Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Zdaniem ekspertów > Przemysław Łatkowski: Alkohol to narkotyk i neurotoksyna. Prawda o "kulturze picia"
Anna Badurska
Anna Badurska 02.06.2026 13:27

Przemysław Łatkowski: Alkohol to narkotyk i neurotoksyna. Prawda o "kulturze picia"

Przemysław Łatkowski: Alkohol to narkotyk i neurotoksyna. Prawda o "kulturze picia"
Czy alkohol to narkotyk? Fot. Canva

Mimo że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) od dawna bije na alarm, zaliczając alkohol do pierwszej grupy substancji kancerogennych, w Polsce wciąż pielęgnujemy niebezpieczne mity na jego temat. Społeczne przyzwolenie, powszechna dostępność i potężny lobbing branży sprawiają, że ignorujemy fundamentalną prawdę: etanol to po prostu twardy narkotyk. Złudzenia dotyczące tak zwanego kulturalnego spożycia zostały bezkompromisowo obnażone w programie „Pacjent w centrum” na łamach serwisu Pacjenci.pl w rozmowie z Przemysławem Łatkowskim, specjalistą i terapeutą uzależnień. Choć jako obywatele coraz baczniej przyglądamy się szkodliwym chemikaliom w kupowanej żywności, z zaskakującą łatwością ignorujemy fakt, że najgroźniejsza neurotoksyna jest dostępna na wyciągnięcie ręki w niemal każdym osiedlowym sklepie.

Iluzja bezpiecznej dawki

Polityka zdrowotna państwa przez dekady przymykała oko na rosnący problem, a w debacie publicznej wciąż krąży szkodliwe przekonanie o rzekomo neutralnych lub wręcz prozdrowotnych właściwościach niewielkich ilości alkoholu. Eksperci nie pozostawiają jednak złudzeń – każdy kieliszek to bezpośrednie uderzenie w nasz układ nerwowy.

Nie ma czegoś takiego jak bezpieczna ilość alkoholu, to totalny mit – stanowczo podkreśla Przemysław Łatkowski na łamach Pacjentów. – Badania jasno pokazują, że każda spożyta dawka może obudzić w naszym organizmie procesy kancerogenne. To silna neurotoksyna, która niezwykle destrukcyjnie wpływa na narządy wewnętrzne, mózg oraz nasze zachowanie.

Równość wobec etanolu

Kolejnym powszechnym błędem poznawczym jest kategoryzacja trunków na te rzekomo „szlachetniejsze” i te z najniższej półki. Społeczne rozróżnienie na dobre wino do obiadu, rzemieślnicze piwo po pracy i wódkę pijaną pokątnie służy w praktyce wyłącznie uspokajaniu sumienia. Pod względem biochemicznym nasz organizm nie odróżnia rocznika trunku ani stopnia wysublimowania destylarni. Każdy z tych komercyjnych produktów opiera się na tym samym związku chemicznym.

– Niezależnie od tego, czy napój ma 3,5, 10, czy 70 procent, to zawsze jest ten sam etanol – przypomina ekspert w “Pacjent w centrum”. – Dokładnie ta sama substancja znajduje się w luksusowym trunku za 1200 złotych i w najtańszym produkcie za trzy złote z groszami.

Kolorowe pułapki i hipokryzja systemu

Brak rygorystycznych regulacji ustawowych sprawia, że rynek używek dynamicznie reaguje na trendy. Producenci oferują młodym, nieświadomym konsumentom kolorowe napoje, które do złudzenia przypominają niewinne oranżady. Atrakcyjny wizualnie wygląd i całkowicie zamaskowany smak etylu powodują, że granica między zwykłym napojem a silnie uzależniającą substancją ulega drastycznemu zatarciu. To najkrótsza droga do wychowania kolejnego pokolenia pacjentów oddziałów odwykowych.

W obliczu tych faktów konieczna jest zmiana narracji w sferze publicznej. Musimy przestać bać się nazywania rzeczy po imieniu, by rzetelnie uświadomić sobie wagę tego chemicznego zagrożenia.

– Bardzo często tworzymy sztuczne podziały, powtarzając sobie, że przecież nie bierzemy narkotyków, a jedynie pijemy alkohol. Tymczasem - podkreśla stanowczo rozmówca Pacjenci.pl - prawda jest bezwzględna. Alkohol jest narkotykiem, dokładnie tak samo jak każda inna substancja tego typu.

Czas, by decydenci polityczni oraz my sami, jako społeczeństwo, spojrzeli prawdzie w oczy. Tolerowanie i promowanie trucizny w przestrzeni publicznej to tykająca bomba, za którą ostatecznie płacimy wszyscy – w kolejkach do onkologów, na oddziałach ratunkowych i w statystykach polityki społecznej.

Źródło: Pacjenci

Wybór Redakcji
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: