowej, by nie trafić do stalinowskiego więzienia. I że z badań, jakie ukazały się w „Scientific Reports” wynika, jak twierdzi prof. Rzeszutek, że „na dłuższą metę nie warto zatajać przed rodziną trudnych wątków z przeszłości, ale należy tworzyć przestrzeń, by o tych traumach rozmawiać, bo to może przerwać błędne koło międzypokoleniowego przekazywania traumy". 

Wśród objawów PTSD są lęki i unikanie miejsc, czy sytuacji, które przywodzą na myśl traumatyczne zdarzenia, a także powracające nagle na jawie migawki – urywki zdarzeń, a nieprzepracowana trauma sprawia, że towarzyszy też nam wyczerpanie psychofizyczne. 

Wszystkim, dla których święta są trudnym czasem, redakcja portalu Pacjenci.pl życzy, by przetrwali je jak najmniejszym kosztem, a może by jakimś cudem stały się okazją do rodzinnych rozmów, które zamiast otwierać traumy, pomogą je leczyć, a może nawet zakończą się (tu już pewnie musiałby się zdarzyć cud), decyzją o pójściu na rodzinną terapią i spędzeniu kolejnych świąt w trzeźwości i miłości?

Jeśli chcecie podzielić się z nami tym, jak spędzacie święta, albo historią swojej rodziny, piszcie do nas: [email protected]

Polecane