Zmarszczki, usta czy owal twarzy? Ekspert zdradza, co najczęściej korygują Polki
Medycyna estetyczna staje się w Polsce coraz powszechniejsza. Dla wielu osób regularne dbanie o kondycję skóry i korekta drobnych niedoskonałości to dziś naturalny element profilaktyki starzenia. Zmieniają się również nasze motywacje oraz świadomość na temat dostępnych metod, choć nadal w wielu kręgach temat ten bywa traktowany z pewną rezerwą. Dr Marek Wasiluk z kliniki L’Experta w podcaście „Pacjent w centrum” opowiada, jakie obszary twarzy pacjentki najczęściej poddają zabiegom, dlaczego wciąż obawiamy się oceny otoczenia i czy popularne obecnie, domowe metody ujędrniania, np. joga twarzy, mogą stanowić alternatywę dla technologii medycznych.
- Polki w gabinetach najczęściej korygują okolice oczu, usta oraz owal twarzy, dążąc do wypoczętego wyglądu
- Choć świadomość zabiegów rośnie, wiele kobiet nadal ukrywa wizyty w klinikach z obawy przed oceną otoczenia
- Domowe masaże nie zatrzymają starzenia, a przesadne lub nieudane zabiegi mogą utrudniać codzienne funkcjonowanie
Inwestujemy w młodość i robimy to świadomie
Podejście do zabiegów estetycznych stale ewoluuje. Z upływem lat świadomość pacjentów w Polsce systematycznie rośnie, a procedury medyczne traktowane są coraz częściej jako przemyślana inwestycja w dobre samopoczucie i spowolnienie procesów starzenia, a nie wyłącznie pogoń za niedoścignionym ideałem z mediów społecznościowych. Mimo łatwiejszego dostępu do profesjonalnych gabinetów, wokół medycyny estetycznej wciąż krąży wiele nieporozumień i społecznych mitów. Jak wygląda codzienna praktyka lekarska i z jakimi oczekiwaniami najczęściej pacjentki przekraczają próg kliniki?
Oczy, usta i owal twarzy, czyli najczęstsze powody wizyt
Na przestrzeni lat preferencje pacjentek w Polsce wyklarowały dość spójny i powtarzalny obraz najczęściej zgłaszanych potrzeb. Jak zauważa dr Marek Wasiluk, uwaga kobiet koncentruje się głównie wokół kilku obszarów twarzy, które w największym stopniu wpływają na to, czy wyglądamy na osoby wypoczęte, zdrowe i pełne energii. Wraz z wiekiem nasza skóra nieuchronnie traci swoją dawną gęstość i elastyczność, co w połączeniu ze stopniową utratą podskórnej tkanki tłuszczowej oraz osłabieniem rusztowania kostnego przekłada się na zmianę naszych naturalnych rysów. Właśnie te subtelne, lecz z czasem coraz bardziej zauważalne różnice najczęściej motywują do konsultacji ze specjalistą.
- Najczęściej problemem są cienie pod oczami na dolnej powiece, które – w zależności od osoby – wynikają z prześwitujących naczynek, ciemniejszej skóry lub zapadnięć, czyli tak zwanych dołów pod oczami. U osób nieco starszych pojawia się kwestia górnych powiek, gdzie nadmiar skóry zaczyna stopniowo przesłaniać oko. Z kolei opadanie policzków prowadzi do powstania słynnych „chomików”, przez co linia żuchwy traci swoją wyrazistość. Aby przywrócić jej ostry kontur, trzeba odpowiednio unieść tkanki lub zredukować ich nadmiar – wyjaśnia dr Marek Wasiluk.
Zmiany w obrębie powiek czy tworzące się zwiotczenia w dolnej części twarzy potrafią optycznie nadać całej sylwetce zmęczony wyraz. Dążenie do przywrócenia pogodnego spojrzenia, zmniejszenia widoczności sińców oraz delikatnego wyostrzenia linii żuchwy to cele, które pacjentki stawiają sobie znacznie częściej niż radykalną modyfikację wyglądu. Po prostu lubimy czuć się dobrze, a jeśli ktoś dysponuje środkami, by osiągnąć ten cel, to jego zysk.
Dlaczego wciąż tak rzadko przyznajemy się do zabiegów?
Mimo szerokiej dostępności usług medycyny estetycznej oraz rosnącej liczby gabinetów, spora część społeczeństwa wciąż podchodzi do tematu poprawek z pewną rezerwą. Wynika to z silnie zakorzenionych wzorców kulturowych i utrwalonej w naszej mentalności obawy przed krytyką czy posądzeniem o próżność. Szczególnie widoczne jest to w kontekście relacji osobistych oraz opinii męskiego otoczenia. Wiele kobiet obawia się stygmatyzacji oraz łatki osoby "przerysowanej" lub sztucznej.
- W męskim towarzystwie ktoś się śmieje, bo z jednej strony ktoś może być, powiedzmy dumny, że jego żona sobie “zrobiła cycki”, ale w innym środowisku będzie to trochę wstyd, że “zrobiła sobie cycki”. Tacy normalni ludzie po prostu starzeli się kiedyś z godnością i ciężko nam z tej mentalności wyjść cały czas – próbuje tłumaczyć dr Wasiluk.
Otoczenie potrafi wysyłać bardzo sprzeczne sygnały. Z jednej strony w przestrzeni publicznej promowana jest stuprocentowa naturalność, z drugiej zaś wysoko ceniony jest nieskazitelny, młodzieńczy wygląd, który często uzyskuje się właśnie dzięki odpowiednio dobranej profilaktyce zabiegowej. Ta społeczna presja sprawia, że część osób decyduje się nie informować bliskich o swoich wizytach w klinice, traktując je jako osobistą sprawę.
Czy masaż twarzy jest w stanie zatrzymać proces starzenia?
W mediach społecznościowych popularne są porady dotyczące domowych sposobów na zachowanie jędrności skóry. Ogromną popularnością cieszą się techniki automasażu, masaże powięziowe czy joga twarzy, które bywają promowane jako naturalna i bezkosztowa alternatywa dla procedur medycznych. Jak podkreśla dr Marek Wasiluk, regularny masaż bez wątpienia poprawia mikrokrążenie, rozluźnia napięcia stresowe i poprawia samopoczucie, jednak jego potencjał przeciwstarzeniowy jest znacząco przeceniany. Specjaliści medycyny estetycznej podkreślają, że żadne ćwiczenia manualne nie są w stanie zatrzymać złożonych mechanizmów biologicznych zachodzących w głębszych warstwach tkankowych.
- Samym masażem nie zahamujemy mechanizmów starzenia. Godzinny masaż raz na tydzień czy raz na dwa tygodnie nie zmieni tego – podkreśla ekspert.
Dr Marek Wasiluk wyjaśnia, że nasze mięśnie mimiczne każdego dnia wykonują ogromną pracę – podczas mówienia, jedzenia czy wyrażania emocji kurczą się tysiące razy. Dodatkowy masaż wykonywany sporadycznie nie jest w stanie wpłynąć na przebudowę struktury skóry. Ponadto proces starzenia w równym stopniu dotyczy resorpcji tkanki kostnej oraz zaników podskórnej poduszeczki tłuszczowej. Na te anatomiczne zmiany praca dłońmi na powierzchni skóry po prostu nie ma żadnego wpływu.
Zabieg estetyczny może uratować życie
Postrzeganie medycyny estetycznej wyłącznie przez pryzmat dbania o urodę jest uproszczeniem, często krzywdzącym. W wielu przypadkach specjalistyczne zabiegi lub interwencje korygujące stanowią dla pacjentów jedyną drogę do odzyskania codziennego komfortu fizycznego oraz psychicznego. Zdarza się, że do gabinetów trafiają osoby wymagające pomocy z powodu powikłań lub po starych, niewłaściwie wykonanych procedurach z przeszłości, które po latach zaczęły negatywnie wpływać na ich zdrowie. Dr Wasiluk wspomina pacjentkę, która po latach powiększania ust miała tak rozciągniętą przez wypełniacze i mocno zwiotczałą skórę, że miała trudności w codziennym funkcjonowaniu.
- Ta pacjentka jak jadła, to jej po prostu to wszystko wchodziło w usta i przygryzała. Jej nie chodziło już o estetykę, tylko o to, żeby po prostu mogła normalnie jeść, normalnie żyć – mówi dr Wasiluk.
Medycyna estetyczna opiera się na inwazyjnej pracy na tkankach i wymaga pełnej odpowiedzialności oraz wyczucia. Zbytnia przesada lub nieprawidłowe podanie preparatów może z czasem rzutować na podstawowe funkcje anatomiczne. Z tego względu nowoczesne podejście do medycyny estetycznej stawia na rozważne planowanie terapii, która zawsze powinna uwzględniać nie tylko estetykę, ale przede wszystkim bezpieczeństwo pacjenta.